Boruc (Kuszczak, Fabiański) - Kowalczyk, Glik, Dudka, Boenisch - Piszczek, Matuszczyk, Murawski (Obraniak), Piotr Brożek - Lewandowski, Smolarek (Paweł Brożek). Nie jest to przewidywany skład reprezentacji Polski na sobotni mecz z Ukrainą, chociaż... mógłby być. Piłkarze, których umieściliśmy w tym zestawieniu, mają dwie wspólne cechy. Są ważnymi postaciami drużyny narodowej, za to w klubach pełnią role rezerwowych.
Nie jest to nowy problem w polskiej piłce. Niepokojące jest to, że zjawisko się nasila. Wystarczy przeanalizować skład kadry, która trenuje w Grodzisku.
Na 23 piłkarzy 15 ma pewne miejsca w składach swoich drużyn, 8 grzeje ławę. Kiedy jednak zawęzimy grupę do piłkarzy z lig zagranicznych (trudno, żeby Franciszek Smuda powoływał rezerwowych z rodzimych klubów, chociaż są wyjątki), proporcje się odwracają.
Czterech stranieri ma miejsce w swoich drużynach, siedmiu nie.
Pamiętać trzeba jednak, że tym razem powołań nie dostali Kuszczak, Fabiański, Dudka, Obraniak i Kowalczyk, którzy w klubach grają rzadko. Kowalczykowi Smuda zapowiedział: "Masz grać choćby w II lidze albo nie będę cię powoływał". Przesłanie dla Dudki jest podobne.
"Działacze polskich klubów zapomnieli, że dobrych trenerów potrzebują także trampkarze"Rezultat? Z reprezentantów Polski grających za granicą pięciu pełni ważne role w klubach, a dwunastu drugoplanowe! - Nie dziwi mnie to. Poziom wyszkolenia polskich piłkarzy systematycznie się obniża. Działacze klubowi zapomnieli, że dobrych trenerów trzeba zatrudniać już dla trampkarzy - mówi Dariusz Dziekanowski, w latach 1989-1992 podstawowy (z reguły) zawodnik Celticu Glasgow.
Najgorsza, o dziwo, jest sytuacja z bramkarzami. Na początku swojej pracy z kadrą Smuda zapowiedział, że postawi na Tomasza Kuszczaka. Tymczasem o grzaniu ławy przez glokipera Manchesteru United kibice już od lat opowiadają sobie dowcipy. Chociażby nadając mu przydomek Tomasz "Kiedyś zastąpię Van der Sara" Kuszczak.
O ile żarty o Kuszczaku są dość sympatyczne, to o Łukaszu Fabiańskim już nie. Były gracz Legii przez trzy lata nie potrafił wywalczyć miejsca w pierwszej jedenastce Arsenalu, zamiast tego dorobił się szyderczego przezwiska "Flappy Handski".
W Celticu regularnie bronił Artur Boruc, którego jednak Franz z pozaboiskowych względów powołać nie chciał. Gdy zmienił zdanie, okazało się, że w pierwszym meczu Fiorentiny Polak... usiadł na ławce rezerwowych, a bronił Frey. Nie trzeba daleko sięgać, by zobaczyć, że jest coraz gorzej. Jerzy Dudek grał w Feyenoordzie i Liverpoolu w Lidze Mistrzów. Adam Matysek przez dwa sezony był nie do ruszenia w Bayerze Leverkusen.
Z reprezentacyjnych obrońców miejsce w klubie ma Michał Żewłakow. Pozostali defensorzy - Wojtkowiak, Kowalczyk, Glik, Sadlok, Piszczek, Boenisch - albo grają w Polsce, albo grzeją ławy. Boenisch zdecydował się grać dla Polski, gdy stracił miejsce w składzie Werderu Brema. Głowackiego pomijamy ze względu na przerwę w powołaniach i kontuzję.
Przykład z niedalekiej przeszłości to choćby para obrońców kadry na mundial w Korei Hajto - Wałdoch, która przez lata stanowiła siłę defensywy Schalke. A w kadrze był wtedy także Jacek Bąk (114 meczów w Lyonie, 85 w Lens).
Pomocnicy. Tu drużyna Smudy ma chlubny wyjątek - Jakuba Błaszczykowskiego - który nie musi się martwić o miejsce w Borussii Dortmund. Gorzej, że nasz podstawowy rozgrywający Rafał Murawski nie może znaleźć uznania w oczach trenerów Rubina Kazań.
Teoretycznie nie musimy się wstydzić napastników. Szczególnie Ireneusza Jelenia, wicekróla strzelców w Ligue 1. Ale już młody zdolny Robert Lewandowski nie przebił się do składu Borussii Dortmund. Z kolei za Pawła Brożka żaden klub nie chce zapłacić 2,5 mln euro.
Nie trzeba mieć czterdziestu lat na karku, by pamiętać, jak w naszym ataku grali Wojciech Kowalczyk (ostatni obok Mirosława Trzeciaka Polak, który coś znaczył w Hiszpanii) i Andrzej Juskowiak (do dziś z honorami podejmowany w Sportingu Lizbona i Wolfsburgu).
Okazuje się, że kadrę Smudy mają ratować rezerwowi - Boruc, Boenisch, Smolarek. Ebi to typowy przykład ławkowicza. Od kilkunastu lat w każdym klubie ma kłopoty z miejscem w składzie. Nawet w Polonii.
Wniosek? Skoro 15 lat temu Polska nie liczyła się w Europie, a dziś nasi piłkarze są mniej cenieni, to nie mamy co liczyć na sukcesy podczas Euro 2012.
Polskapresse sp. z.o.o informuje, że wszystkie treści ukazujące się w serwisie PolskaTimes.pl podlegają ochronie. Dowiedz się więcej.
Jesteś zainteresowany kupnem treści? Dowiedz się więcej.