Z Władysławem Frasyniukiem rozmawia Krzysztof Berendt.
Czyja to jest wina, że te obchody przebiegły w złej atmosferze?
31 sierpnia powinien być dniem wolnym od pracy, a to zadanie dla władz państwowych. One też powinny zająć się organizacją rocznic Solidarności. Obecnie legenda "S" należy do całego społeczeństwa i nie ma nic wspólnego ze związkiem zawodowym, który występuje pod jej nazwą. Państwo musi chronić tę legendę, ponieważ to nasze największe dobro narodowe. To przecież na dźwięk nazwy "Solidarność" możni tego świata wstają z krzeseł.
Dlaczego wciąż nie potrafimy tego należycie wykorzystać?
To też zadanie dla twórców. Mit Solidarności powinien szerzej zaistnieć w kulturze.
Przecież można stworzyć dobre kino akcji czy komedie o ludziach dawnej "S", którzy budzili autentyczną sympatię społeczeństwa. Co więcej - pewnie połowa kobiet kochała się swego czasu w Bujaku, Frasyniuku czy Lisie. To też można by wykorzystać. Zamiast tego na obchodach mieliśmy żenujące widowisko i zastanawiamy się teraz, czy ta Solidarność faktycznie była piękna i atrakcyjna.
Na czym głównie polegają problemy NSZZ "Solidarność" z - jak to określiliście - pamięcią i tożsamością?
Mam wrażenie, że po 1989 r. ludzie, którzy wrócili do "S" z każdym rokiem dług wdzięczności zamieniali na niechęć i nienawiść. Co więcej, im dalej od Sierpnia ’80 i stanu wojennego, tym poczet bohaterów narodowych rośnie. Ci ludzie dzisiaj chcą nas przekonać, że są lepsi niż my czy ten elektryk Wałęsa.
Uważa Pan, że obecna Solidarność ma jeszcze prawo do tej nazwy i znaku?
Nie ma co się angażować w awanturę, która jest z góry przegrana. Teraz to już jest inna Solidarność, dlatego że działa w zupełnie innych czasach. My budowaliśmy nowoczesny związek, który miał dbać o prawa pracownicze w momencie wprowadzania gospodarki wolnorynkowej. Obecny NSZZ "S" jest klasycznym roszczeniowym i populistycznym związkiem. Ale to był ich wybór. Żyjemy w wolnych czasach, dlatego kierownictwo ma prawo do takiej, a nie innej drogi.
A czy przy okazji nie zawłaszczyli sobie legendy i tradycji Solidarności?
Niczego nie zawłaszczają, ponieważ oni tej tradycji nie znają, nie dotykali jej. Oni nigdy nie "połamali sobie nawet paznokcia" w obronie tych wartości, które utożsamia "S". Dlatego właśnie nie wiedzą nawet, co mogliby zawłaszczyć.
Czy jest tak, jak mówi Henryka Krzywonos, że obecna Solidarność to związek Jarosława Kaczyńskiego i PiS?
Jarosław Kaczyński nie pierwszy raz stara się eskalować konflikty i ugrać przy tym coś dla siebie. Myślę, że obecna sytuacja to żałosna przygrywka PiS. Poza tym skuteczny działacz związkowy to taki, który dba o prawa pracownicze wszystkich. Musi mieć drzwi otwarte dla różnych opcji politycznych, a nie tylko PiS.
Im dalej od Sierpnia, tym poczet bohaterów narodowych rośnie. Chcą nas przekonać, że są lepsi niż my