Łukasz Kubot nie podbije Nowego Jorku, przynajmniej w singlu. W meczu pierwszej rundy US Open Polak zaskakująco gładko przegrał z solidnym Guillermo Garcią Lopezem 3:6, 2:6, 6:7 (4:7). Kubot wciąż nie jest w pełni formy po wyleczonej niedawno kontuzji kostki, w turniejach poprzedzających US Open przegrywał szybko, najczęściej w pierwszych rundach. W ostatniej imprezie wielkoszlemowej w tym roku było podobnie.
Hiszpan wcale nie grał rewelacyjnie. Wystarczyło czekać na prezenty Polaka, a tych było w całym spotkaniu co niemiara. Na nic nie zdał się solidny serwis i kilka potężnych uderzeń. Garcia Lopez stosował typową hiszpańską taktykę - biegał do wszystkiego, grał spokojnie, czasem atakował.
Na Kubota i jego nierówną grę to wystarczyło. Polak podjął wyrównaną walkę tylko w trzecim secie, w pierwszych dwóch nie miał nic do powiedzenia.
Przegranej szkoda, tym bardziej że Polak miał na kortach Flushing Meadows dużą szansę na dobry wynik. Sam przed turniejem deklarował, że myśli o powtórzeniu rezultatu sprzed czterech lat, kiedy w Nowym Jorku doszedł do trzeciej rundy.
W tym roku pozostaje mu się skupić już tylko na grze deblowej, a w tej, w parze z Oliverem Marachem, jest w drugiej rundzie. W pierwszym meczu polsko-austriacki debel pokonał parę Hutchins - Lipsky 7:6 (7:4), 6:3. Dobrze radzi też sobie para Mariusz Fyrstenberg i Marcin Matkowski. Polacy pokonali parę Garcia Lopez - Montanes 6:3, 6:4.
W turnieju pań świetnie poczynają sobie siostry Radwań-skie. Szczególnie warto pochwalić Urszulę, która w pierwszym meczu bez problemów pokonała Annę Czakwetadze. Rosjanka to solidna marka, choć przez ostatnie dwa lata nie jest już tak skuteczna. Z miejsca numer pięć na świecie wypadła do drugiej setki, teraz mozolnie wspina się w rankingu. W meczu z Ulą była jednak bez szans, choć Polka zwycięstwo zawdzięcza w dużej mierze katastrofalnej grze rywalki. Czakwetadze myliła się na potęgę - jej uderzenia lądowały albo w siatce, albo na kilkumetrowych autach. Ula potrafiła to wykorzystać.
Zagrała spokojnie, cierpliwie czekała na błędy Rosjanki. Mocno też serwowała, a to może wskazywać, że po kontuzji kręgosłupa, która wykluczyła ją z gry na kilka miesięcy, nie ma już śladu. Zwycięstwo nad Rosjanką to spory sukces, zwłaszcza że był to dopiero drugi wygrany przez Ulę mecz od stycznia. W drugiej rundzie Polka też nie jest bez szans, zagra bowiem z Lourdes Dominguez Lino (151. WTA).
W drugiej rundzie jest też starsza z sióstr Radwańskich Agnieszka, która bez większych problemów wygrała z Arantxą Parrą Santonją 6:4, 6:3. - Trudno było tylko na początku, bo musiałam przyzwyczaić się do jej stylu gry. Grunt, że udało się wygrać w dwóch setach - skomentowała Polka.
W następnym spotkaniu Radwańska zmierzy się z dobrą znajomą - Chinką Shuai Peng. Grały dotychczas ze sobą dwa razy, za każdym razem zwyciężała Polka, ale łatwo nie było, w pamięci mógł zwłaszcza zapaść mecz drugiej rundy z ubiegłorocznego Wimbledonu, trwający blisko trzy godziny. Tym razem powinno pójść łatwiej -_Agnieszka jest w dobrej formie, a Chinka w meczu pierwszej rundy nie zachwyciła. Polka wydaje się murowaną kandydatką na czwartą rundę, bo dopiero tam może trafić na wyżej rozstawioną zawodniczkę - Wierę Zwonariową. Rosjanka jest w formie, ale słynie też ze słabej odporności psychicznej, Radwańska nie jest więc bez szans.
W turnieju nie ma już Victorii Azarenki. Białorusinka nie wytrzymała nowojorskiego upału, w meczu z Giselą Dulko zemdlała przy stanie 1:5. Z kortu wyjeżdżała na wózku.