Menu Region

Jan Urban: Czwartkowy mecz będzie walką na noże

Jan Urban: Czwartkowy mecz będzie walką na noże

Data dodania: Ostatnia aktualizacja:

Polska

Piotr Wierzbicki, Rafał Musioł, Rafał Romaniuk Bad Waltersdorf

Prześlij Drukuj
Polscy piłkarze po treningu nie byli chętni do rozmów. Jedynie Jan Urban uchylił rąbka tajemnicy z obserwacji Austrii
Temperatura przed czwartkowym meczem z Austrią rośnie dosłownie i w przenośni. Wczoraj w Bad Waltersdorf z nieba lał się wyjątkowo nie deszcz, a słoneczny żar. Kadrowicze pojawili się przed południem na treningowym boisku i przeprowadzili zajęcia zamknięte dla obserwatorów. Prawie zamknięte, bo tym razem trenowali na murawie położonej najbliżej trybun, a to oznacza, że byli świetnie widoczni przez prześwitującą zieloną płachtę na ogrodzeniu.

- Patrzeć możecie, ile chcecie. Ale jak zrobicie zdjęcia, to was pogonię - żartował ochroniarz z kibicami, którzy podglądali zajęcia.

Piłkarze wylewając litry potu, nie zwracali na to uwagi. W szalonym tempie grali na niewielkiej przestrzeni. - Jeszcze, jeszcze, daaawaj! - poganiali ich Leo i jego asystenci.

Po zakończeniu treningu większość kadrowiczów nie zawracała sobie głowy rozmowami z dziennikarzami, choć był to akurat dzień, w którym zaplanowano tak zwaną strefę mieszaną. Były jednak wyjątki. Po raz pierwszy, odkąd dołączył do sztabu szkoleniowego, na rozmowę dał się namówić trener Legii Jan Urban, który odpowiada za rozpracowanie rywali.

- Czwartkowy mecz to będzie walka na noże. Musimy uważać na stałe fragmenty gry. Austriacy mają kilku rosłych piłkarzy. Świetnie uderza z dystansu Andreas Ivanschitz. Ale nie jest to żadna gwiazda, jak sztucznie próbuje się go wykreować w austriackich mediach. To nie jest nawet zawodnik średniej europejskiej klasy. Sytuacja jest więc podobna do naszej kadry. Mocną stroną obu drużyn jest gra zespołowa. Gospodarze są silni fizycznie, ale jak zagramy z nimi w piłkę, tak jak Chorwaci w pierwszej połowie, to niewiele będą mogli zrobić - mówił Urban.

Wyjątkowo rozmowny był Maciej Żurawski, który nie brał udziału w zajęciach i prawdopodobnie nie zagra już w tym turnieju, ale postanowił zostać z drużyną. - Będę robił za maskotkę drużyny - żartował.

Na odjeżdżający autokar z kolegami z drużyny nie zwracał uwagi poniedziałkowy solenizant Marcin Wasilewski. Po rozmowach z dziennikarzami zanurkował pod barierką i podszedł do siatki dzielącej przedstawicieli mediów od kibiców, by pozować do zdjęć z kibicami i rozdać im autografy. Także Euzebiusz Smolarek nie odmówił prośbie małej dziewczynki ubranej w koszulkę narodowej reprezentacji.

Jedno z najważniejszych wczoraj pytań dotyczyło tego, kto przejmie po kontuzjowanym Żurawskim opaskę kapitana drużyny. Holenderski selekcjoner nie potwierdził tego wprost, ale decyzja już zapadła: w Wiedniu tę funkcję będzie pełnił Jacek Bąk, który w kadrze wystąpi po raz 96. - Wygląda na to, że w finale zaliczy setkę - żartował asystent Beenhakkera Bobo Kaczmarek.

Obserwującym wchodzących do autokaru zawodników nie było jednak do śmiechu. Kilku piłkarzy przykładało sobie bowiem woreczki z lodem. - Zawsze tak jest po treningu, że pojawiają się stłuczenia i drobne urazy - przekonywał spokojnym tonem doktor reprezentacji Jerzy Grzywocz, który od początku zgrupowania udziela odpowiedzi częściej niż większość kadrowiczów. Taki stan rzeczy wcale go nie cieszy, bo są to zwykle złe nowiny.

Wczoraj wieczorem kadrowicze mieli pierwszą przedmeczową odprawę. - Po niej skład będzie już znany - mówił po pierwszym treningu Urban.

Prawdopodobnie Pawła Golańskiego na lewej pomocy zastąpi Jakub Wawrzyniak. Nie ma wątpliwości, że od pierwszej minuty pojawi się Roger. Jeśli nie zdąży wykurować się Mariusz Lewandowski, zastąpi go Maciej Murawski. Niewykluczone, że w pierwszej jedenastce wyjdzie Łukasz Piszczek.

Dziś o 11 rano biało-czerwoni wyruszą do odległego o 150 km Wiednia. Po południu czeka ich trening, wieczorem odprawa, a jutro mecz o wszystko z gospodarzami mistrzostw.

- Dlaczego mówicie, że to my jesteśmy faworytami? Dlaczego nie wierzycie w swoją reprezentację? Każdy mecz jest inny, a wy ich skreślacie? - strofował austriackich dziennikarzy Beenhakker. Ale widać było, że nie ma nic przeciwko temu, by ten ich brak wiary został jeszcze bardziej pogłębiony w czwartek wieczorem.

Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

 

Komentarze

Dodajesz jako: Gość

Ilość znaków do wpisania:

Dodając komentarz, akceptujesz regulamin forum

zaloguj się