O takiej reklamie, wartej miliony złotych, w latach 80. żadna firma nie mogła nawet pomarzyć. Przedsiębiorstwo Ludwika Górki z Myślenic nie nadążało z produkcją długopisów. Niezwykłych pod względem gabarytów, ale głównie umieszczonego na nim wizerunku. Ludwik Górka złożył firmę w 1960 r. Wtedy też urodził mu się syn Jan. Firma przez lata produkowała produkty piśmiennicze. Jan, obecny właściciel , od najmłodszych lat pomagał ojcu w zakładzie. - Gdy chciałem kupić sobie rower, to pracowałem - opowiada. - Dostawałem 5 zł na godzinę za montaż długopisów. Z czasem przestawała to być jednak dla mnie frajda. Koledzy wyjeżdżali na wakacje, a ja miałem "wakacje" na miejscu.
Ale jakoś trzeba było sobie radzić.
Po wyborze Jana Pawła II na papieża Ludwik Górka wpadł na pomysł, by rozpocząć produkcję 40-centymetrowych długopisów z wizerunkiem Ojca Świętego. - Ta koncepcja nie była od razu taka oczywista ze względów moralno-etycznych. Ojciec się zastanawiał, czy wykorzystanie wizerunku papieża na długopisie będzie na miejscu - wspomina Jan Górka. - Rozmawiał więc z księżmi i stwierdzili, że jeśli będzie to podane w odpowiedni sposób, nie ma problemu. Później pojechałem na pielgrzymkę do Watykanu i okazało się, że tam postać papieża jest na przeróżnych wyrobach. Ale u nas było mimo wszystko zupełnie inne podejście. Jeśli ksiądz powiedziałby nie, to nikt by się nie przeciwstawił - dodaje.
Na szczęście produkcja się rozpoczęła. Firma rodzinna przez lata dobrze funkcjonowała, ale w sierpniu 1980 r. zaczęło się prawdziwe sprzedażowe szaleństwo. - Gdy długopis pojawił się jako ważny rekwizyt przy porozumieniach gdańskich, sprzedaż wzrosła gwałtownie - wspomina Jan Górka. - To była promocja warta miliony, zwłaszcza w czasach, kiedy nie było reklam. I tak naprawdę trwa ona do dziś.
Pojawieniem się długopisu w ręku Lecha Wałęsy był zdziwiony nie tylko Ludwik Górka, lecz także pomorscy działacze. Niektórzy uważali go nawet za zbędny rekwizyt, inni mówili, że Wałęsa robi cyrk, albo doszukiwali się ukrytego znaczenia. Tymczasem go nie było.
Więcej przeczytasz w weekendowym wydaniu dziennika "Polska" lub na
prasa24.pl