Damian Kazak, Piotr Czajkowski
2010-08-20 10:36:16, aktualizacja: 2010-09-02 11:58:57
To dla nich coś więcej niż tylko muzyka i taniec. Break-dance i hip-hop to cała subkultura - sposób ubierania, zachowania, styl życia. Ten styl liczy się właśnie najbardziej - i na co dzień, i podczas imprez.
- Żeby być dobrym b-boyem nie wystarczy tylko sprawność fizyczna i opanowanie poszczególnych figur. Można świetnie kręcić "bączki", robić "sprężynki" i "delfiny", wykonywać różne efektowne tricki. Ale to nie wystarczy. Trzeba czuć muzykę, dać się jej ponieść. Do własnego stylu dochodzi się z czasem, najczęściej po latach - mówił
Liczy się każdy szczegół - od samego wejścia na parkiet i pokazania się publiczności.
- To ważne, zwłaszcza w potyczkach, gdzie naprzeciw siebie stają soliści czy zespoły. Masz swój krótki czas i musisz go wykorzystać - mówił "Sanho" czyli Wojciech Zygmunt.
Popisy b-boy'jów i b-girls w Płocku oceniali Huher, Bartazz i Wezyr. Ich glosy miały zdecydować o tym która grupa otrzyma
3000 zł i pojedzie do niemieckiego Herne na tegoroczną Ruhrpott Battle. To jedna z najsłynniejszych imprez break-dance i hip hopu. Do Płocka przyjechali więc najlepsi b-boy’e z kraju. I dosłownie stawali na głowie, ubiegając się o prawo wyjazdu.
Skomplikowane układy, akrobatyczne ewolucje wykonywane solo i zespołowo, cały taneczny kunszt uwidaczniał się w krótkim pokazie. Miłośnicy break-dance i hip-hopu mieli swoje wielkie święto. A to nie wszystko! Odbyły się także koncerty hip-hop i beatbox, dla widzów dostępne były też pokazy graffiti.
W B-Boy Battle, gdzie rywalizowały trzyosobowe zespoły, zwyciężyła grupa Lyon King. W nagrodę członkowie otrzymali 3000 zł i wezmą udział w zawodach Ruhrpott Battle w Niemczech, które odbędą się 6 listopada. Organizatorem imprezy był POKiS Dance Studio oraz Czysta Forma.