Premier Wielkiej Brytanii w ciągu swoich pierwszych stu dni rządów przeprowadził dziesiątki cięć, zmian i reform. Jaki z tego wniosek? Nie musi facet współrządzić z Lechem Kacz…, wróć, z PSL, nie ma niechętnych sobie mediów publicznych, Wielka Brytania to wyspa, więc nie dotyka jej światowy kryzys ekonomiczny, a poza tym gość się nazywa Cameron, a nie Tusk - pisze Wiktor Świetlik.
Z duchem czasu o rocznicy 1920 roku
Znowu na dzień staliśmy się zakładnikami polityki historycznej, rządów trumien, kultury śmierci, bezsensownymi rekonstrukcjami historycznymi utrwaliliśmy powtarzalne z pokolenia na pokolenie wzorce machoizmu, maskulinizmu, paternalizmu, patriarchatu, nacjonalizmu i szowinizmu narodowego. Po raz kolejny zabrakło obiektywnego spojrzenia na szkodzącą stosunkom polsko-rosyjskim i polsko-niemieckim politykę II Rzeczypospolitej i na, być może błędnie interpretowane, ale czy aż tak szkodliwe, ideały wyzwolenia społecznego i sprzeciw przeciwko dusznej, mieszczańskiej, pachnącej kruchtą i obłudą atmosferze przełomu wieków.
Po raz kolejny dopuściliśmy się prowokacji antyrosyjskiej w imię rozbuchanego narodowego ego, tak niepasującego do ducha naszych czasów i jednoczącej się Europy. A do tego po raz kolejny przy okazji rocznicy Bitwy Warszawskiej nic nie wspomniano o zbrodniach inkwizycji i reżimu frankistowskiego.
Ładna, ale zdradza
Profesor Tomasz Nałęcz, niedoszły prezydent Polski, znajdzie się jednak w Pałacu Prezydenckim. Prezydent Komorowski powinien jednak pamiętać o pewnej sprawie. Z Nałęczem jest trochę jak z taką żoną, co jest ładna, ale zdradza. Oprócz miliona barwnych historyjek o Józefie Piłsudskim i jego czasach, a także wyjątkowo sympatycznego usposobienia, profesor znany jest z, powiedzmy, umiarkowanej lojalności i stałości politycznej. Więc jak przyjdzie co do czego, to Komorowski może go jeszcze zobaczyć u Tuska, Kaczyńskiego albo na czele komisji śledczej, która będzie badała zbrodnie prezydenta.
Prezes Jarosław Kaczyński znowu wziął się do oceniania moralności swoich podwładnych, a "Gazeta Wyborcza" wykryła spisek tysiąclecia. Taki, że "Nasz Dziennik" by się nie powstydził
Moda na lata 90.
Zamiast tych wszystkich marudnych Migalskich, niby to merytorycznie przynudzających Kluzik-Rostkowskich, Kowali, Poncyli i Piechów od teraz rząd dusz przejmują ludzie wierni wobec prezesa - mąż Marty Kaczyńskiej, który jeszcze niedawno był w SLD, i Marek Suski, który był wierny prezesowi, gdy jego partii nie było w Sejmie, i wkrótce - uwzględniając dynamikę - będzie mu wierny w podobnych okolicznościach. Z prezesem będzie też Antoni Macierewicz, który w końcu zawsze czuł się lepiej w akcji bezpośredniej, a nie parlamentarnym marudzeniu. Wszyscy oni opanują na lata trawnik naprzeciwko Sejmu. Akumulator, megafon, ale dadzą Tuskowi popalić - pójdzie mu w pięty. A jak się panowie rozkręcą, to i kukłę Komorowskiego spalą. W końcu ponoć nadchodzi moda na lata 90.
Martin Luther Napieralski
"Fakt" opublikował zdjęcia półnagiego Grzegorza Napieralskiego w pięciogwiazdkowym hotelu w Egipcie. Nie ma czym się podniecać, pięć gwiazdek w Egipcie to jak mniej więcej trzy i pół gwiazdki w Bełchatowie, ale ciekawszy jest fakt, że lider SLD jest wciąż biały. A mówili, że już całkiem zamienił się w Martina Luthera Kinga. Na przykład jedną z wypowiedzi ostatnio zaczynał: "Widziałem dwie Polski!". Dalej w wizji Martina Luthera Napieralskiego było o tym, że jedna Polska to ksenofoby, a druga jest postępowa.
Prześwietlimy ci dzieciaka
Prezes Kaczyński znowu wziął się do moralności swoich podwładnych, a "Gazeta Wyborcza" wykryła spisek tysiąclecia, taki, że "Nasz Dziennik" by się nie powstydził. Otóż zachodzi obawa, że "Gazeta" tak pokochała obrońców krzyża, że chyba zaczęła interesować się każdym z nich z osobna. I oto zupełnie przypadkowo wśród nich wypatrzono starszego pana ze Śląska - który tam przywędrował, bo Platformy Obywatelskiej nie lubi. Ale, jak wykryła czujna "Gazeta", pan ten jest ojcem gwiazdy porno. Warto przypomnieć osobie, która pisała ten artykuł, że nestorzy jej pisma nieco się swojego czasu irytowali, kiedy grzebano w życiorysach ich rodziców tudzież rodzonych. A chodziło o dużo mniej sympatyczne i pożyteczne zajęcia niż bycie gwiazdą porno.