- Są turyści, którzy zachowują się tak, jakby chcieli sobie odbić wydatki poniesione na wakacje nad morzem - denerwuje się właścicielka pensjonatu we Władysławowie, której goście uznali, że przydadzą się im w domu zasłony z kwatery.
Inni notorycznie kradną ręczniki, przybory toaletowe i narzuty z łóżek. - Przyłapałem takich delikwentów na gorącym uczynku. Zawstydzeni wyznali, że ręczniki są dla rodziny z Małopolski, która straciła wszystko w powodzi.
No, ręce mi dosłownie opadły - mówi Jacek Dymarski z pensjonatu na Półwyspie Helskim.
To jednak nic. Pożądaną "pamiątką" z wakacji jest bowiem sprzęt elektroniczny. - To było ostatniego dnia pobytu moich gości nad morzem - mówi inny właściciel pensjonatu na półwyspie. - Moi goście szybko się spakowali, a zabierając swoje rzeczy, włożyli do torby także czternastocalowy telewizor, który był na wyposażeniu pokoju. Do oddania klucza wysłali dziecko, a sami wszyscy już siedzieli w samochodzie - dodaje.
Doświadczony właściciel popędził jednak najpierw obejrzeć pokój. Kiedy spostrzegł brak telewizora, zablokował wyjazd z posesji wczasowiczom. Tłumaczyli, że w zamieszaniu pakowania pomylili się i uznali, że telewizor jest ich. Sprawa zakończyła się polubownie. Zresztą kwaterodawcy często rezygnują ze zgłaszania strat na policję, uznając, że więcej z tym będzie zachodu i szukania podejrzanych w odległych zakątkach kraju niż efektów. I odżałowują swoje straty. - Przed sezonem kupiłem do pokoi gościnnych 20 radioodbiorników, zostały cztery - wylicza jeden z kwaterodawców.
Kulturalny turysta ukradnie tylko baterie z pilota, bezczelny - pilota, a "odważny"... telewizor
- Najbardziej roszczeniowi są turyści z Warszawy, ale "turystykę łupieską" uprawiają ci z południa Polski. Może faktycznie odbijają sobie straty po powodzi? - zastanawia się właściciel hoteliku z Władysławowa, który też stracił kilka radiomagnetofonów.
Nad morzem krąży ostatnio takie powiedzenie: kulturalny turysta ukradnie tylko baterie z pilota, bezczelny - samego pilota, a "odważny" spróbuje wynieść telewizor.
Ale nasi rozmówcy sami przyznają, że mieli większe szczęście od właściciela pensjonatu w Jastrzębiej Górze, którego wczasowicze urządzili sobie libację w ogrodzie. Gdy nocą zaczęli zawodzić pieśni, właściciel chciał ich uciszyć i... został dotkliwie pobity. - Bez przesady. Nie jesteśmy narodem złodziei. Turyści to przekrój naszego społeczeństwa - są wśród nich ludzie uczciwi i złodzieje. Dalekosiężnych wniosków bym jednak nie wyciągał - mówi dr Paweł Niedźwiedzki, psycholog społeczny, ale i on dziwi się, że wczasowicze kradną nawet szklanki z hotelowych restauracji.