Menu Region

Kapłaństwo w Polsce to samotność, szarość i nuda

Kapłaństwo w Polsce to samotność, szarość i nuda

Data dodania: Ostatnia aktualizacja:

Polska

Iza Michalewicz, Marcin Zasada

Prześlij Drukuj
W Polsce księża nie stawiają na plażach dmuchanych kościołów, nie odprawiają mszy w rytmie hip-hopu. Tutaj bycie księdzem to najczęściej zgoda na szarość i nudę w maleńkiej parafii gdzieś na końcu świata. Ciężka, niewdzięczna praca i jeszcze trudniejsza do zniesienia samotność.
Idzie dwóch zakonników drogą i widzą piękną kobietę. Jeden natychmiast nakłada kaptur. Drugi na nią patrzy. - Zgrzeszyłeś! - mówi ten pierwszy od kaptura. - Nie. To ty zgrzeszyłeś. Bo nie patrzysz, jak piękne jest dzieło Boże". Ja takie żarciki opowiadam, kiedy się mnie pyta o pokusy - śmieje się ks. Szczepan Borkowski (44 lata), niewysoki, szczupły kolekcjoner wojskowych czapek. Proboszcz w maleńkim Amelinie (Mazowieckie). - Pokusa jest wszędzie, tylko trzeba umieć ją oswoić. Tak jak samotność.

Ksiądz nie taki święty

Las, las i las. Jak w piosence Okudżawy o smoleńskiej drodze. Ciągnie się kilometrami. Nie znajdziesz na mapie Amelina. Jest tak maleńki, że nikt nie zadał sobie trudu, aby go na niej umieścić. Ludzie żyją tu z zasiłków i zbieractwa. Dzieciaki na wakacjach pracują jak dorośli: szukają po lesie jagód i grzybów. Można zarobić nawet 70 złotych za dzień.

Ale wieś wybudowała sobie kościół. Postawiła dumnie po jednej stronie drogi, jakby na przekór własnej biedzie. Nieduży, ściany popękane, żadnych ozdób. W 1993 roku poświęcił go ówczesny biskup łomżyński Juliusz Paetz, bohater późniejszego skandalu molestowania kleryków w poznańskim seminarium.

Ks. Szczepan Borkowski wiedział, gdzie przyjdzie mu pracować. Że tam tylko las, kilka domów na krzyż, nie ma internetu ani gosposi.

- Biskup dał mi na zastanowienie się dwa dni - mówi - a ja się zgodziłem. Pomyślałem: jak mnie tu wysyła, to znaczy, że mam coś do zrobienia. Ja nie potrzebuję wielkiej parafii, najważniejsi dla mnie są ludzie. Gdy przyszedłem, przyglądali mi się może z pół roku. Potem zaczęli przychodzić z problemami. Na wsi to głównie nadużywanie alkoholu, brak pieniędzy, brak chęci walki o siebie. "Po co ja mam się, proszę księdza, uczyć, skoro i tak tu zostanę", mówią dzieciaki. W tym roku było jedenaścioro dzieci u komunii, w przyszłym będzie zaledwie czwórka. Czasem dla pięciu osób odprawiam mszę.

Kiedy ks. Borkowski szedł do seminarium, był rok 1983. W tamtych czasach, jak mówi, ksiądz był kimś. Zaczynało ich 28, wyświęcono połowę. Dziś, od mniej więcej roku, powołania spadły w Polsce o 10 procent. Pokolenie JPII jakoś nie pali się do sutanny. Jedni mówią, że to dramat. Inni, jak ks. Andrzej Luter, wykładowca Wyższego Seminarium Duchownego w Łowiczu, że na podstawie tąpnięcia nie można oceniać problemu. - Potrzeba przynajmniej czterech lat, żeby zaobserwować, czy powołania w Polsce faktycznie lecą w dół - mówi. - Poczekajmy, nie ma jeszcze co bić na alarm.
1 3 4 5 6 »