Od grudnia 2002 roku do lipca 2003 roku specjalnymi samolotami obsługiwanymi przez CIA przewieziono na Mazury pasażerów z zagranicy.
Najwięcej (8 pasażerów) przyleciało do Polski 5 grudnia 2002 roku, z Dubaju na pokładzie samolotu Gulfstream N63MU.
Kolejny amerykański samolot dyspozycyjny przyleciał na lotnisko w Szymanach 8 lutego 2003 r. i przywiózł siedem osób z Rabatu w Maroku. Odlatując do Larnaki, zabrał czterech pasażerów. Gulfstream lądował na Mazurach jeszcze dwa razy w marcu, potem w czerwcu i lipcu.
Ostatni raz amerykański samolot przyleciał do Polski 22 września 2003 r. Jak wynika z dokumentu przekazanego Helsińskiej Fundacji Praw Człowieka, nikt z niego nie wysiadł.
Wsiadło 5 osób. Boeing 737 N313P odleciał na Cypr.
Jak podaje Rzeczpospolita, to pierwsze oficjalne dokumenty, które potwierdzają, że z samolotów, z których korzystała CIA, wysiadali pasażerowie.
Z informacji ze Straży Granicznej nie wynika, jakiego państwa obywatelami byli tajemniczy pasażerowie. Dokumenty podają, że pasażerami wysiadającymi i wsiadającymi na mazurskim lotnisku byli biznesmeni.
- Nie ma wątpliwości, że te wpisy mają mało wspólnego z prawdą. Wpisywano tak, by ładnie wyglądało w papierach. Jakim bowiem cudem tylu biznesmenów nagle zainteresowało się Mazurami i latało do nas prywatnymi odrzutowcami oznaczonymi w powietrzu jako statki rządowe? - dziwi się pułkownik polskiego kontrwywiadu. - Co więcej, loty te były tuszowane i oficjalnie podawano Europejskiej Agencji Żeglugi Powietrznej, że maszyny lądowały i startowały w Warszawie.
Inny oficer służb dodaje: - Tak naprawdę to tylko ludzie z Agencji Wywiadu i CIA wiedzą, ile osób przewieźli na Mazury.
Tylko dwaj wysocy rangą oficerowie Straży Granicznej w Bezledach mogą powiedzieć coś więcej o pasażerach. Jeden z nich jest już na emeryturze, drugi pracuje w centralnej Polsce. Nie chcą nic powiedzieć na temat tych przylotów i odlotów.
- Byli zaangażowani w odbieranie tych ludzi z lotniska. Mieli też nie zadawać pytań. Teraz mają milczeć - mówi wysoki rangą oficer z ówczesnego kierownictwa Straży Granicznej.
Rzeczpospolita donosi, że dokumenty przekazane helsińskiej fundacji nie wyjaśniają, co się stało z osobami, które przyleciały do Polski, ale już z niej nie wyleciały.
- Opinia publiczna powinna poznać więcej informacji na ten temat - uważa Janusz Zemke, były wiceszef MON, obecnie europoseł SLD. - Na razie śledztwo prokuratury jest tajne. Pewne jest jedynie to, że Amerykanie odmówili nam współpracy przy wyjaśnieniu sprawy więzień.