Ustawa wprawdzie jest, ale nie ma pieniędzy na opiekę nad dziećmi, które padły ofiarą przemocy
(© Sławomir Seidler/Polskapresse)
Anita Czupryn
2010-07-30 10:14:11, aktualizacja: 2010-08-02 07:37:13
Jeżeli zbijesz swoje dziecko, zostanie ci ono natychmiast zabrane. Dopilnuje tego specjalny zespół składający się m.in. z pracownika socjalnego, policjanta i nauczyciela. Takie przepisy wchodzą w życie od dzisiaj w życie.
Na mocy nowelizacji ustawy o przeciwdziałaniu przemocy w rodzinie po raz pierwszy w polskim prawie znalazł się zapis, że bicie dzieci jest zakazane. Rodzicom, którzy będą działać wbrew ustawie, dziecko zostanie odebrane przez specjalny "zespół interdyscyplinarny". Będzie on złożony z: pracownika socjalnego, policjanta, przedstawiciela oświaty (pedagog, psycholog) i lekarza bądź pielęgniarki. Takie zespoły mają powstać w każdej gminie.
Nowością jest to, że dziecko nie trafi do Policyjnej Izby Dziecka, czy Pogotowia Opiekuńczego, ale do najbliższej rodziny, np. babci, pod warunkiem, że nie zamieszkuje ona wspólnie z rodzicami. Następnie w ciągu 24 godzin o przyszłości dziecka, umieszczeniu go w placówce bądź oddaniu rodzicom, zdecyduje sąd.
Ale i rodzice nie zostaną bezbronni. Ustawa przewiduje, że już w momencie odbierania dziecka, rodzic, niezgadzający się z tą decyzją, może na ręce pracownika socjalnego złożyć zażalenie. Ten ma obowiązek przekazać zażalenie do sądu w ciągu 24 godzin, a sąd również w takim samym czasie ma obowiązek zażalenie rozpatrzeć. Przełomowym punktem ustawy jest zapis, który wzmacnia ochronę nie tylko dziecka, ale i dorosłej ofiary przemocy, przez odizolowanie od niej sprawcy. Teraz męża, czy rodzica-oprawcę zabierze policja, a prokurator nakaże mu opuszczenie mieszkania. Dzięki ustawie ofiary mają zapewnioną bezpłatną obdukcję, a sprawca musi przejść obowiązkową terapię.
Ustawa o przeciwdziałaniu przemocy w rodzinie, która zacznie obowiązywać od niedzieli, zapoczątkowała lawinę protestów, i to nie tylko wśród konserwatywnych polityków, działaczy stowarzyszeń prorodzinnych, ale też samych pracowników ośrodków pomocy społecznej.
Przeciwnicy ustawy zauważają, że może stać się ona kolejnym martwym prawem. Po pierwsze dlatego, że nie zabezpieczono dodatkowych pieniędzy dla pracowników socjalnych, za to zwiększono im obowiązki. Po drugie - nie ma środków na pomoc ofiarom przemocy. Po trzecie w końcu - ustawa nie podoba się również z powodów ideologicznych.
- Nie można doprowadzać do sytuacji, w której krytyka moralna zachowania dzieci również ma być traktowana jak przemoc. A tak mówi ustawa - zwraca uwagę Marek Jurek z Prawicy Rzeczypospolitej. I wyraża obawę: - Gdy rodzice mówią 15-letniej córce, że nie powinna chodzić do klubu, w którym jest złe towarzystwo, a ktoś o tym doniesie, to zostaną ukarani za to, że starają się wychować swoje dziecko?
Z kolei pracownicy socjalni, do tej pory postrzegani przez rodziny jako osoby wspierające i udzielające pomocy, teraz obawiają się, że będą traktowani jako represjonujący kontrolerzy życia rodzinnego. - Badania pokazują, że oni bardzo się tej ustawy boją. Również policjanci nie palą się, aby brać udział w akcji odbierania dziecka rodzinie. To dla nich najgorsze zlecenie - potwierdza Jakub Śpiewak z Fundacji "Kidprotect". Ale widzi też dobre strony. - Zabranie dziecka rodzicom będzie ostatecznością - mówi.
Jednak przeciwnicy krytykują zbyt wielką ingerencję państwa w życie rodziny. Karolina Elbanowska ze stowarzyszenia Rzecznik Praw Rodziców wymienia wady ustawy. - Podstawowa: kolejna grupa urzędników, prócz kuratorów sądowych i policjantów, będzie miała dostęp do tzw. danych wrażliwych o rodzinie - argumentuje. Ale Magdalena Kochan z PO ripostuje: - Chcemy resocjalizować przestępców, stąd zespoły interdyscyplinarne muszą zbierać o nich informacje. Posłanka uspokaja przeciwników, którzy obawiają się, że intymne szczegóły rodzinnego życia wypłyną z domu. - Pracownicy w zespołach wiedzą, co to tajemnica służbowa - ucina.
Przeciwnicy ustawy zwracają też uwagę, że ustawa w gruncie rzeczy powiela już istniejące prawo, sądy są i tak zalane pracą, więzienia zaś zapchane i nie ma gdzie umieszczać sprawców. - Nowelizacja tego nie poprawi - uważa Elbanowska. Przypomina, że poczynając od Ministerstwa Pracy, a kończąc na samorządach, działać mają koordynatorzy, którzy zajmować się będą tylko przemocą w rodzinie, a nie wspieraniem jej. Dodaje, że ustawa otwiera też pole na znajdowanie haków na rodziców, którzy z jakichś powodów są dla urzędników niewygodni. No, i może być wykorzystywana przy rozwodach, gdzie jedno z małżonków będzie szantażować drugie klapsem.
Dlatego przeciwnicy ustawy zbierają podpisy, aby doprowadzić do uchylenia przepisów. Stowarzyszenie Rzecznik Praw Rodziców wraz ze Związkiem Dużych Rodzin "Trzy Plus" pracują nad wnioskiem do Trybunału Konstytucyjnego. Chcą go złożyć jesienią. Razem z projektem ustawy o wspieraniu rodziny i pieczy zastępczej, która wprowadzi asystenta rodziny. Jego zadaniem będzie pomaganie rodzinom z problemami.
Anita Czupryn
Walczmy z karami cielesnymi
Piotr Wiliński, psycholog i pedagog
Nowelizacja ustawy o przemocy w rodzinie jest, w moim mniemaniu, dobrym pomysłem.
Ta ustawa wprowadza regulacje i stwarza możliwości, których nie ma w innych polskich aktach prawnych, takie jak możliwość usunięcia z mieszkania sprawcy przemocy, ochrona dziecka i inne.
Kary cielesne są, niestety, nadal powszechnie stosowaną w Polsce "metodą wychowawczą". Widać to chociażby na ulicy. Teraz dostajemy do ręki dodatkowe narzędzia w walce z przemocą w rodzinie. Warto też dodać, że w wielu przypadkach samo ujawnienie przemocy ze strony rodziców i poinformowanie o możliwych konsekwencjach za bicie dziecka tę przemoc zatrzymują. A pracownik socjalny podejmie decyzję o odebraniu dziecka, tylko gdy życie lub zdrowie tego dziecka jest zagrożone. Na dodatek w ciągu doby musi poinformować o tym sąd.
Pracownik, który zabierze dziecko bezzasadnie, podlega przecież konsekwencjom służbowym.
Uważam, że w tym przypadku ustawodawca wyważył racje.
To naruszanie praw rodziny
Marek Jurek, polityk Prawicy RP
Ustawa antyprzemocowa to ryzykowna decyzja, bo przekazuje urzędnikom władzę nad rodzinami. A trudno o bardziej drastyczne naruszanie praw rodzin, zwłaszcza ubogich, w których dzieci nie mają nikogo prócz rodziców i w których od tych rodziców się dzieci oddziela. Ta ustawa zwiększa kompetencje administracji. Mam nadzieję, że nie stanie się to powodem nadużyć wobec rodzin. A przecież takich przypadków mieliśmy ostatnio całe mnóstwo: w powiecie zgorzeleckim, w Poznaniu czy choćby pod Lublinem, gdzie zabrano dziecko z domu, bo ojciec był po amputacji nogi, a matka w depresji.
Tylko dzięki interwencji mediów te sprawy zakończyły się przywróceniem dziecka rodzicom. Pytanie, ile takich spraw jest i jakie będą arbitralne decyzje urzędników przeciw rodzinie. Niepokój budzi to, że administracja popełnia błędy, które są ryzykowne dla rodzin, i to z powodu ignorancji. Zawarta jest też w niej nowa filozofia: odchodzi się od przemocy w stronę traktowania jako przemocy krytyki zachowań dziecka przez wskazywanie rzeczy, których nie powinno ono robić.
W Szwecji zabierają dziecko rodzicom o niskim IQ
Małgorzata Gołota
Przepisy podobne do tych, które od 1 sierpnia br. zaczną obowiązywać w Polsce, od dawna obowiązują już w wielu krajach świata. Najbardziej restrykcyjne mają m.in. Szwecja i Hiszpania. Tamtejsze rządy nie planują ich zmieniać, mimo że od wielu lat zapisy budzą kontrowersje nie tylko wśród rodziców, ale również ze strony Europejskiego Trybunału Praw Człowiek w Strasburgu. Wszystko dlatego, że prawo, które w założeniu miało chronić dzieci, zbyt często wyrządza im krzywdę. Powodem są niesłuszne i zbyt pochopne interwencje pomocy społecznej.
W Szwecji notorycznie powtarza się na przykład schemat: matka nie ma pieniędzy na opłacenie czynszu i rachunków, zwraca się więc do pomocy społecznej. Tu jednak, zamiast wsparcia, odbiera się jej dziecko. Inny przykład to głośna swego czasu sprawa rodziny Olsson, w tym wypadku pomoc społeczna uznała, że rodzice mają za niski iloraz inteligencji, by móc wychowywać dzieci. Odebrano im malców, choć testy potwierdziły, że IQ rodziców jest na odpowiednim poziomie.
Podobnym absurdem jest historia kilkuletniego Dominika. Chłopca siłą wyciągnięto z samolotu, gdy z rodziną opuszczał Szwecję. Powód? Rodzice woleli, aby syn w oczekiwaniu na wyjazd zamiast chodzić do szwedzkiej szkoły, uczył się w domu. Urząd szkolny się na to nie zgodził, nakazał zapłacenie grzywny, a władze w odwecie nie pozwoliły opuścić kraju.
W Katalonii natomiast rząd odebrał kilkudniowego noworodka parze rzekomych narkomanów, po czym pozbawił ich praw rodzicielskich. Dziecko trafiło do adopcji, mimo że rodzice udowodnili, iż problemów z narkotykami od dawna nie mają. Para z powodzeniem wychowuje teraz dwójkę kolejnych dzieci. A kilka tygodni temu sąd najwyższy w Hiszpanii skazał Katalonię na 980 tys. euro odszkodowania za bezzasadne odebranie im pierwszego dziecka.