Alexi Mostrous, Tom Coghlan, Deborah Haynes, Catherine Philp
Twórca WikiLeaks musi bronić swojej decyzji o publikacji dziesiątek tysięcy stron tajnych dokumentów wywiadu. Rośnie oburzenie opinii publicznej związane z jednoczesnym ujawnieniem w materiałach nazwisk afgańskich informatorów. Ujawnionym w dokumentach WikiLeaks Afgańczykom grozi śmierć z rąk bojowników talibów.
W dokumentach znajdują się nie tylko ich nazwiska, ale też nazwy wsi oraz nazwiska członków ich rodzin. Wśród nich także ojców. Ponadto na podstawie lektury materiałów łatwo można znaleźć dostęp do dokładnych współrzędnych GPS określających miejsca pobytu Afgańczyków współpracujących z siłami NATO.
Organizacje obrony praw człowieka skrytykowały decyzję WikiLeaks. Jeden z amerykańskich polityków powiedział wprost, że takie łamanie procedur bezpieczeństwa równa się w praktyce przesłaniu talibom gotowej czarnej listy ludzi do zlikwidowania.
Twórca witryny Julian Assange oświadczył w rozmowie z "The Times", że "głęboko żałuje", jeśli jego decyzja przyczyni się do zagrożenia życia choćby jednego Afgańczyka. Jednak w obszernym wywiadzie nieustannie jej bronił.
W rozmowie z "The Times" Julian Assange powiedział, że wielu afgańskich informatorów, których dane uległy potencjalnemu ujawnieniu, "przekazywało żołnierzom fałszywe historie… robiąc z samych siebie ofiary tej wojny". Zapytany, czy taka postawa usprawiedliwia ujawnianie ich tożsamości, były haker odparł: - Nie oznacza to, że z kolei jej nieujawnianie jest OK.
Assange dodał, że w ubiegłym tygodniu zwracał się do Białego Domu z prośbą o pomoc w celu "zminimalizowania [przypadkowej] możliwości ujawnienia nazwisk niewinnych informatorów". Waszyngton miał w ogóle nie odpowiedzieć. Assange stwierdził, że sama ogólna waga publikacji informacji przeważa ewentualną groźbę, jaką może ona stwarzać dla życia informatora.
- Nikomu nie stała się krzywda. Jeśli jednak tak się stanie, to oczywiście będzie ona przedmiotem naszego głębokiego żalu. Naszym celem jest oddawanie sprawiedliwości niewinnym ludziom, a nie szkodzenie im. Tak jest. Jeśli jednak staniemy w sytuacji: ujawniać całe archiwa czy nic, ujawnimy je, gdyż są one niezwykle istotne dla historii tej wojny - oświadczył Assange.
- Gdy ujawnia się tego typu źródła i metody działania, giną prawdziwi ludzie. Teraz współpracujące z nami osoby znalazły się w prawdziwym niebezpieczeństwie. Właśnie dlatego takie przecieki wzbudzają nasze największe obawy. Cała kampania i strategia polega na przekonywaniu Afgańczyków, że warto podejmować ryzyko i wspólnie z nami przeciwstawiać się represjom i brutalnym działaniom ze strony talibów - mówi rzecznik prasowy Pentagonu Geoff Morrell.
Głos zabrał także rzecznik prezydenta Afganistanu Hamida Karzaja. Przewiduje on, że przeciek może "spowodować w przy-szłości ogromną katastrofę". - Będziemy świadkami zabójstw informatorów. Będziemy świadkami masakry - oświadczył Siamak Heraway.
- Jeśli popełniliśmy błąd, dokonamy przeglądu naszych procedur działania i zareagujemy w odpowiedni sposób - stwierdził twórca WikiLeaks, sugerując, że wycofa wrażliwe raporty ze strony internetowej. Jednak zaatakował też armię USA: - Rozumiemy wagę ochrony poufnych źródeł. Wydaje się, że USA umożliwiły wszystkim żołnierzom Narodów Zjednoczonych i dostawcom dostęp do nazwisk wielu swoich poufnych źródeł bez należytej ochrony - oświadczył.
Jak dotąd nie ma dowodów wykorzystania przez talibów ujawnionych informacji w celu ustalenia przez nich tożsamości i ewentualnego zlikwidowania osób, które uznają za swoich wrogów. Rosną jednak obawy, że wyciek tego rodzaju wrażliwych danych wywiadowczych naraził na niebezpieczeństwo wiele osób.
- Jestem pewien, że talibowie już skopiowali wszystko to, co ujawniła WikiLeaks, a teraz szukają nazwisk informatorów - mówi Ahmad Nader Naderi z Afgańskiej Niezależnej Komisji Praw Człowieka.
- Mam nadzieję, że krew niewinnych nie jest jeszcze na rękach tego hakera. Jeśli osoby współpracujące z siłami koalicji będą mieć świadomość, że za chwilę ich nazwiska może znać cały glob, cel ten stanie się znacznie trudniejszy do osiągnięcia - powiedział konserwatywny poseł do Izby Gmin i członek stałej komisji obrony Adam Holloway.
Alexi Mostrous, Tom Coghlan, Deborah Haynes, Catherine Philp
Tłumaczenie: Zbigniew Mach