Menu Region

Rynek zaleją niedouczeni prawnicy

Rynek zaleją niedouczeni prawnicy

Data dodania: Ostatnia aktualizacja:

Polska

prof. Piotr Kruszyński, adwokat

2Komentarze Prześlij Drukuj
Jeśli nowa ustawa zwiększająca dostęp do zawodów prawniczych przybierze kształt opisany we wczorajszym wydaniu dziennika "Polska", to czeka nas prawdziwa rewolucja - mówi prof. Piotr Kruszyński, adwokat
Niestety jej skutki mogą być opłakane. Wprowadzimy na rynek masę niedouczonych prawników, którzy będą udzielać błędnych porad prawnych i stawać przed sądami w imieniu nieświadomych niczego klientów.

Projekt częściowo wzoruje się na prawie niemieckim, jednak - inaczej niż tam - otwiera różne drogi dojścia do zawodu adwokata, również i ścieżki na skróty.

Jestem przeciwny wszelkim limitom i uważam, że ilość praktykujących prawników powinna być stopniowo zwiększana i regulowana przez rynek. Jedyny limit, jaki jest niezbędny, to limit kwalifikacyjny wyznaczany przez odpowiedni poziom wykształcenia.

Skrócenie aplikacji adwokackiej z trzech i pół do dwóch lat nie tylko obniży jej rangę, ale i nic nie nauczy. Jestem prawnikiem z wieloletnim doświadczeniem i wiem, że dwa lata to stanowczo za mało czasu, by ze studenta zrobić adwokata.

W podobnym duchu utrzymany jest pomysł, by radcy prawni po czterech latach pracy i jednym egzaminie byli automatycznie wpisywani na listy adwokatów i radców. To prosta droga do wypracowania polskiej wersji angielskiego terminu fake lawyers, czyli niby-prawników.

Ministerstwo chce też zlikwidować egzamin ustny na koniec aplikacji, zastępując go pisemnym. To absolutna pomyłka. Adwokat przecież musi umieć mówić. Przed sądem musi wykazać się elokwencją, nie może jąkać się i bełkotać. A tak może być, jeśli tych kompetencji nie będziemy sprawdzać na egzaminie. Zamiast ćwiczyć przyszłych mecenasów w erystyce i sztuce wymowy, będziemy promować ludzi, którzy sprawnie napiszą podanie.

Na aplikacje powinni być przyjmowani wszyscy chętni, tak jak przed wojną. Znieść natomiast trzeba obowiązkowe szkolenia, przez które na aplikacjach jest tłok. Mówi się, że dziś są problemy ze znalezieniem patrona, ale przy odpowiedniej dozie przedsiębiorczości kandydata i lepszej organizacji można to zorganizować. Sam mam sporo aplikantów i jakoś sobie radzę. Nie można wszystkich prowadzić za rączkę. Jeśli nie możesz znaleźć patrona aplikacji, to może znaczy, że się nie nadajesz do tego zawodu.

W czasie aplikacji powinna być uruchamiana ostra selekcja. Surowe egzaminy są niezbędne po każdym roku aplikacji. Nie ma też przeszkód, by w egzaminach brali udział przedstawiciele Ministerstwa Sprawiedliwości, a nie tylko korporacji.

Ustawa powstaje w słusznym celu, bo prawników jest u nas za mało. Trzeba jednak dopracować szczegóły, tak byśmy przy okazji nie pogorszyli jakości usług prawnych.
2

Komentarze

zwiń wszystkie wątki najnowsze najstarsze

Dodajesz jako: Gość

Ilość znaków do wpisania:

Dodając komentarz, akceptujesz regulamin forum

zaloguj się

profesor zasiewa wątpliwości

+2 / -8

Autor komentarza nie dodał zdjęcia

Wojtek (gość)  •

Profesor Kruszyński przyjął pewną metodę.Polega ona na wskazywaniu negatywnych stron proponowanych rozwiązań. I rzeczywiście, są minusy. Tyle że każde rozwiązanie posiada jakieś minusy. A pozostawienie sytuacji takiej jaka jest obecnie posiada na pewno więcej minusów, niż krytykowane przez profesora rozwiązania.

odpowiedzi (0)

skomentuj

pierdu pierdu

+3 / -2

Autor komentarza nie dodał zdjęcia

Prawnik bez uprawnień (gość)  •

A w Hiszpanii wogóle nie ma aplikacji, w sądzie można reprezentować ludzi od razu po studiach. Także gadać można co się chce, do rzeczywistości ma się to nijak. Prawda jest taka, że zastępca procesowy za 2 tys. to wg. moich doświadczeń: adwokat który nie napisał ani jednego pisma w sprawie, za to mówił stronie, co ma napisać (kilkoma zdaniami), 2. adwokat, który wziął zaliczkę 500 pln i zapomniał o sprawie, także jak słyszę o rzetelności cechującej osoby, które ukończyły aplikacje, to mię śmiech pusty ogarnia - chyba że kogoś stać na prof. Kruszyńskiego, ciekawe ile bierze za sprawę? 10 tys.? Obecnie, żeby mieć rzetelnego pełnomocnika z uprawnieniami trzeba wyłożyć 4 - 5 tys. przynajmniej (w Wawie).

odpowiedzi (0)

skomentuj