Z Arnaudem de Borchgrave, politologiem z Centrum Studiów Strategicznych i Międzynarodowych w Waszyngtonie, rozmawia Małgorzata Gołota
Dokumenty opublikowane przez Wikileaks mocno poruszyły międzynarodową opinię publiczną. A co z rządami państw, które w wojnie z Afganistanem uczestniczą? Jakie będą ich następne posunięcia?
Wydaje mi się, że ten przeciek tajnych informacji do prasy spowoduje podobny efekt jak afera Pentagon Papers w 1971 r. W ogóle zresztą wojna w Afganistanie przypomina potyczki toczone przez długie lata w Wietnamie.
Nie tylko ze względu na to, że biorą w nich udział Amerykanie.
Inne państwa nie chcą już w tych walkach uczestniczyć. Żołnierze nie chcą do Azji Środkowej jeździć. Na dodatek jeszcze obywatele państw, które w Afganistanie walczą, są całkowicie tym walkom przeciwni. Są tak samo zmęczeni, jak zmęczeni byli w latach 60. i 70. wojną w Wietnamie. Dlatego myślę, że dokumenty ujawnione wczoraj przez ten amerykański portal wywołają podobny skutek. Przyśpieszą zakończenie wojny i wycofanie wojsk z Afganistanu.
Tak po prostu?
Tak. Tym bardziej że Barack Obama nigdy walk w Afganistanie nie popierał. Jeszcze w czasie kampanii mówił, że jest im przeciwny. Kontynuował je jednak i kontynuuje, bo boi się, że gdy do władzy wrócą talibowie, wraz z nimi wróci Al-Kaida. Ale ja w to nie wierzę.
Na Wikileaks ujawniono m.in. dokumenty o działalności amerykańskiego komanda, które bez sądu zabija Afgańczyków podejrzanych o współpracę z talibami. Dokładnie chodziło grupę Task Force 373 specjalizującą się w "eliminowaniu" czołowych dowódców wroga. Szef Wikileaks twierdzi, że powinien zająć się tym międzynarodowy trybunał...
Powtórzę, Afganistan to drugi Wietnam. Tych ludzi powinien spotkać taki sam sąd jak agentów CIA, którzy przecież podobne tajne operacje dywersyjne prowadzili przeciwko Wietnamowi Północnemu już od połowy lat 50. W samym 1969 r. w ten sposób "zneutralizowano" bodajże ponad 19,5 tys. osób podejrzanych o powiązania z Vietcongiem. Okrucieństwa, jakich się dopuszczono, porządnie nadszarpnęły opinię o CIA. Teraz podobnie będzie z reputacją żołnierzy walczących w Afganistanie.
W tekstach są też wzmianki o tym, że Pakistan potajemnie pomaga talibom.
I co z tego? Wszyscy o tym od dawna wiedzą. Pakistan od kilkudziesięciu lat jest po stronie talibów, tyle że się z tym przesadnie nie obnosi. Pamiętajmy jednak, że talibowie, którzy pojawili się w Afganistanie w 1994 r., byli wspieranymi właśnie przez Pakistan młodymi fundamentalistycznymi islamskimi studentami.
Tak, ale teraz Pakistan deklaruje przyjaźń ze Stanami Zjednoczonymi. W ramach tej przyjaźni przyjmuje nawet od USA pomoc finansową. Wypadałoby więc być lojalnym.
Ma pani zbyt idealistyczne podejście. Co z tego, że oficjalnie określają siebie jako sprzymierzeńców? To biznes. Obydwie strony sobie z tego zdawały i zdają sprawę.
Nawet jeśli Stany Zjednoczone podejrzewały nieoficjalną przyjaźń Pakistańczyków z talibami, czy nawet o niej wiedziały, dotąd nie wiedzieli o tym ludzie. Teraz wiedzą, więc USA, ratując swoją twarz, powinny jakoś zareagować.
Nie wydaje mi się. Naprawdę wszyscy sobie od dawna zdawali sobie z tego sprawę. To żaden powód dla Stanów Zjednoczonych do jakiegokolwiek działania. Nie będzie im się chciało nawet ratować tak zwanej reputacji.
W internetowych publikacjach Wikileaks była też informacja o tym, że Afgańczykom bardziej podobała się władza talibów niż rządy popieranego przez Amerykanów Hamida Karzaja.
Kto tak powiedział?
Sami Afgańczycy.
Boją się. Nie powinno to zresztą nikogo dziwić. Po pierwsze dlatego, że Amerykanie są obcy. A poza tym dlatego, że choć z talibami nie było demokracji ani nie było wolności, to panowała jakaś swojska hierarchia. Brutalna, ale swojska. Poza tym przecież ci ludzie nie są do demokratycznych zachowań przyzwyczajeni.
Ameryka ich przyzwyczai.
Problem w tym, że właśnie nie. Oni mogą ich uczyć, oswajać, przyzwyczajać i tak dalej. Tylko że w końcu Amerykanie sobie pójdą. A jak Amerykanie sobie pójdą, być może wrócą talibowie.
A jeśli tak, to co?
W końcu i tak to nastąpi. I tak będziemy musieli z Afganista_nu wyjść. Myślę zresztą, że nastąpi to za dwa, najdalej trzy lata.
Po ujawnieniu tych dokumentów USA szybciej opuszczą Afganistan. Myślę, że najdalej za 2-3 lata