Orient Express
Data dodania: Ostatnia aktualizacja:
Wbrew pozorom nie jest to takie trudne. Problem w tym, że moda na japońszczyznę, która zapanowała w Europie na przełomie XIX i XX wieku, spowodowała, że nie pamiętamy już, jak wyglądają przedmioty i wnętrza chińskie.
Różnice są aż tak wyraźne?
Owszem, gdyż są to dwie odmienne estetyki i systemy organizowania przestrzeni. Japończycy urządzają domy oszczędnie, ascetycznie, unikają przy tym symetrii. Chińczycy przeciwnie - lubią bogate wnętrza z zaznaczonymi osiami podziałów. Meble wybierają z ciemnego drewna z połyskiem, często ozdobione płaskorzeźbami, choć nie jest to regułą. Na przykład w epoce Ming wykonywano sprzęty o pięknej, czystej i eleganckiej linii. Chińczycy preferowali też ciężkie i kolorowe tkaniny. Z jedwabiu wykonywano obicia, baldachimy, parawany, narzuty, poduszki.
Jaki kolor dominuje w tradycyjnych chińskich wnętrzach?
Czerwień. Jest to bowiem barwa dobrej wróżby, która symbolizuje energię yang, a więc życie, witalność, zdrowie, płodność.
Chińczycy lubią epatować przepychem? Jeśli tylko ich na to stać. Zupełnie inaczej jest w Japonii, gdzie nawet w pałacach możnowładców obowiązywał charakterystyczny dla wszystkich grup społecznych minimalizm. W XX wieku doskonale wpasował się w europejskie gusta i w gruncie rzeczy wyparł z salonów chiński przepych.
Jakie chińskie przedmioty cieszyły się największą popularnością wśród mieszkańców dawnej Europy?
Oprócz porcelany - tkaniny, z których wykonywano obicia mebli i ścian. Były to głównie jedwabie malowane i haftowane, przedstawiające ptaki i kwiaty. Popularne były meble i naczynia z laki oraz wszelkiego rodzaju bibeloty, a od XVIII wieku także malowane tapety. Sprowadzane z Dalekiego Wschodu elementy dekoracji stanowiły jednak tylko uzupełnienie charakterystycznych dla danej epoki wnętrz europejskich. Nikt nie zadawał sobie trudu, by ze szczegółami odtwarzać typowe chińskie mieszkanie.
Kiedy na Starym Kontynencie zapanowała moda na chińszczyznę?
W drugiej połowie XVI wieku. Odbyło się to w szczególnych okolicznościach. Przepływ informacji był ograniczony i początkowo chińskie elementy wystroju wnętrz trafiały do nas w sposób przypadkowy. W Europie wpisywały się w zupełnie nowy kontekst, były traktowane jako uzupełnienie architektury barokowej, a później rokokowej. Warto jednak zauważyć, że gdy tylko obroty między Państwem Środka a Starym Kontynentem osiągnęły odpowiedni poziom, Chińczycy od razu zaczęli schlebiać gustom europejskich klientów.
A więc wyczucie rynku, którym imponują, nie jest tylko kwestią ostatnich lat?
Bynajmniej. Pierwszym produktem z Chin, który podbił europejski rynek, była w XVI wieku porcelana. Zdobyła ogromną popularność, między innymi dlatego, że Chińczycy potrafili dopasować produkcję do oczekiwań odbiorców. Inne naczynia sprzedawali Malajom, inne Arabom, a jeszcze inne wysyłali do nas. Na przełomie XVIII i XIX wieku otworzył się dla chińskich wytwórców rynek amerykański. Gdy przyjrzymy się naczyniom, które są w tamtejszych kolekcjach, okaże się, że są to jeszcze inne wzory.
Dzisiaj producenci z Chin zaskakują konkurencję, bardzo szybko reagując na zmieniające się trendy.
Tak samo było dawniej. Gdy w Europie zapanowała moda na wielkie półmiski z charakterystyczną promienistą dekoracją, to większość wytwórców od razu przestawiła się na ich produkcję. Gdy Europejczycy zapragnęli waz ozdobionych różowo-zieloną emalią w stylu kantońskim - ależ proszę bardzo, niemal od razu je dostali. Wiele chińskich manufaktur wykonywało też wzory na zamówienie. W ten sposób wytwarzano serwisy herbowe czy naczynia z konkretnymi motywami malarskimi. Motywy te bywały czasami zniekształcane, ale jeśli ktoś chciał, mógł takie zamówić.
Czy chińskie towary w dawnej Europie były powszechnie kupowane?
Nie, choć porcelanę produkowano na gigantyczną skalę. Kiedy w latach 70. XX wieku zaczęto eksplorować wraki jednostek, którymi przewożono ją do Europy, okazało się, że jeden statek zabierał na pokład kilkadziesiąt tysięcy naczyń. Cenę jednak drastycznie zawyżały koszty transportu. Inna sprawa, że wiele towarów, które sprowadzano z Chin, było słabo identyfikowanych z tym krajem. Jeśli jakąś wazę w inwentarzach pałacowych opisywano jako "chyńską", to równie dobrze mogła ona pochodzić z Japonii, Indii lub z Europy.
Dla jej właściciela nie miało znaczenia, skąd pochodzi?
Otóż to. Takie "chyńskie" naczynia, meble i jedwabie są w zbiorach Jana III Sobieskiego, który pierwszy w Polsce zaczął kolekcjonować sztukę Dalekiego Wschodu. Pierwszy też urządził gabinet chiński w Wilanowie. Kolejni właściciele pałacu, August II Mocny i Izabela z Czartoryskich Lubomirska, również żywo interesowali się Orientem. Z kolei Stanisław Kostka Potocki, który kupił tę posiadłość w 1799 roku, urządził apartament chiński i wystawił w nim eksponaty ze swojej kolekcji. Oprócz tego, że wzbogacił pałacową kolekcję o kolejne przedmioty, napisał też tekst, który jest pierwszą w Europie próbą ujęcia tematu z punktu widzenia historyka sztuki. Opisywał jednak sztukę chińską ze zbiorów europejskich, a więc tę specjalnie produkowaną na potrzeby mieszkańców Starego Kontynentu. A to zaledwie wycinek ogromnego dziedzictwa artystycznego Chin.
Kto w dawnej Rzeczpospolitej fascynował się Dalekim Wschodem?
Podobnie jak w całej Europie było to hobby elitarne, zarezerwowane dla ludzi majętnych i bywałych w świecie. Chińszczyznę kupowali głównie arystokraci, ale sporo towarów z Państwa Środka trafiało też do zamożnych mieszczan z Gdańska. Był to bogaty port utrzymujący dobre kontakty z Holandią, więc obywatele miasta mieli ułatwiony dostęp do chińskich towarów.
To Holendrom zawdzięczamy, że chińszczyzna trafiła do Europy?
Im i Portugalczykom, którzy w epoce odkryć geograficznych zaczęli regularnie pływać na Daleki Wschód. Stamtąd moda rozprzestrzeniła się na całą Europę.
Czy dawna sztuka cieszy się w Chinach dużą popularnością?
Owszem. Kiedy 10 lat temu Hongkong, prężny ośrodek antykwaryczny, przyłączano do Chińskiej Republiki Ludowej, tamtejsi antykwariusze bardzo obawiali się spadku obrotów. Tym- czasem wzrosły one wielokrotnie, głównie dzięki bogatym klientom z Chin kontynentalnych. Ten zwrot ku tradycji jest tam traktowany bardzo prestiżowo - i jako lokata kapitału, i jako demonstracja dumy narodowej. Ma to swoje korzenie w wydarzeniach z XIX wieku, kiedy w Państwie Środka ścierały się wpływy ówczesnych mocarstw światowych, a dzieła sztuki masowo wywożono na Zachód. Świat już dawno zapomniał o tym epizodzie w historii Chin. Zachwyca się osiągnięciami tamtejszej gospodarki, ale Chińczycy wciąż czują potrzebę udowodnienia sobie i innym swojej potęgi.
