Menu Region

Świat u bosych stóp judoki

Świat u bosych stóp judoki

Data dodania: Ostatnia aktualizacja:

Polska

Oskar Berezowski

Prześlij Drukuj
Fenomenalny Legień bohaterem Seulu i Barcelony. Piwo i schody: recepta na złote medale igrzysk
Jest 29 lipca 1992 r. Finał wagi do 86 kg w judo w barcelońskiej hali Blaugrana. Osiem sekund do końca pojedynku.

- Rzuca! Otrzymuje trzecią kokę i już nie ulega wątpliwości, że Waldemar Legień złotym medalistą! - krzyczał do mikrofonu Andrzej Zydorowicz.

- To jest po prostu niewyobrażalne. Ziemia zadrżała - oświadczył komentator japońskiej telewizji.
Legień w Barcelonie zdobył drugi z rzędu olimpijski złoty medal (jako trzeci judoka w historii). To w tej dyscyplinie ewenement, tym większy, że osiągnięty w dwóch różnych kategoriach wagowych, co zostało odnotowane w Księdze rekordów Guinnessa.

A przecież niewiele brakowało, by chłopak z Bytomia nigdy nie wyszedł na olimpijskie tatami.
Jego pierwszymi igrzyskami miały być te w Seulu. Kilka miesięcy przed imprezą lekarze znaleźli w jego nerkach spory kamień. Potrzebna była operacja.

- To oznaczało koniec marzeń o starcie w Korei. Nie mogłem się na to zgodzić - przyznaje Legień.
Lekarz doradził mu więc, by pił piwo i zbiegał z najwyższego budynku w Bytomiu. Judoka nie lubił alkoholu. Nie mieścił się on w kanonie jego sportowego życia. Wypijał litr wody i zbiegał z 16-piętrowego bloku obok klubu. Kamień ani drgnął. Lekarz znów oświadczył, że bez piwa kuracja będzie nieskuteczna.
- Waldek zmuszał się do alkoholu i na krótko przed igrzyskami kamienia się pozbył - wspomina Józef Wiśniewski, trener klubowy Legienia i prezes Czarnych Bytom.

Judoka był najjaśniejszą polską gwiazdą dwóch igrzysk. Dziś uznaje się go za jednego z legendarnych zawodników tej dyscypliny. Na miano to zasłużył nie tylko fenomenalną techniką, ale i zmysłem taktycznym.

- Już jako zawodnik był profesorem w czytaniu tego, co się dzieje na tatami. Gdy wychodził do walki, miał gotowy plan i go realizował - twierdzi Wojciech Borowiak, trener Pawła Nastuli, który w Barcelonie przegrał pojedynek o finał i skończył zawody na piątym miejscu.

Dziś to może wydawać się nierealne, ale w Seulu polski sport trzymał pion tylko dzięki walkom. Drugi złoty medal, obok Legienia, zdobył zapaśnik Andrzej Wroński (wynik powtórzył w Atlancie). W sumie z 16 medali 10 wywalczyli judocy, zapaśnicy, bokserzy i szermierze.

To w Korei po brąz sięgnął Andrzej Gołota w wadze ciężkiej. W walce półfinałowej z Koreańczykiem Hyun Man Baikiem Polak został mocno pogruchotany i lekarz podjął decyzję o zakończeniu walki. Już w zawodowej karierze Gołota pokazał, że nawet z mocno rozciętym łukiem brwiowym potrafi bić się do upadłego.

Bohaterem naszej ekipy w Barcelonie był także Arkadiusz Skrzypaszek. Tego samego dnia co Legień zdobył dwa złote medale: indywidualnie i drużynowo w pięcioboju nowoczesnym.
Według anegdoty o jego sukcesie było wiadomo od prawie dwóch miesięcy. Podczas zgrupowania w Zielonej Górze Skrzypaszek stanął na dnie basenu, a jego stopa utkwiła w odchodach. "Mamy medal!" - krzyknął, bo podobną przygodę przeżył przed mistrzostwami świata w San Antonio, skąd przywiózł tytuł.

Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

 

Komentarze

Dodajesz jako: Gość

Ilość znaków do wpisania:

Dodając komentarz, akceptujesz regulamin forum

zaloguj się