wtorek 07 lutego 2012 r. imieniny obchodzą: Romuald, Ryszard, Teodor

Polska » Opinie » Wywiady » Artykuł

Ludwik Dorn: Jesteśmy słabym państwem, bez ducha

Ludwik Dorn: Jesteśmy słabym państwem, bez ducha

Polska

2010-06-12 14:00:04, aktualizacja: 2010-06-12 20:07:09

Polsce bardzo brakuje pamięci instytucjonalnej - mówi polityk Ludwik Dorn w rozmowie z Agatonem Kozińskim.

Jak Pan definiuje silne państwo?
Nie ma lepszej definicji niż preambuła Konstytucji 3 maja. Zapisano w niej wyraźnie, że silne państwo nierozerwalnie wiąże się z budowaniem instytucji oraz relacji między tymi instytucjami oraz istnieniem swego rodzaju doktryny państwowej.

Czym ta doktryna ma być?
Nie da się jej spisać. Jest ona swego rodzaju konceptem polityczno-kulturowym. Wiąże wszelkiego rodzaju elity. Nie tylko polityczne, ale też gospodarcze, kulturalne. One porozumiewają się ze sobą według kodu tej doktryny i dzięki temu się rozumieją. Mogą się różnić, ale za każdym razem te spory nie wykraczają poza tę doktrynę. Takie różne doktryny państwowe mają Skandynawowie, Niemcy, Francuzi.
∨ Czytaj dalej
Reklama


Czemu Polska tak bardzo tej doktryny potrzebuje?
Bo bez niej jest państwem słabym, a trudno w Polsce o konsekwentny wysiłek zmieniający ten stan rzeczy. Zresztą wystarczy spojrzeć na historię, by się przekonać, że taka sytuacja często nam odpowiadała. Zawsze byliśmy narodem dążącym do niepodległości, ale jednocześnie apaństwowym. Nie antypaństwowym, ale właśnie apaństwowym. Dla Polaków własne państwo zawsze było czymś, co sobie cenimy, natomiast istniejące państwo staje się dla Polaków albo problemem, albo tworem, z którym nie czują głębokiego związku. Na pewno nie tak głębokiego, jaki czuli autorzy Konstytucji 3 maja.

Tyle że ci autorzy to były tylko elity, wąska garstka zapaleńców.

Odrzucam takie elitarystyczne myślenie. Przecież ta konstytucja znalazła szeroki oddźwięk. Poza tym pracom nad nią dał początek potężny impuls reformatorski. Pojawiło się wszechobecne poczucie, że "tak dalej być nie może". Wykraczało ono poza wąską grupę intelektualistów.

Jaki model państwa według Pana najlepiej pasuje do Polski? Budowałby go Pan wokół silnego prezydenta jak we Francji czy raczej wokół premiera jak w Niemczech?

Decyzja o tym, w czyich rękach skupiają się ośrodki władzy, dotyczy modelu rządzenia krajem. Ale to tylko element czegoś, co nazywamy modelem państwa. Zależy mi, by na państwo spojrzeć szerzej, jako na czynnik, który skłania, zachęca, inspiruje dialog społeczny. Polska cierpi na deficyt zaufania i umiejętności kooperacji między różnymi grupami, zwłaszcza na poziomie ponad gminą. Państwo powinno tutaj wkroczyć jako podmiot dający impulsy do porozumienia, a jednocześnie powinno jasno określić warunki brzegowe do szukania wspólnego zdania i zachęcać, by się tego podejmować.

Przekładając teorię na język konkretów. Borykamy się z powodzią. Jaka jest rola państwa? Czy władze centralne muszą bezpośrednio interweniować na obszarach zalanych, czy ich zadaniem jest stworzyć takie warunki samorządom, by umiały sobie radzić samodzielnie?
Zadaniem państwa jest pilnować, by nie dochodziło do takich sytuacji jak z wiersza Gałczyńskiego, który napisał "krew się wylała, a potem wyschło". Ale państwo nie może też się kierować maksymą marszałka Komorowskiego, który stwierdził, że rzeki wylewają, a potem spływają do Bałtyku. Na pewno widać, że wiele dobrego wydarzyło się po powodzi w 1997 r. Wtedy zapanował stan totalnego chaosu. W tym roku widać, że służby i samorządy nauczyły się współpracować ze sobą, także w tym roku zaniedbania - zwłaszcza na początku powodzi - widać było na poziomie centralnym. Tegoroczna powódź wykazała jednak, że zawiodła prewencja przeciwpowodziowa. Oczywiście, nie jest to zadanie wyłącznie administracji rządowej, gdyż zajmować się tym powinny władze na każdym szczeblu. Ale po 1997 r. na odbudowę infrastruktury wydano ponad 28 mld zł, a na zabezpieczenia przeciwpowodziowe 4,5 mld. To najlepiej pokazuje skalę zaniedbań i dowodzi słabości państwa. Bo państwo to także pamięć słowa, pamięć instytucjonalna. Skoro wydarzył się taki dramat jak w 1997 r., to państwo powinno pamiętać, że zabezpieczenia przeciwpowodziowe są ważne. Ale uznano, że taka sytuacja zdarza się raz na kilkadziesiąt lat - więc po 13 latach znów przyszła wielka woda.

Uważa Pan, że istnienie ogólnej doktryny państwowej wymykającej się podziałom politycznym pozwoliłoby uniknąć ostatniego dramatu?
Tak. Teraz bowiem nie ma u nas ciągłości wysiłku państwowego. Tymczasem bez niej, a także bez umiejętności współpracy między różnego rodzaju zespołami, nie da się skutecznie działać.

Świętej pamięci minister Władysław Stasiak opowiadał mi, że według niego administracja musi czuć esprit de corps - ducha współpracy, który sprawia, że wszyscy grają do jednej bramki.
Z ministrem Stasiakiem często o tym rozmawialiśmy jeszcze w czasach, gdy był moim zastępcą w Ministerstwie Spraw Wewnętrznych. On często przytaczał przykład Francji, gdzie takiego ducha czuć na co dzień. Na każdym zebraniu, gdy pojawi się lokalny prefekt, po sali niesie się szmer - bo właśnie pojawił się przedstawiciel najwyższych władz. W Polsce tego nie ma, kiedy wchodzi wojewoda czy starosta. Nie sądzę, by w ramach polskiej kultury politycznej takie zjawisko się pojawiło, musimy znaleźć inne funkcjonalne odpowiedniki. Ale by to osiągnąć, sam duch nie wystarczy. Potrzeba jeszcze wiedzy, po co państwo istnieje, i domniemana zgoda na jego kształt i rodzaj więzi ze społeczeństwem.

W Polsce o tyle trudno to osiągnąć, gdyż ciągłość państwowa była kilkukrotnie przerywana, podczas gdy Francja ją zachowała. Teraz dodatkowo pojawił się nowy gracz, Unia Europejska. Czy w takiej sytuacji jest w ogóle sens rozmawiać o doktrynie państwowej?
Unia i jej prawo to instytucje zimne i niedemokratyczne. Nie istnieje żaden demos europejski ani europejskie przedstawicielstwo. Parlament Europejski jest oderwanym od procesów demokratycznych ideologicznym konstruktem - zresztą funkcjonalnie użytecznym w ramach całego mechanizmu. Trzeba też pamiętać, że polscy delegaci, europosłowie, unijni komisarze z Polski czy członkowie rządu mają wpływ na kształt unijnych instytucji i rozstrzygnięć. Tak na marginesie uważam, że ich wpływ na nie powinien być większy. Ale już pomijając to, Polska jest chyba jedynym krajem w Unii, gdzie jest tak wysokie zaufanie do UE, a jednocześnie tak niskie do własnego państwa. Uważam to za jeden z przejawów apaństwowości Polaków. Wyraźnie widać na tym przykładzie bardzo słaby związek z własnym państwem. Tragedia smoleńska dała potężny impuls w odwrotnym kierunku. Zobaczymy, jaki on przyniesie efekt, czy uda się przekonać Polaków do postawy propaństwowej.

A czy nie jest tak, że polskie zachowania, które Pan nazywa apaństwowymi, są de facto postpaństwowe? Ulrich Beck w "Europie kosmopolitycznej" zaznacza, że czas, by mieszkańcy Europy zaczęli używać dwóch tożsamości: narodowej i europejskiej.
W odróżnieniu od prof. Becka uczestniczyłem w posiedzeniach unijnych gremiów. Wśród ludzi, którzy robią Unię na poziomie politycznym, jest ona tak naprawdę zinstytucjonalizowanym zrzeszeniem zadaniowym. Stanowi ona mechanizm, który służy załatwianiu różnych spraw. Tak myślą Francuzi, Niemcy, Włosi i reszta. Unia im się opłaca, więc się w nią angażują, nie chcą, by się rozpadła. Właściwie ten strach przed rozpadem wydaje mi się podstawowym składnikiem integrującym. Ale nie da się tego nazwać tożsamością. Członkowie Unii swą tożsamość definiują poprzez własną narodowość. Nawet jeśli ktoś w Europie mówi o postpaństwowości, to tak naprawdę stosuje się tylko do reguł unijnej poprawności politycznej.

Rozmawiał Agaton Koziński

Ludwik Dorn był marszałkiem Sejmu w 2007 r. Wicepremier i minister spraw wewnętrznych w rządach PiS. Obecnie poseł niezrzeszony

Dodaj komentarz

Dodając komentarz, akceptujesz regulamin forum

Komentarze (19)
Przejdź do dyskusji na forum

Wyświetl od:
Zwiń wszystkie wątki

yvoEFpbpUFgWF

eSRETxypNrPfxYwjqlC (gość) 25.06.10, 10:03:31

HKYsiR qelffqpiifse, [url=http://fkbavmsuxtwy.com/]fkbavmsuxtwy[/url], [link=http://vlbedqgytemi.com/]vlbedqgytemi[/link], http://ywrnphsjprfu.com/

0 / 0 zgłoś naruszenie odpowiedz

yvoEFpbpUFgWF

eSRETxypNrPfxYwjqlC (gość) 25.06.10, 10:03:28

HKYsiR qelffqpiifse, [url=http://fkbavmsuxtwy.com/]fkbavmsuxtwy[/url], [link=http://vlbedqgytemi.com/]vlbedqgytemi[/link], http://ywrnphsjprfu.com/

0 / 0 zgłoś naruszenie odpowiedz

Dorn na rozdrożu

miarka (gość) 14.06.10, 10:44:20

Dorn w tej chwili wydaje się być osobą zbyteczną, ale za 1,5 roku po wyborach parlamentarnych może to się zmienić. Wbrew pozorom polskiej polityce jest on potrzebny. Jego obecność dodaje smaku i pikanterii bez których polskie życie polityczne jest mdłe, nudne, wręcz odpychające i zniechęcajace. Dorn potrafi zaskakiwać niebanalnymi pomysłami i spostrzeżeniami, w innym systemie politycznym byłby to atut. Polskiej scenie tak bardzo brakuje niebanalnych osobowości, że przez długi czas potrafił koncentrowac na sobie zainteresowanie nawet ktoś taki jak Palikot.

Szansą dla Dorna byłoby zwycięstwo Kaczyńskiego. Po ogromnych katastrofalnych ubytkach personalnych, pogłębionych ewentualnym odejściem Kaczyńskiego do Pałacu, PiS nie ma kim zastąpic ubytków. PiS niewątpliwie się odmłodzi, ale dla zachowania ciągłości ideowej, zachowania istotnych elementów dotychczasowej tożsamości politycznej jacys żwawi polityczni seniorzy też są bardzo potrzebni. Istotnym elementem tej tożsamości było obok pamięci historycznej swoiste społecznikostwo Kaczyńskich rodem z tradycji zoliborskich, PPS-owskich, jak też społecznikostwo wyniesione z opozycji przedsierpniowej. Niedobrze byłoby, gdyby nagle bez reszty zaczęło dominować w PiS-ie wyłącznie zacne, ale czasami nieco schematyczne myślenie środowiska IPN-owskiego.

Dorn jako kontynuator starej PiS-owskiej tradycji byłby tu jak znalazł, ale czy potrafiłby się on tak dogadywać z Ziobrą, Kowalem, Hofmanem jak to robił z Kaczyńskimi ? W KAŻDYM RAZIE w przyszłym roku GŁOSUJCIE NA DORNA

0 / 0 zgłoś naruszenie odpowiedz

Wniosek!

tylko PIS (gość) 14.06.10, 07:08:21

Panie Dorn, jeżeli Pan czyta te komentarze o sobie i Pana roli w polityce to przyzwoitość wymaga ubrać kamasze i wybrać się na śmietnik Historii

0 / 0 zgłoś naruszenie odpowiedz

Piękne przyklady dziennikarskiego zdurnienia podaje Mazurek w swoim wywiadzie

turkuć (gość) 13.06.10, 23:02:10

w Rzeczpospolitej. Pani redaktor z bydgoskiego radia pyta rozmówcę: "W czasie II wojny światowej zginęło 6 milionów Żydów. Według Pana dużo to, czy mało?" Prawdopodobnie ta pani nie wie co oznacza słowo Holocaust. Z kolei inna osoba z mediów, mniejsza o płeć, pyta z pretensją J. Kaczyńskiego dlaczego podjął decyzję o inwigilacji prawicy.

Proszę państwa, jeżeli zdarzaja sie studenci dziennikarstwa Szkoły Wyższej Psychologii Społecznej w Warszawie, którzy nieżyjacego już Bronisława Geremka kwalifikują jako prezydenta Ukrainy albo mylą Churchilla z Che Guevarą, to to jest skandal kompromitujacy polskie szkolnictwo średnie, skandal kompromitujący "najlepszą" niepubliczną szkołe wyższą, tj SWPS. Ciekawe w takim razie jaki jest poziom tych pozostałych, "nie najlepszych" wyższych uczelni? To jest również kompromitacja polskiego dziennikarstwa. Dziennikarstwo to zawód elitarny i jeżeli takie mamy elity, to duch państwa z założenia musi być fatalny. Strach myśleć, co będzie z Polską, gdy starsze pokolenie odejdzie i liczebną dominację będa miały pokolenia wyedukowane już w "zreformowanym" szkolnictwie.

0 / 0 zgłoś naruszenie odpowiedz

duch państwa a poziom dziennikarzy

bezpartyjna (gość) 13.06.10, 21:59:32

Zgadzam się z Miarką("Sytuację Polski pogarsza zdurnienie dziennikarzy"),że studia dziennikarskie w Polsce powinny być podyplomowe.Wydział dziennikarstwa,przynajmniej na UW nie ma nic wspólnego z nauką, żadnej metodologii - chyba większość z nas,studiujących kiedyś na zlikwidowanych już Pomagisterskich Dziennych Studiach Dziennikarskich była zaskoczona,że to mogą być w ogóle studia.Zastanawialiśmy się co mogą robić studenci dziennikarstwa przez pięć lat?!Skutkiem tych rozdętych studiów są dziennikarze bez kompetencji i z bardzo powierzchowną wiedzą. Jak mogą sprawdzać wiarygodność rozmówców, skoro zazwyczaj nie mają pojęcia o prawie(regulującym wszystkie dziedziny życia)lub ekonomii, nie mówiąc o innych dziedzinach.Większość tych niedokształconych dziennkarzy nie zasługuje na rolę jaką zajmują w sferze publicznej- mogą ją pełnić przy równie słabo kompetentnej klasie poltycznej.W takich warunkach są równoprawnymi partnerami. W ten sposób polityka staje się cyrkiem,a ludzie z rzeczywistej gospodarki,rzeczywistej nauki starają się by z owym cyrkiem mieć jak najmniej do czynienia i by ów cyrk wyrządzał jak najmniejsze szkody.

0 / 0 zgłoś naruszenie odpowiedz

NIENAWISC, ZAWISC, POGARDA I GLUPOTA TO TWARZ PISU

anna (gość) 13.06.10, 19:50:54

FHURER usiluje przykryc pudrem i falszywym swietoszkowatym usmieszkiem

0 / 0 zgłoś naruszenie odpowiedz

Sytuację Polski pogarsza coraz większe zdurnienie dziennikarzy

miarka (gość) 13.06.10, 13:23:56

zwłaszcza tych z mediów elektronicznych.
Dobrym przykładem są ich niektóre reakcje na smoleńską katastrofę - natychmiast, chyba po juz po trzech dniach pojawiły sie pytania "w jaki sposób katastrofa nas zmieniła?" lub "do jakiego stopnia katastrofa nas zmieni?". Zmianie społecznej bodajże miała też towarzyszyć natychmiastowa t r w a ł a zmiana sposobu zachowania się mediów. Takie pytania świadczą o niesłychanej infantylizacji mediów, ale również i społeczenstwa. Dziennikarska infantylizacja niestety ma ogromny wpływ na zachowania społeczne i na sposób myślenia.

Podobnie o postepującej infantylizacji i głupocie dziennikarzy świadczy ich uporczywe obstawanie przy temacie „przemiany” Jarosława Kaczyńskiego. Dziennikarzom nie wystarczy konstatacja o „zmianie formy publicznych zachowań” Kaczyńskiego, oni domagają się „przemiany”. O jaka „przemianę” im chodzi? O przemianę osobowosci, nagle, w ciagu 10 dni ? Jak bardzo prymitywne musi być spojrzenie na świat i na człowieka, skoro ci dziennikarze domagają się cudownej, nagłej „przemiany”, hokus pokus, jak iluzjonista... Oczywiscie w tej sytuacji mogą mieć rację sceptycy, a nawet i sam Palikot.

Dziennikarskie analizy sytuacji politycznej w Polsce bywają często bardzo ubogie i nieporadne. Mści się tu służebna rola mediów wobec Platformy i sprowadzanie polityki do PR i gry politycznej. Dziennikarze nie są w stanie wyzwolic się od języka nabytego i utrwalonego w ciagu tych kilku lat. Większośc działań politycznych sprowadzają oni do „gry”. Więc nie razi ich sformułowanie „gra śmiercią”, nie zauważają potworności i nieprawdziwości tego sformułowania.

„Gra” jest pojęciem dwuznacznym i aktualnie niedookreślonym. Dlaczego analitycy zrezygnowali z tak popularnego niegdys i zarazem funkcjonalnego terminu „taktyka”? Ten termin doskonale obrazuje zmiany zachowan politycznych Jarosława Kaczyńskiego. Ten termin nadaje powagę polityce. Są jednak kręgi optujace za rozumieniem polityki wyłącznie w charakterze „marketingu” i „gry”, są to kregi spychajace Polskę w bagienko cynizmu i umysłowego zamieszania. Dziennikarze mają w tym swoją istotną rolę.

ZDURNIENIE DZIENNIKARZY BĘDZIE CORAZ WIĘKSZE Z POWODU KRACHU POLSKIEJ OŚWIATY. Media aspiruja do kreacji rzeczywistości, ich rola ogromnie wzrasta, a jednoczesnie przygotowanie intelektualne przyszłych dziennikarzy jest coraz gorsze, coraz mniejsza jest ich wiedza. Studia dziennikarskie powinny być bezwględnie podyplomowe, powinny one być elitarne, nabór powinien być specyficzny. Sytuacja jest jednak odwrotna. Na UW dziennikarstwo jest na dużo niższym poziomie niż inne wydziały humanistyczne. Komuś jednak bardzo zależy na utrzymaniu takiego stanu rzeczy.
------------------------------------------------------
Na marginesie – mam ogromne problemy z ONET-em i Wirtualną Polską, gdzie jest cenzura i gdzie ze swoimi uwagami nie moge się przebić. Pierwszeństwo mają tam albo wymyślania, albo schematyczne, bardzo banalne, nic nie wnoszące komentarze.

0 / 0 zgłoś naruszenie odpowiedz

aniger

wykształciuch (gość) 13.06.10, 12:01:03

Jak już wspominasz kto gdzie był w 1989 r., to przypomnij mi, co wtedy robił słynny sędzia Kryże, prawa ręka Kaczyńskich i jeden z budowniczych IV RP? Podpora komuny stała się podporą IV RP. Jakoś to Dornowi i jego kamratom nie przeszkadzało. A słynna lustracja, szczęśliwie zablokowana w ostatniej chwili? Trzeba było udowadniać, że się nie jest wielbłądem - w cywilizowanym kraju jak ktoś komuś stawia zarzuty, to musi udowodnić, że ma rację. W IV RP wystarczyło na kogoś wskazać "o ten ma brudny tyłek!" i to ofiara musiała udowodnić swoją niewinność, a nie oskarżyciel winę. Wygodne dla oskarżycieli, prawda? Każdego można w ten sposób wykończyć! A współpraca z Lepperem - największym warchołem w postkomunistycznej Polsce? To też budowniczym IV RP nie przeszkadzało. Wspomniałaś o UE - tak, to duża przeszkoda dla pisobandy. Muszą przestrzegać pewnych zasad, co jest gwarancją, że nie wylądujemy w jakimś autorytarnym skansenie typu Białoruś, Ukraina czy Rosja.

0 / 0 zgłoś naruszenie odpowiedz

Państwo bez ducha

obywatel tego państwa (gość) 13.06.10, 11:48:47

Hipokryzja.Przecież ducha państwu zapewnia KK.Hierarchia postanowiła ,tak jak w czasach zaborów,zastąpic państwo.Instytucje państwowe to fasada.Prosty lud doskonale to rozumie.
Wie kto tu rządzi.Elyty ścigają się o łaski.Niemożliwe jest wygranie wyborów bez poparcia KK.
Płacą dobrami państwa.W tym stanie rzeczy "prawienie" w ten sposób o "duchu państwa"
to nawet coś więcej niż hipokryzja.

0 / 0 zgłoś naruszenie odpowiedz

1 z 2 Następna »

Dodaj komentarz

Rozrywka

Polska

  • Czytaj nas na iPhone oraz iPad
  • Czytaj nas na Androidzie
  • Czytaj nas na pozostałych telefonach
  • Rozrywka NMEkstraklasa LiveZobacz inne aplikacje

Aktualne wydanie:

"Polska", poniedziałek 06.02.2012

Kup e-wydanie

Prenumerata:

Informacje: 22 201 41 01
Zamówienia z Warszawy bezpośrednio u dystrybutorów:
Ruch SA: 22 581-98-06/24
Kolporter SA: 22 355- 04- 71/73/74/77
GLM: 22 649-41-61 lub 22 649-40-80
e-wydania: www.prasa24.pl; www.e-gazety.pl, www.e-kiosk.pl

Zamów prenumeratę

Reklama:

Polskapresse Sp. z o.o. Oddział Biuro Reklamy w Warszawie

Wiktor Pilarczyk tel. 022 201 41 00

ul. Domaniewska 41
02-672 Warszawa
tel. 22 201-41-00
fax 22 201-41-99
e-mail: reklama.warszawa@polskapresse.pl

Zamów reklamę

Kontakt z redakcją:

ul. Domaniewska 41 (budynek Saturn, II piętro)
02-672 Warszawa
tel. 022 201 42, 022 201 42 01
faks 022 201 42 01
redakcja@polskatimes.pl

Napisz do nas

Zapisz się do Newslettera

Reklama

Reklama