Menu Region

Walczą, by Karadżić nie został wydany Hadze

Walczą, by Karadżić nie został wydany Hadze

Data dodania: Ostatnia aktualizacja:

Polska

Kazimierz Sikorski

Prześlij Drukuj
Obrońcy Radovana Karadżicia, byłego serbskiego przywódcy oskarżanego o zbrodnie ludobójstwa, grają na zwłokę.
W piątek oświadczyli, że wystąpią do władz w Belgradzie o wstrzymanie ekstradycji ich klienta dopiero tuż przed upływem terminu składania apelacji.

Karadżić ma być przekazany międzynarodowemu trybunałowi w Hadze, który sądzi zbrodniarzy z byłej Jugosławii. W przypadku uznania win grozi mu dożywocie. Będzie między innymi odpowiadał za wydanie barbarzyńskiego rozkazu ostrzału Sarajewa, w któ- rym zginęło 12 tys. ludzi.

- Użyjemy wszystkich środków, by nie dopuścić do wydania Karadżicia - buńczucznie zapowiada Sveta Vujacic, jeden z jego obrońców.

Ale tak jak kiedyś przyjaciele poety Karadżicia powtarzali, że ani światu, ani Belgradowi tak naprawdę nie było spieszno do pojmania go, tak teraz jest klimat, by go odesłać do Hagi i przykładnie ukarać.

- Pamiętam, że w czasie, gdy już szukano Karadżicia, on spokojnie żył sobie w Pale. Wtedy darowano mu wolność - mówi Dorota Jovanka Ćirlić, tłumaczka, która w połowie lat 70. poznała Karadżicia osobiście. To było w jednej z restauracji w Sarajewie, jakieś przyjęcie na wolnym powietrzu, spotkanie poetów.

Wśród nich był on, jak zawsze elegancki: garnitur, biała koszula, krawat i zachodnie auto, które w tamtych czasach mogło być symbolem szpanu. - Poznałam wtedy sympatycznego, fajnego, przystojnego faceta, w głowie mi się nie mieściło, że kiedyś będzie z niego taki demon zła - dodaje tłumaczka. - Kiedy dowiedziałam się o zbrodniach, o które oskarża się Karadżicia, przeżyłam szok. Podobnie jak jego przyjaciele poeci.

Ani Stevan Tontić, Josef Osti czy Rajko Petrov Nogo, poeci, którzy znali Karadżicia i których poznała też Jovanka Ćirlić, nie podejrzewali, że ten, z którym pili wino i recytowali wiersze, będzie kiedyś kazał walić z dział do ich domów w Sarajewie i używać jako żywych tarcz żołnierzy sił pokojowych ONZ.

- Karadżić ze wzgórza Grbavica, gdzie widziano go wiele razy, miał Sarajewo jak na dłoni. Powietrze jest tam tak czyste, że nawet bez lornetki widziało się ludzi na ulicach miasta - mówi Jovanka Ćirlić .
Wieść niesie, że ten lekarz psychiatra i niespełniony poeta, który własne chore wizje świata realizował w polityce, zadzwonił do nieżyjącego dziś swojego mistrza poezji Izeta Sarajlicia, by mu powiedzieć, że za chwilę spadną pociski na jego dom. I runęły. Mistrz przeżył, ale zawalił się strych jego domu.

- Dziś oni wszyscy nie chcą mówić o Karadżiciu, dla nich to zbyt bolesne, bo przecież zdradził ich przyjaciel - wyjaśnia Ćirlić. I dodaje, że o tym, co siedziało w głowie Karadżicia, najlepiej mówi jego wiersz z 1971 r. Już sam tytuł "Sarajewo, miasto grozy" i potem opisy tego, co działo się tam ćwierć wieku później, każą w tych strofach widzieć wizję zagłady miasta.

Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

 

Komentarze

Dodajesz jako: Gość

Ilość znaków do wpisania:

Dodając komentarz, akceptujesz regulamin forum

zaloguj się