Polska » Opinie » Płk Pietrzak: Pilot być może starał się ratować maszynę

Płk Pietrzak: Pilot być może starał się ratować maszynę

Data dodania: 2010-06-04 09:55:39 ▪ Ostatnia aktualizacja: 2010-06-05 00:46:23

Polska

Andrzej Grzegrzółka

32KomentarzePrześlijDrukuj
Mniejsza czcionka Większa czcionka

W decyzji załogi o podejściu do lądowania nie ma nic złego. Mieli prawo zejść do 100 m i ocenić sytuację - zaznacza w rozmowie z Andrzejem Grzegrzółką płk Tomasz Pietrzak, były dowódca 36. Specpułku.

Czy Pan jako pilot, który wielokrotnie latał Tu-154, dowiedział się czegoś nowego o przyczynach katastrofy po publikacji stenogramów?
Nie. W tych materiałach nie ma żadnej istotnej informacji, która zmieniałaby cokolwiek w mojej dotychczasowej ocenie tragedii z 10kwietnia. T o raczej potwierdzenie tego, co już wiedzieliśmy.

Dlaczego zatem kapitan, przekraczając wysokość decyzyjną, kontynuuje zniżanie z tą samą prędkością, nie widząc ziemi? Dlaczego nie odszedł na drugi krąg?
To nadinterpretacja z pana strony.
∨ Czytaj dalej
Nie możemy powiedzieć, czy odchodził, czy nie, dopóki nie zestawimy rozmów z kabiny z zapisami innych parametrów lotu samolotu. Nie wiadomo, w jakiej pozycji były dźwignie startowe, gdy padła komenda drugiego pilota "odchodzimy". Zapisy zebrane w flight data recorder pozwolą przejrzeć parametry i ocenić, co dokładnie robiła załoga i czy ewentualnie mogła popełnić jakieś błędy.

Ale załóżmy, że kapitan Protasiuk chciał na wysokości ok. 70 m podciągnąć maszynę. Dlaczego mu się nie udało?
Po pierwsze, to nie wiemy, czy to było 70 m. Wiemy tylko tyle, że nawigator odczytywał jakąś wysokość, ale nie wiadomo, czy był to pomiar wysokościomierza barycznego czy radiowysokościomierza. Muszę zdecydowanie rozdzielić te dwa elementy. Radiowysokościomierz podaje wysokość statku od ziemi, ale dane zmieniają się w zależności od ukształtowania terenu, co przy pofalowanym terenie daje nam zupełnie inny odczyt. Jeżeli odczytywana była wysokość baryczna, wówczas była podawana wartość względem elewacji lotniska, niezależnie od ukształtowania terenu.

Więc co zaczęło się dziać po osiągnięciu wysokości decyzyjnej? Wysokość, na której znajdowała się maszyna, mogła być w rzeczywistości inna?
Nie chciałbym komentować tego, co wydarzyło się od 100 m. Musimy najpierw wiedzieć, z jakich wysokościomierzy przy określaniu wysokości korzystała załoga. To może zmienić obraz całej sytuacji.

Hipotetycznie. Przy takim manewrze, tym samolotem, z tą prędkością, kątem nachylenia i wagą, przy wysokości oscylującej wokół 70 m ile potrzeba czasu na wyciągnięcie samolotu? Jest na pewno moment bezwładności, kiedy maszyna nie reaguje na działania pilotów. Ile on trwa?

Sądzę, że w takich warunkach potrzebne byłoby 20-30 m, co zajęłoby 6-10 sekund. Po takim czasie samolot powinien zacząć się wznosić.

Z zeznań świadków katastrofy wynika, że w końcowej fazie lotu usłyszeli potężny ryk silników.
Właśnie dlatego musimy się przyjrzeć innym zapisom parametrów lotu (flight data recorder), żeby być pewnym, czy była próba odejścia, czy nie.

Załoga wiedziała o złych warunkach atmosferycznych panujących w Smoleńsku. Z kilku dwóch źródeł - z wieży i od pilotów jaka. Piloci wiedzieli także, że próbujący lądować wcześniej Rosjanie odeszli na lotnisko zapasowe. Czy decyzja, aby podchodzić do lądowania, była słuszna?
Oczywiście. Proszę pamiętać, że to były godziny przedpołudniowe - operacja słoneczna jest większa, wzmaga się wiatr. Warunki panujące na lotnisku 30-40 minut wcześniej mogły się diametralnie zmienić. Dlatego w decyzji załogi nie ma nic dziwnego. Mieli prawo zejść do 100m i ocenić sytuację. Zauważmy, że kontroler nie zamknął lotniska ani nie zabronił lądować. O 10.35 wieża mówi o kontynuowaniu podejścia i w razie czego odejściu na drugi krąg. Kontroler też miał świadomość, że lepiej, aby załoga sama oceniła warunki.

W kabinie byli gen. Błasik i Mariusz Kazana, być może ktoś jeszcze. Mogło tostresować załogę?
Ależ skąd, to nie miało żadnego wpływu. Ze stenogramów wynika niezbicie, że było żadnych nacisków ze strony nikogo z delegacji. Dyrektor protokołu dyplomatycznego otrzymał wiadomość od kapitana i przekazał to prezydentowi Lechowi Kaczyńskiemu. To nic dziwnego. To była normalna, standardowa relacja między załogą a pasażerami, bądź co bądź najważniejszymi w państwie. Podobnie jest w przypadku gen. Błasika. Stenogramy potwierdzają, że jego obecność nie wywierała presji na pilotów.

Czy można powiedzieć, że gdyby piloci zadziałali zgodnie ze wskazaniami TAWS, który na wysokości 100 m nakazywał przerwanie schodzenia, uniknęliby katastrofy?
Przypominam, że TAWS włączył się na wysokości 400 m (komenda "terrain ahead"), co jest bardzo dziwne. Powinien włączyć się na wysokości około 150 m. To jest zależne od konfiguracji, prędkości zniżania etc., ale na pewno to, że włączył się na 400 m, nie było prawidłowe.

Dodajesz jako: Gość

ilość znaków do wpisania:

Dodając komentarz, akceptujesz regulamin forum

Zaloguj przez Facebook

SLEDZTWO PROWADZI BRAT MARII KACZYNSKIEJ

zgłoś 0 / 0

Autor komentarza nie dodał zdjęcia

anna (gość), 07.06.10, 22:06:15

Po zapoznaniu sie z wydrukiem rozmow w kabinie, nasuwa sie jeden wniosek, WINIEN JEST PREZYDENT.
A oto przeslanki. Dostep do kabiny pilota jest wylacznie przez salonke prezydencka do ktorej nie ma wstepu nikt jesli nie jest zaproszony. Nie ulega kwestii ze prezydent poprosil szefa protokolu aby dowiedzial sie od kapitana czy przybeda na czas aby uczestniczyc w przedstawieniu zwiazanym z kampania wyborcza prezydenta, ktory to Katyniem zainteresowany byl tylko raz przed kampania wyborcza do Europarlamentu, nigdy przedtem.
Nalezy dodac, ze kapitan Tupolewa byl drugim pilotem w slawetnym locie do Gruzji. Po ktorym pilot uslysza 'Tchorzu. My sie jeszcze policzymy" (tak jak stokrotka) i rzeczywiscie „wyladowal” on przed sadem wojskowym. Jak mowil, mial szczescie ze trafil mu sie rozsadny sedzia (ale nie musial).
Kiedy szef protokolu oznajmil prezydentowi informacje od kapitana ze ladowanie w Smolensku jest niemozliwe, prezydent powinien byl podjac decyzje polityczna czy ladowac w Witebsku(Bialorus), Moskwie, czy wracac do W-wy (ale hanba). Wiadomo ze mial trudnosc z podemowaniem decyzji wiec jej nie podjal natomiast zazadal aby Dowodca Wojsk Lotniczych (dwukrotnie awansowany w b.krotkim czasie) pojawil sie w jego salonce. Prezydent jako zwierzchnik sil zbronych rozkazal aby general dopilnowal wykonania rozkazu "punktualnego" ladowania w Smolensku, pomimo ze sam prezydent byl laskaw spoznic sie o 40 min. Wojskowi piloci z determinacja do konca wykonywali rozkaz.
Gdyby prezydent wydal polecenie „lecimy na lotnisko zapasowe” albo „odchodzimy na drugi krag” pilot natychmiast przerwalby schodzenie do ladowani po wejsciu generala do kabiny.
Napewno odczytanie ostatniej rozmowy prezydenta z bratem to wyjasni
Co do kwestii solidnosci prowadzonego sledztwa nie mam watpliwosci, jako ze Edmund Klich jest bliskim przyjacielem brata Marii Kaczynskiej (czytaj Polityke z ubieglego tygodnia).

odpowiedzi (0)

skomentuj

major Putina prowadzi sledztwo

zgłoś 0 / 0

Autor komentarza nie dodał zdjęcia

goldberg (gość), 07.06.10, 18:06:26

za zgodą Tuska .
Pytania :
1.Rząd Tuska wiedział od 3 tygodni o tej kradzieży i dalej utrzymywał , że wszystko jest cacy , "żadnych zastrzeżeń" jak powiedział Sikorski .
2.Dlaczego nie zablokowano kont ofiar ? Konto śp. A. Przewoźnika opróżniano 11 razy !
3.Ponad miesiąc temu Tusk zapowiedział , że "wkrótce" wyjedzie do Smoleńska zespół archeologów . I co ? Cisza . Tyle warte są obietnice Tuska.
4. Nikt już chyba nie ma wątpliwości , że rosyjskie śledztwo nic nie wyjaśni .Tylko natychmiastowe przejęcie przez Polskę może przywrócić jego wiarygodność !
http://smolensk-2010.pl/2010-05-14-54-pytania-nadal-aktualne-aktualizacja-13-05-2010.html

odpowiedzi (0)

skomentuj

Dobre WP,

zgłoś 0 / 0

Autor komentarza nie dodał zdjęcia

spokojny 07.06.10, 09:30:05

„Żydówka Merkel”. Faktycznie jej ojciec nazywał się Kasner i dalej za wikipedią cytuję „był pastorem w kościele luterańskim”. Czyżby chrześcijańscy duchowni protestanccy w NRD odprawiali nabożeństwa w tamtejszych synagogach?

odpowiedzi (0)

skomentuj

Dziadek D.TUSKA był ŻYDEM w SS news 05.06.2010r. 12:08

zgłoś 0 / 0

Autor komentarza nie dodał zdjęcia

WP (gość), 06.06.10, 17:35:48

Dziadek D.TUSKA był ŻYDEM w SS news 05.06.2010r. 12:08
Gazeta Wyborcza chroni Tuska z SS
Szechter vel Michnik i jego gazecina kpi z Polaków. Sugeruje... SS man na zdjęciu z Bundesarchiv nie może być ojcem Tuska. Zgadza się... to nie ojciec, to dziadek z 1939 r. Dalej twierdzą... Polak nie mógł nie mógł być SS - manem. Tak... ale zgermanizowani Żydzi w SS i SD to ówczesna norma. Gazeta wyborcza w dniu 16 maja br. na podała... polskie oszołomy sugerują, że dziewięcioletni chłopiec nie mógł być w SS. Sugeruje też, że asumptem do publikacji było jakieś parę ulotek rozdawanych we Wrocławiu. Faktycznie tylko ulotki? - Pismacy z Gazety zapominają, iż informacje na ten temat na niedużą skale podał Rydzyk, później portal go2.pl, zaś po 12 kwietnia br, pełna informacja na temat zdjęć znajdujących się z podobizną twarzy premiera Tuska do członka Waffen SS, znajdują się na stronie Raport Nowaka, a na masową i powszechna skalę informację tą podał w swoich gazetach Bubel. Zatem krótko. Od miesiąca nie ulotki w Wrocławiu, a przede wszystkim gazety leżące masowo w kioskach Ruch pokazują już na wejściu fotki z podobizną Tuska pochodzące z Bundesarchives. Nie gdzie indziej, jak na stronie Raport Nowaka można znaleźć sugestie tego, jak odszukać wszystkie ujęcia z tego lub innych tego rodzaju planów zdjęciowych. Ja odszukałem. Fotek łącznie jest 13. Aby je odnaleźć wpisałem w wyszukiwarkę graficzną autora fotografii, nazwiskiem... Lifta. Po tej czynności ujawniła się, cała kolekcja zdjęć i kontekst akcji SS. Na jednym ze zdjęć jest drogowskaz. Jest na nim napisane: Opatów 9.5 km, Ustronie - 7.5 km. To droga na Opole. Nie lubelskie! Po tej informacji nie było już trudności odszukać lokalizacji akcji i związanej z tym zbrodni. Zdjęcia wykonano w Wieruszowie na Podzamczu. Gazeta Wyborcza twierdzi Opatów koło Sandomierza. Płynący budynek, to obecny sklep na tym samym skrzyżowaniu. Ludzie z tego domu żyją do dziś w tym samym miejscu. Trzeba być albo gazetowym krętaczem albo "cwierć inteligentem" z "GW", żeby przy pomocy internetu nie zlokalizować miejsca wykonania fotografii. Zdjęcia z tej akcji wykonano w pierwszym lub drugim dniu września. Gazeta sugeruje propagandową fikcje w wykonaniu SS, a tym czasem na stronie UM w Wieruszowie jest napisane: w pierwszych dwóch dniach rozstrzelano wielu Polaków i Żydów. W pierwszym zabito tych co stawiali opór na moście, w drugim dniu Żydów. Dowód na rozstrzelanie tych osób znajduje się w Wieruszowie przy ul Leśnej. Widać też to na mapach Google. To mogiła zamordowanych Żydów. Podzamcze w Wieruszowie to dawna granica zaboru. Pierwsze działania Niemców w 1939 r. Ta okolica to przedmieścia miejskie, gdzie w XIX wieku zamieszkało wielu Żydów. Gazeta lansuje świętokrzyskie i sugeruje ojca, bo ktoś kto czyta taką bzdurę, coś takiego, to z miejsca w takiej głupocie widzi robotę Kurskiego, a to budzi niechęć do PiS - u. Co jest zatem celem takiego głupawego i pokrętnego przekazu? Popsucie wizerunku Kaczyńskiemu? A może próba odsunięcia od Tuska podejrzenia, że dziadzia Josef Tusk już w pierwszych dniach wojny działał w SS, a na do dodatek w SD. Wcielenie dziadka do Wehrmachtu w 1944 można jeszcze wytłumaczyć przymusem i brakiem mięsa armatniego... ale udział dziadka w formacji SS 1 września 1939 r. już nie. Ktoś, kto miał mundur SS na sobie, nie był polskim patriotą z tajnej organizacji GRYF, ale hitlerowskim kolaborantem i to na długo przed wybuchem wojny. Pismaki z GW powiedzą jaki Polak w SS... jak zresztą piszą. Po pierwsze - Josef Tusk nie był Polakiem - był Żydem. Był zgermanizowanym Żydem, tzw. postępowym, Żydem jakich było pełno w III Rzeszy na najwyższych urzędach, vide Heydrich, Udo von Woyrsch (opolski, Żyd, największy bandyta SS na okupowanych terenach, ur. w Zwanowicach) Werner Lorenz germanizator OSTMARKU, teść Axela Springera, Werner Wenitzki, nadburmistrz okupowanej Łodzi, Bach Żelewski, Arpad Wigand, Kurt Liszka, ur. we Wrocławiu, zastępca Eichmanna na Paryż, bracia Wislicenny jeden z nich był pierwszym zastępcą Eichmanna, i w końcu wielki Polak z Witebska - kat Warszawy, dowódca bandytów z spod znaku RONA, słynny gen. SS Bronisław Kamiński. Pismaki z Gazety Wyborczej powiedzą... to wyjątki. Faktycznie? - Proponuje przeczytać książkę SS w Załogach obozów koncentracyjnych. Autor pisze Volksdeutsche z WMG zasilili liczbą co najmniej 200 osób załogi hitlerowskich obozów zagłady. Najwięcej takich chętnych, takich niby Polaków znalazło się na Kujawach. Pseudo - dziennikarze z GW nie czytali też chyba na Wikipedii opisu KL Stutthofu. Dziwnym jest tez to, że około 1800 osób z załogi tego obozu nie stanęło przed sądami. Dlaczego? Bo byli braćmi Żydów z UB, takich jak Artur Ritter, vel Jastrzębski, Żyd z Żyrardowa, w czasie wojny SD man w Warszawie, późniejszy, gen. LWP, podobnie jak gen. Jan Frey Bielecki organizator pogromów w Krakowie i Rzeszowie. Z innych źródeł wynika, że wielu SS,manów w Oświęcimu miał niemiecko- brzmiące nazwiska: Nowak, Sikorski, Polaczek, Brzeziński, Sawicki, Zemke itp. (niedługo pełna lista). Pismacy z GW powiedzą - to nie byli Żydzi, bo się ochrzcili! OK! A co pokazuje historia getta w Warszawie? Ilu to Żydów mojżeszowych miało mundur SS i SD na sobie? Ile takich osób stanęło przed sądami za przynależność do tych formacji, następnie zostało uniewinnionych, pokazuje zbiór archiwalny Sądu Okręgowego w Warszawie za lata 1945 - 50. Wykaz osób narodowości żydowskiej - konfidentów Hitlera w Getto Warszawa. Michnik powinien jeszcze napisać, wydać książkę, nakręcić film do kolekcji, mówiący, że twórcami obozów Bełżca, Sobiboru i Treblinki, byli Polacy, bo niejaki Ryszard Tomala ur. pod Opolem budował te obozy, podobnie jak "Polak" Bach - Żelewski, twórca obozu w Oświęcimiu, syn Eweliny Szymańskiej z Brodnicy. Wróćmy jednak do Tuska. GW pisząc bzdury o tym, że w SS nie mogły być osoby nie mający niemieckiej przynależności państwowej, a już na pewno nie Żydzi, zapomina po pierwsze o SS Galizjen, także swoje publikacje z 22 - 24 kwietnia 2008 r. Wywiad z Ewą Tusk - link. (Plik w pdf do wydruku) Pierwsza z nich, to: reklama Książki z płytą DVD - Wszystko, by żyć, gdzie próbuje się, zbyć kasę na opowieści żydowskiego chłopca, najmłodszego esesmana III Rzeszy, a druga i tu uwaga rechot historii matka premiera Tuska, niemiecka Żydówka, opowiada na odwrocie tej reklamy o losach rodziny Tusków i Dawidowskich. Z jednej mały SS - manek, z drugiej SS - mani Tusk i Dawidowski. Los dziadka z Wehrmachtu wszyscy znają, ale historia dziadka po kądzieli jest póki co mniej znana. Mama premiera, śp. Ewa Tusk była córką Anny Liebke, była rodowitą Niemką, zaś tata był podobno Polakiem, ale nie nosił litery P bo - jak twierdzi - taka była moda. Mama opowiedziała nielicznym dotąd czytelnikom GW, że jej tatuś został zmuszony do przymusowych robót, a te były w Wilczym Szańcu. Dodała, że uległ on katastrofie budowlanej i że zmiażdżoną nogą, jako Polak, trafił do lazaretu polowego SS. Jak by tej opowieści było mało, dostąpił zaszczytu pogłaskania go przez samego Adolfa Hitlera. Rodzi się pytanie! Hitler w Gierłoży, katastrofa budowlana, Franek Dawidowski ulega katastrofie, zmiażdżona noga... czy ta sytuacja nią nakazuje zapytać czy ta katastrofa to czasem nie skutek bomby Stauffenberga? W tym samym wywiadzie, jak by nie świadoma, podobnie jak pismak Roman Daszczyński z GW, podaje, że rodzona ciocia, siostra Franka Dawidowskiego, znalazła miejsce na Wilhelmie Gustlofie. Jak wiadomo, okręt ten zatonął storpedowany przez Rosjan, a wraz z nim na dno poszła ciocia i trzy jej córki. Pytanie co robiła Polka z trójką dzieci na tym niemieckim statku? A może brat nie był na przymusowych robotach w Wilczym Szańcu, a też był w SS, i to tak blisko fuehrera, że wybuch bomby potrzaskał dziadkowi polskiego premiera nogę i oko. Donald Tusk volksdeutschem w trybie art 118 Konstytucji RFN. Tusk zapomniał też, że jest Żydem, nadto jego dziadek i babka po mieczu podpisali Volkslistę. Tak samo, jak listę narodowościowa podpisał Leon Lalowski wujek Ewy Tusk, podobnie jak co najmniej siedem tysięcy Żydów, w tym Cymańscy, w rejonie WMG. Jest jedynie kwestia czasu, jak będziemy mieli dodatkowo materialny, wiarygodny dowód na przynależność Dawidowskiego i Tuska do oddziałów SS. Josef i Julia Tusk leżą na katolickim cmentarzu w Sopocie, na tym cmentarzu przynajmniej oficjalnie nie leży ojciec Tuska, wiejski bandzior, agent Gestapo i następnie NKWD, UB,etc, który miał wydany na siebie wyrok śmierci przez Gryfa Pomorskiego, niewykonany ponieważ uciekł do Niemiec, wrócił po wojnie (a szkoda)stąd ta nienawiść Tuska do tej formacji. Ewa Tusk, twierdzi, że na tym cmentarzu został pochowany. Wyjaśnieniem może być to, że na tej nekropoli pogrzebano około 300 osób, które nie powinny tam leżeć bo nie byli rzymskimi katolikami. Ewa Tusk spoczęła na cmentarzu garnizonowym w Gdańsku.
Na koniec dodać należy jest teraz zrozumiałym skąd pochodzi miłość niemieckiej Żydówki Angeli Merkel, z dziadków Żydów o nazwisku Kasner, podobnie jak Sarkozy,go, potomka żydowskich Volksdeutschy z Węgier, do "polskiego premiera... być może "agenta" wpływów niemieckich. Pierwszego dnia napaści na Polskę w mundurze SS - mana do Wieruszowa zawitał niejaki obywatel Wieruszowa, Polak o nazwisku Rybak. Ten dzielny "Polak" rządził Wieruszowem dość długo. Kim był ten człowiek? - Dlaczego zmarł w Poznaniu - nie ścigany przez nikogo? - ponieważ był żydem, ja nigdy nie pociągnięto z tego powodu 1800 osób esesmanów z załóg obozów po wojnie, zaczęli wiernie służyć no0wym panom z NKWD, UB, IW,etc.. O egzekucji Żydów w Wieruszowie w pierwszych dniach wojny wie też Żydowski Instytut Historyczny i dziwnie także milczy, dlaczego?, czyżby tam byli ci z 1800 esesmanów a potem siepaczy po stronie żydo komuny?.

odpowiedzi (0)

skomentuj

Trochę rozsądku!

zgłoś 0 / 0

Autor komentarza nie dodał zdjęcia

dora (gość), 06.06.10, 17:27:21

Przestańcie odwracać uwagę od rzeczywistych przyczyn katastrofy. Trochę szacunku dla głowy Waszego państwa i Waszych rodaków - pilotów. Wiem, że trwa kampania wyborcza, ale nie wszystkie świństwa są dozwolone!!!

odpowiedzi (0)

skomentuj

TAWS włączył się być może na skutek zastosowania elektronicznych metod walki

zgłoś 0 / 0

Autor komentarza nie dodał zdjęcia

. (gość), 06.06.10, 15:34:49

Z tych samych powodów urządzenia elektroniczne [np. radiowysokościomierz] mogły równiez nie działać prawidłowo.

odpowiedzi (0)

skomentuj

Wojtek i ANNA ze WSI

zgłoś 0 / 0

Autor komentarza nie dodał zdjęcia

AŚA (gość), 06.06.10, 12:44:32

Jak widać

odpowiedzi (0)

skomentuj

Kozactwo w pułku.

zgłoś 0 / 0

Autor komentarza nie dodał zdjęcia

solar (gość), 06.06.10, 10:45:56

Mam nadzieję, że płk. Pietrzak nie przeszedł do lotnictwa cywilnego, bo strach by było z nim latać.

odpowiedzi (0)

skomentuj

WINA JEST OCZYWISTA

zgłoś 0 / 0

Autor komentarza nie dodał zdjęcia

ANNA (gość), 05.06.10, 20:50:38

Po zapoznaniu sie z wydrukiem rozmow w kabinie, nasuwa sie jeden wniosek, WINIEN JEST PREZYDENT.
A oto przeslanki. Dostep do kabiny pilota jest wylacznie przez salonke prezydencka do ktorej nie ma wstepu nikt jesli nie jest zaproszony. Nie ulega kwestii ze prezydent poprosil szefa protokolu aby dowiedzial sie od kapitana czy przybeda na czas aby uczestniczyc w przedstawieniu zwiazanym z kampania wyborcza prezydenta, ktory to Katyniem zainteresowany byl tylko raz przed kampania wyborcza do Europarlamentu, nigdy przedtem.
Nalezy dodac, ze kapitan Tupolewa byl drugim pilotem w slawetnym locie do Gruzji. Po ktorym pilot uslysza 'Tchorzu. My sie jeszcze policzymy" (tak jak stokrotka) i rzeczywiscie „wyladowal” on przed sadem wojskowym. Jak mowil, mial szczescie ze trafil mu sie rozsadny sedzia (ale nie musial).
Kiedy szef protokolu oznajmil prezydentowi informacje od kapitana ze ladowanie w Smolensku jest niemozliwe, prezydent zazadal aby Dowodca Wojsk Lotniczych (dwukrotnie awansowany w b.krotkim czasie) pojawil sie w jego salonce. Prezydent jako zwierzchnik sil zbronych rozkazal aby general dopilnowal wykonania rozkazu "punktualnego" ladowania w Smolensku, pomimo ze sam prezydent byl laskaw spoznic sie o 40 min. Wojskowi piloci z determinacja do konca wykonywali rozkaz.
Gdyby prezydent wydal polecenie „lecimy na lotnisko zapasowe” albo „odchodzimy na drugi krag” pilot natychmiast przerwalby schodzenie do ladowani po wejsciu generala do kabiny.
Napewno odczytanie ostatniej rozmowy prezydenta z bratem to wyjasni
Co do kwestii solidnosci prowadzonego sledztwa nie mam watpliwosci, jako ze Edmund Klich jest bliskim przyjacielem brata Marii Kaczynskiej (czytaj Polityke z ubieglego tygodnia).

odpowiedzi (0)

skomentuj

smolensk

zgłoś 0 / 0

Autor komentarza nie dodał zdjęcia

Wojtek (gość), 05.06.10, 18:49:18

Dlaczego w kabinie nie slychac Protasiuka a tylko 2 pilot wydaje komendy ? Co sie tam dzialo ???????? Czyzby Blasik sterowal ???

odpowiedzi (0)

skomentuj
1 2 3 4 »

Rozrywka

Polska

  • Czytaj nas na iPhone oraz iPad
  • Czytaj nas na Androidzie
  • Czytaj nas na pozostałych telefonach
  • Rozrywka NMEkstraklasa LiveZobacz inne aplikacje

Aktualne wydanie:

"Polska", piątek 25.05.2012

Kup e-wydanie

Prenumerata:

Informacje: 22 201 41 01
Zamówienia z Warszawy bezpośrednio u dystrybutorów:
Ruch SA: 22 581-98-06/24
Kolporter SA: 22 355- 04- 71/73/74/77
GLM: 22 649-41-61 lub 22 649-40-80
e-wydania: www.prasa24.pl; www.e-gazety.pl, www.e-kiosk.pl

Zamów prenumeratę

Reklama:

Polskapresse Sp. z o.o. Oddział Biuro Reklamy w Warszawie

Wiktor Pilarczyk tel. 022 201 41 00

ul. Domaniewska 41
02-672 Warszawa
tel. 22 201-41-00
fax 22 201-41-99
e-mail: reklama.warszawa@polskapresse.pl

Zamów reklamę

Kontakt z redakcją:

ul. Domaniewska 41 (budynek Saturn, II piętro)
02-672 Warszawa
tel. 022 201 42 00, 022 201 42 01
faks 022 201 42 01
redakcja@polskatimes.pl

Napisz do nas

Zapisz się do Newslettera

Reklama

Reklama

Polskapresse sp. z.o.o informuje, że wszystkie treści ukazujące się w serwisie PolskaTimes.pl podlegają ochronie. Dowiedz się więcej.
Jesteś zainteresowany kupnem treści? Dowiedz się więcej.