Menu Region

Wojciech Rogacin: nasi żołnierze pojechali na prawdziwą...

Wojciech Rogacin: nasi żołnierze pojechali na prawdziwą wojnę

Data dodania: Ostatnia aktualizacja:

Polska

Zastępca redaktora naczelnego "Polski"

1Komentarz Prześlij Drukuj
Dziś czytelnicy "Polski" dowiadują się jako pierwsi o ponurych szczegółach tragedii, która wydarzyła się w ubiegłym roku w afgańskiej wiosce Nangar Khel.
Dotychczas wiedzieliśmy tyle, że w wyniku ostrzału polskich żołnierzy w okrutny sposób zginęli tam afgańscy cywile. Wszelkie medialne informacje o tym, jak doszło do tego koszmaru, opierały się na urywkach informacji, które wyciekły z różnych nieoficjalnych źródeł.

W większości przekazów pojawiały się informacje zaprzeczające oskarżeniom, że nasi żołnierze celowo spacyfikowali wioskę. A przynajmniej je osłabiające. Może po prostu trudno było nam wszystkim uwierzyć, że żołnierze w polskich mundurach mogli działać tak bezwzględnie i mordować z zimną krwią, jak wynika to z lektury aktu oskarżenia, który relacjonujemy.

Dziś jednak też nie przesądzamy o winie lub niewinności polskich żołnierzy. Trzeba tu zaznaczyć, że publikowany przez nas materiał to wersja prokuratury i dopóki sąd nie wyda werdyktu, trudno w tak ważnej sprawie ferować wyroki.

Natomiast niezależnie od tego, czy była to zbrodnia, czy nieumyślny, choć tragiczny wypadek, dowódcy polskiego wojska muszą odpowiedzieć na pytanie, co szwankuje w naszej armii. Dlaczego do takiej sytuacji mogło dojść. Gdzie tkwił błąd. Czy w jakości sprzętu, czy wyszkoleniu i przygotowaniu żołnierzy do misji, także przygotowaniu psychologicznym?

Warto odwołać się do naszego doświadczenia zdobytego podczas kończącej się pięcioletniej misji w Iraku. Tam Polacy nie tylko nie skrzywdzili cywilów, wręcz zyskali wśród nich szacunek, a nierzadko wdzięczność.

Czym zatem różniły się obie misje? Przede wszystkim nastawieniem żołnierzy. Obserwowałem polskich żołnierzy w bazie w Babilonie, zarówno w lipcu 2003 r., gdy dotarły tam pierwsze nasze oddziały, jak i później, w 2004 r., gdy polskie wojsko w Iraku mocno okrzepło.

Dowódcy na każdym kroku powtarzali wtedy swoim podwładnym, że przyjechali tam pomagać irackiej ludności i chronić ją. Ich misja miała ustabilizować sytuację w ogarniętym wojną Iraku. To była misja stabilizacyjna i tak nazywały ją także polskie władze i media. Za nimi to samo powtarzali zwykli żołnierze, chociaż na co dzień musieli walczyć z bojówkami terrorystów jak na normalnej wojnie.

Do Afganistanu nasi jechali już "na prawdziwą wojnę". Wiedzieli to żołnierze i podkreślały od początku media, chcąc ostrzec społeczeństwo przed możliwymi tragicznymi skutkami afgańskiej wyprawy. A na "prawdziwej wojnie" śmierć to rzecz normalna. Gdy patrzy się z takiej perspektywy, łatwiej nawet o pomyłkę, która może kosztować życie ludzi.

Jestem przekonany, że do afgańskiej tragedii by nie doszło, gdyby Polacy jechali pod Kabul z takim nastawieniem, z jakim wyjeżdżali do Karbali czy Babilonu.

Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

1

Komentarze

zwiń wszystkie wątki najnowsze najstarsze

Dodajesz jako: Gość

Ilość znaków do wpisania:

Dodając komentarz, akceptujesz regulamin forum

zaloguj się

http://pl.youtube.com/watch?v=2lmFCXOcdiM&feature=related

+1 / -2

Autor komentarza nie dodał zdjęcia

najnowszy wywiad z Kazikiem Staszewskim (gość)  •

jw

odpowiedzi (0)

skomentuj