Policja zbada, jak papiery PC trafiły na śmietnik

    Policja zbada, jak papiery PC trafiły na śmietnik

    Marcin Darda

    Polska

    Aktualizacja:

    Polska

    Lech Wałęsa: Jeśli się okaże, że to wina Kaczyńskich, nie będę zdziwiony.
    Dokumenty związane z firmą Art-B, która na początku lat 90. była bohaterem największej afery gospodarczej, prokuratorskie decyzje o umorzeniu spraw, tysiące kwestionariuszy personalnych, ulotki wyborcze Andrzeja Leppera - to kolejne dokumenty, do których dotarła "Polska" w miejscowości Księże Młyny.

    W czwartek poinformowaliśmy, że w opustoszałej willi znalazły się papiery z działalności Porozumienia Centrum, rekomendacje wystawione przez Jarosława Kaczyńskiego i innych wpływowych polityków tej partii dla firmy Burgatti, której właściciel płacił wcześniej na kampanię wyborczą Lecha Wałęsy, sondaż dotyczący poparcia w wyborach prezydenckich w 1990 r.


    Dokumenty do wczoraj wieczorem leżały niezabezpieczone. Dopiero wtedy przyjechała policja, aby się nimi zająć.

    Lech Wałęsa powiedział nam wczoraj, że jest zażenowany sprawą. - Trzeba wyjaśnić, czyje to jest i kto dopuścił, że wszystko leży bezpańsko - uważa były prezydent. - Kaczyńscy w czasie mojej kampanii trzymali się z daleka od finansów, ale jeśli się okaże, że oni są winni, że te dokumenty się walają, to nie będę zdziwiony. Zawsze byli bałaganiarzami...

    Około 80-metrowy zrujnowany dom, który należał na początku lat 90. do Karola Mikołajczyka, właściciela firmy Burgatti, jest zawalony papierami. Jak ujawniliśmy w czwartek, 53-letni łodzianin zatrzymał dzieci dźwigające szufladę pełną dokumentów, m.in. pisma na drukach PC z podpisem Jarosława Kaczyńskiego.

    Na innych widniały podpisy parlamentarzystów Obywatelskiego Klubu Parlamentarnego, m.in. mec. Leszka Piotrowskiego, a także obecnego wicemarszałka Sejmu Krzysztofa Putry. Dokumenty z kwietnia 1991 r. adresowane były do komisji likwidacyjnej RSW Prasa-Książka-Ruch.

    Rekomendowały firmę Burgatti jako doskonałego kupca łódzkiego dziennika "Głos Poranny" i koszalińskiego "Głosu Pomorza". Wśród znalezionych dokumentów są dowody wpłaty 35 milionów ówczesnych złotych na kampanię prezydencką Lecha Wałęsy z 1990 r.

    Dawni członkowie Porozumienia Centrum mówią, że nie są pewni, czy odnalezione w Łódzkiem dokumenty należą do partii. Nie są też w stanie wyjaśnić, w jaki sposób mogły się tam znaleźć. Jarosław Kaczyński miał wczoraj wieczorem zapoznać się z fotokopiami porzuconych archiwaliów. Nie wiadomo, czy będzie komentował sprawę.

    Marek Suski, poseł PiS, który był likwidatorem PC, twierdzi, że nie sposób dziś ocenić, czy to są dokumenty PC. - Całe archiwum partii zostało przekazane do Archiwum Akt Nowych w Warszawie. To samo powinien zrobić każdy, kto wejdzie w posiadanie takich dokumentów - przekonuje poseł.
    Do willi wypełnionej dokumentami przyjechał wczoraj Piotr Zawilski, dyrektor Archiwum Państwowego w Łodzi.

    Chciał przejąć dokumentację związaną z PC do czasu wyjaśnienia, kto jest jej właścicielem. Tłumaczy, że tzw. dokumenty popartyjne mogą mieć duże znaczenie historyczne i warto je zabezpieczyć. Nie mógł jednak ich wczoraj odnaleźć. Łodzianin, który je znalazł, powiedział nam, że "nie chce mieć kłopotów", i przekazał je reporterom TVN.

    O tym, co stanie się z dokumentami policja zdecyduje po naradzie z prokuraturą.

    Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

    Komentarze (1)

    Dodajesz komentarz jako: Gość

    Dodając komentarz, akceptujesz regulamin forum

    Liczba znaków do wpisania:

    zaloguj się

    Autor komentarza nie dodał zdjęcia
    Dziwne przypadki.

    lop (gość)

    Zgłoś naruszenie treści / 14 / 16

    Temat zastępczy aby przykryć, aferę w Sopocie.

    Najnowsze wiadomości

    Zobacz więcej

    Najczęściej czytane

    Nie przegap

    Wideo