Polska » Pieniądze » Lewandowski: Grecja dostała żółtą kartkę, ale Unia nie...

Lewandowski: Grecja dostała żółtą kartkę, ale Unia nie popada w eurosklerozę

Data dodania: 2010-05-12 22:30:57 ▪ Ostatnia aktualizacja: 2010-05-13 09:37:32

Polska

Agaton Koziński

4KomentarzePrześlijDrukuj
Mniejsza czcionka Większa czcionka
Lewandowski: Grecja dostała żółtą kartkę, ale Unia nie popada w eurosklerozę

(© AP)

W Europie było już zbyt wielu wizjonerów. Teraz potrzeba pragmatyków, którzy będą dbali o stopniowy rozwój UE. Z Januszem Lewandowskim, komisarzem Unii Europejskiej ds. budżetu, rozmawia Agaton Koziński.

Panie Komisarzu, Pana najważniejszym zadaniem jest stworzenie budżetu UE na lata 2014-2020. Tymczasem teraz Unia boryka się z kryzysem w Grecji. Nie odbije się to na następnej perspektywie finansowej? Uda się zachować wkład do niej państw członkowskich na poziomie 1 proc.?
Prawdę mówiąc, wolałbym, żeby było więcej. Dlatego że 1 proc. w pogrążonej w recesji Europie oznacza mniej niż 1 proc. w dynamicznie rozwijającej się Europie. Z tego powodu projekt przyszłorocznego budżetu będzie na poziomie 1,15 proc. Chciałbym, aby Polskę i Europę Środkową w następnej perspektywie uszczęśliwiły porównywalne transfery z Brukseli jak w obecnej.

Uda się przeforsować składkę na poziomie 1,15 proc. budżetu państw członkowskich?
Nie o to mi chodziło.
∨ Czytaj dalej
Taki będzie przyszłoroczny budżet, ale ten wzrost to efekt indeksacji wielkości składki. Kraje najbogatsze, ustalając budżet na lata 2007-2013, nie operowały miarą bezwzględną 1 proc. Wchwilach recesji oznacza on dużo mniej niż w sytuacji, gdy gospodarka się rozwija.

Czy uda się zachować taką elastyczność od 2014 r.? 27 maja leci Pan do Berlina rozmawiać o nowym budżecie. Czy przekona Pan kanclerz Angelę Merkel do tego, że warto dokładać się do unijnego budżetu?
Rzeczywiście, ruszam teraz w objazd najważniejszych europejskich stolic, by zbudować budżet ambitny, ale jednocześnie realistyczny, taki, który będzie wzięty pod uwagę w końcowych negocjacjach z rządami, a później z europarlamentem. Polska ma cały czas dużą szansę na to, by być głównym beneficjentem unijnego budżetu w następnej perspektywie. Rozszerzenia wyszły z mody. Kraje, które mają największe szanse na wejście, to Islandia i Chorwacja. Pierwsza i tak byłaby płatnikiem netto do budżetu, a druga to państwo niewielkie. Na razie nic więc nie zagraża naszej pozycji. Ale wolałbym, aby cała nasza część Europy wzmacniała moje argumenty mądrym rozdysponowaniem funduszy - tylko w ten sposób otrzymam solidny argument w negocjacjach. Przecież szybki rozwój polskiego czy słowackiego rynku to automatycznie większa chłonność holenderskich czy niemieckich towarów eksportowych. W ten sposób wszyscy będą wygrani.

Czy pomoc dla Grecji nie zagraża polskim subwencjom?

Jest bardzo pośredni związek między Grecją a sprawą polską. Problemy greckiej gospodarki owocują jednak wdrożeniem programu oszczędnościowego, który Ateny muszą podjąć. Natomiast gdyby inne kraje strefy euro nie były w stanie obsługiwać swojego zadłużenia, to wolę nawet nie myśleć o konsekwencjach. W wyniku decyzji podjętych w niedzielę budżet unijny stał się gwarantem udzielonych Grecji pożyczek. Na szczęście w niewielkiej części.

Miałem okazję we wtorek i w środę spotkać się w Brukseli z kilkoma europosłami i pracownikami Komisji Europejskiej. I odnoszę wrażenie, że problem Grecji bardzo źle działa na całą Unię. Nikt tego nie mówi wprost, ale czuć duże zniechęcenie i brak wiary w przyszłość UE. Czy to chwila przygnębienia, czy rzeczywiście jest tak źle?
Te smętne nastroje dziś nie dadzą się porównać do tego, co działo się w latach 70. Tamte czasy nazwano eurosklerozą. Unia była wtedy klubem bogatych, ale miała znikome możliwości, w dodatku pogrążyła się w całkowitą stagnację i samozwątpienie. Na początku lat 80. wystąpił bardzo poważny kryzys integracji europejskiej. Dziś UE to rozpędzona machina z wieloma instytucjami. Może ona wolniej funkcjonować z powodu gorszego nastroju - bo jednak codzienna krzątanina bez optymizmu jest bardziej przykra niż wtedy, gdy wszyscy są zadowoleni. Ale z drugiej strony Unia rozwija się poprzez kryzysy. One są wyzwaniem i pchają wszystko do przodu.

Dokładnie tak samo mówiło się w 2005 r., gdy Francuzi i Holendrzy w referendum odrzucili projekt eurokonstytucji. Od tamtej pory UE przyjęła dwa kolejne kraje, uchwaliła traktat lizboński, ale mimo wszystko można odnieść wrażenie, że Unia cały czas zajmuje się własnymi kryzysami. Trochę zresztą na własne życzenie.

To jest unijna choroba, w którą wpadliśmy niejako na własne życzenie. Elity europejskie chciały pozostawić po sobie pomnik w postaci konstytucji. Tylko że wtedy takie kraje jak Polska myślały raczej o dostosowaniu się do unijnych reguł, a o wizjach przyszłości. W tym sensie był to przejaw arogancji elit europejskich. Sprawiło to jednak, że bardzo długo zajmowaliśmy się sprawami, których obywatele nie rozumieli. Uważam, że wychodzimy z bardzo przykrego i zbyt długiego okresu, który dowodzi, że UE powinna rozwijać się stopniowo. A do tego potrzebuje pragmatyków, gdyż wizjonerów miała aż za wielu.

Naprawdę uważa Pan, że wychodzimy z tego złego okresu? Kryzys w Grecji pokazuje, że nie.
Zniewolone społeczeństwa upadają najczęściej pod wpływem zbyt dużego nagromadzenia nierozwiązywalnych problemów. Tak skończył na przykład komunizm. Natomiast wolne społeczeństwa cechują się tym, że problemy rozwiązują. Niedawna wojna gazowa dowiodła, że nie należy tylko mówić o solidarności energetycznej, ale trzeba stworzyć mechanizmy prawny i techniczny przychodzenia z pomocą krajom tego potrzebującym. Wczoraj José Manuel Barroso opowiadał, jak powinna wyglądać europejska profilaktyka.

Przewodniczący Komisji Europejskiej przedstawił propozycje zmian, które mają sprawić, że UE uniknie w przyszłości takich problemów, jakie teraz ma Grecja. Tylko czy Unia będzie umiała wymusić dyscyplinę na Atenach, skoro do tej pory nie umiała - a przecież problemy z tym krajem były już wcześniej.
Wierzę w to, że wczorajszy komunikat zostanie odczytany jako żółta kartka dla Grecji i innych krajów mających problemy. W proponowanych zmianach pojawia się kij w postaci groźby obcięcia unijnych subwencji. Liczę, że to będzie traktowane z dużą powagą - dlatego że taka sytuacja nie będzie zagrożeniem tylko dla władz, ale właściwie wszystkich obywateli. Mogą bowiem ucierpieć po ataku spekulantów na rynki finansowe w krajach, które dostają żółtą kartkę.

W naszej poprzedniej rozmowie ("Polska", 16 lutego 2010 r.) wspomniał Pan, że istnieje możliwość, iż perspektywy finansowe zostaną skrócone i nie będą obowiązywać siedem, tylko pięć lat. Czy trwają prace nad tym pomysłem?

Takie stanowisko przyjęła część europarlamentu, zgłosił je mój przyjaciel Niemiec Reimer Böge. Zależało mu, by dostosować perspektywę do pięcioletniego mandatu eurodeputowanych. Dla mnie to pomysł niepraktyczny. Po pierwsze, trzeba by negocjować wszystkie teraz obowiązujące umowy na programy, które wygasają w 2013 r. Poza tym trochę się obawiam zagęszczenia sporów o pieniądze. Nie ma bardziej dzielących i konfliktujących sporów. Jeżeli by była pięciolatka, to po dwóch, trzech latach od uchwalenia budżetu trzeba by rozmawiać o kolejnym. W ten sposób w Unii trwałby niekończący się ciąg negocjacji finansowych. A tak mamy dłużej spokój i przewidywalność. Także wyraźnie już sygnalizowałem w PE, że tutaj nasze drogi się rozchodzą.

Podobno nie lubi Pan określenia "panie komisarzu". Czemu?
To uniwersalny termin używany w Europie, jednak w Polsce źle się kojarzy z czasami komunistycznymi. Choć nie ma na to rady - chyba że Jerzy Bralczyk lub Jan Miodek znajdą lepsze polskie określenie.

Rozmawiał Agaton Koziński

Komentarze

przejdź na forum

Dodajesz jako: Gość

ilość znaków do wpisania:

Dodając komentarz, akceptujesz regulamin forum

Zaloguj przez Facebook

Rozrywka

Polska

  • Czytaj nas na iPhone oraz iPad
  • Czytaj nas na Androidzie
  • Czytaj nas na pozostałych telefonach
  • Rozrywka NMEkstraklasa LiveZobacz inne aplikacje

Aktualne wydanie:

"Polska", poniedziałek 21.05.2012

Kup e-wydanie

Prenumerata:

Informacje: 22 201 41 01
Zamówienia z Warszawy bezpośrednio u dystrybutorów:
Ruch SA: 22 581-98-06/24
Kolporter SA: 22 355- 04- 71/73/74/77
GLM: 22 649-41-61 lub 22 649-40-80
e-wydania: www.prasa24.pl; www.e-gazety.pl, www.e-kiosk.pl

Zamów prenumeratę

Reklama:

Polskapresse Sp. z o.o. Oddział Biuro Reklamy w Warszawie

Wiktor Pilarczyk tel. 022 201 41 00

ul. Domaniewska 41
02-672 Warszawa
tel. 22 201-41-00
fax 22 201-41-99
e-mail: reklama.warszawa@polskapresse.pl

Zamów reklamę

Kontakt z redakcją:

ul. Domaniewska 41 (budynek Saturn, II piętro)
02-672 Warszawa
tel. 022 201 42 00, 022 201 42 01
faks 022 201 42 01
redakcja@polskatimes.pl

Napisz do nas

Zapisz się do Newslettera

Reklama

Reklama

Polskapresse sp. z.o.o informuje, że wszystkie treści ukazujące się w serwisie PolskaTimes.pl podlegają ochronie. Dowiedz się więcej.
Jesteś zainteresowany kupnem treści? Dowiedz się więcej.