Menu Region

Żurawski już nie wystąpi w mistrzostwach Europy

Żurawski już nie wystąpi w mistrzostwach Europy

Data dodania: Ostatnia aktualizacja:

Polska

Rafał Musioł, Piotr Wierzbicki, Bad Waltersdorf, Austria

Prześlij Drukuj
Z dużym bólem głowy obudził się wczoraj rano selekcjoner Leo Beenhakker, wciąż przeżywający porażkę z Niemcami. A spał niewiele, bo jeszcze w nocy obejrzał powtórkę niedzielnego meczu.
Z samego rana ten sam seans zafundował zawodnikom. W tym czasie kapitan Maciej Żurawski przechodził badania w Grazu, odległym o 50 km od Bad Waltersdorfu. W trakcie treningu, który rozpoczął się w samo południe, Beenhakker dobrze wiedział, że "Żuraw" w mistrzostwach Europy nie zagra już ani minuty.

- Kapitan naszej reprezentacji ma naderwany mięsień prosty mięśnia czworogłowego uda.
Niestety, pojawiło się świeże krwawienie. To oznacza, że Maciek nie zagra z Austrią i Chorwacją, a jeśli wyjdziemy z grupy, to także w kolejnych meczach jego szanse są minimalne - taką wiadomość przekazał Leo lekarz kadry Jerzy Grzywocz.

To nie był koniec kiepskich informacji. Na tych samych zajęciach brakowało też Mariusza Lewandowskiego.

- Ma skręcony staw skokowy, ale jest szansa, że wystąpi przeciwko Austriakom. Niczego nie można jednak przesądzać, chciałbym natomiast, by pokazał się już na wtorkowym treningu - przyznał doktor Grzywocz.

Humor reprezentantom poprawili nieco kibice, których w Bad Waltersdorfie pojawiło się znacznie więcej niż zwykle. Na płocie zawisł transparent fanklubu Łukasza Garguły, oklaskami przywitano jednak także jego kolegów. W nagrodę, choć trening mogły zobaczyć tylko osoby akredytowane przy mistrzostwach, kibiców wpuszczono za barierki ograniczające zazwyczaj strefę, w której dziennikarze rozmawiają z zawodnikami. Kadrowicze rozdawali autografy i pozowali do zdjęć, a obchodzący 28. urodziny Marcin Wasilewski usiadł nawet za kierownicą autokaru i pokonał nim kilkanaście metrów.

Wcześniej jednak tak wesoło nie było. Pierwszy kwadrans zajęć reprezentanci Polski spędzili, siedząc w narożniku boiska. Leo Beenhakker, stojąc w środku kręgu niczym nauczyciel karcący uczniów, wygłosił monolog, w trakcie którego głowy wędrowały na przemian w górę i w dół. Na stojąco Holendra słuchał tylko Roger, ale nie była to nagroda za dobrą grę, tylko ułatwienie pracy Fransowi Holkowi, tłumaczącemu mu uwagi selekcjonera.

Gdy wykład dobiegł końca, rozpoczęły się zajęcia z wychowania fizycznego. Ekipa została podzielona na dwie grupy, które ćwiczyły z różnym natężeniem. Na trybunach dała natomiast o sobie znać wyraźnie powiększająca się loża krytyków Beenhakkera, choć były to osoby niezwiązane ze ścisłym kierownictwem PZPN, za to z nim zaprzyjaźnione i korzystające z praw specjalnych gości.

Krytyczne analizy cichły jednak natychmiast, gdy w pobliżu pojawiali się dziennikarze. Jak widać, ta pierwsza porażka to za mało, by Holender znalazł się w polskim piekiełku. Jednakże lina, po której balansuje, jest coraz cieńsza.

- Bez względu na wszystko i tak nie straci pracy. Ma nowy kontrakt i go wypełni - przekonywał obserwujący zajęcia Grzegorz Lato, który czuje się chyba jak nowy prezes PZPN.

Poważniejsze dyskusje dotyczyły samego przebiegu meczu z Niemcami. Ponoć sami piłkarze długo po spotkaniu nie mogli pogodzić się z decyzjami norweskiego arbitra.

- Przy pierwszym golu nie podniósłbym chorągiewki, ale wydaje mi się, że Smolarek też na spalonym nie był. Można natomiast mieć pretensje do obrońców, że nie zareagowali po tej pierwszej sytuacji, gdy boczny arbiter puścił spalonego Gomeza, ale na szczęście piłka minęła później słupek - opowiadał prezes PZPN, a niegdyś sędzia Michał Listkiewicz.

Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

 

Komentarze

Dodajesz jako: Gość

Ilość znaków do wpisania:

Dodając komentarz, akceptujesz regulamin forum

zaloguj się