Polska » Opinie » Forum Autorów » Czego nas uczy Leszek Kołakowski

Czego nas uczy Leszek Kołakowski

Data dodania: 2010-04-30 21:14:38 ▪ Ostatnia aktualizacja: 2010-04-30 21:14:38

2KomentarzePrześlijDrukuj
Mniejsza czcionka Większa czcionka
Czego nas uczy Leszek Kołakowski

Marcin Król, ''Czego nas uczy Leszek Kołakowski'', wyd. Czerwone i Czarne, Warszawa 2010, cena 39,90 zł (© Materiały prasowe)

Był nie tylko myślicielem, ale człowiekiem zachwyconym światem i ludźmi - pisze w najnowszej książce student filozofa Marcin Król.

Leszek był człowiekiem wyjątkowo kruchym, często niezgrabnym i schorowanym - od lat pięćdziesiątych miał nieustające i poważne kłopoty z kolanem, tak że czasami nie mógł w ogóle chodzić po schodach. Jednocześnie, kiedy mówił na poważne tematy, był mocny, bardzo logiczny i czasem nieprzyjemnie dla polemisty twardy lub ironiczny. Kiedy zaś - co ogromnie lubił - prowadził żartobliwą towarzyską rozmowę, był ogromnie przyjazny, bardzo lubił wszelkiego rodzaju zabawy słowne i spekulacje polityczne, chciał wiedzieć możliwie dużo o tym, co się dzieje u wspólnych przyjaciół i był zawsze w doskonałym nastroju. Pamiętam, jak na jakimś przyjęciu zdecydowali się z moją żoną podzielić świat między siebie i kolejno przyznawali sobie nawzajem nowe terytoria, spór zaczął się wtedy, kiedy nikt nie chciał objąć rządów nad Mołdową, i musieli losować, komu ten biedny kraj przypadnie.
∨ Czytaj dalej


Mordęga z kolanem zakończyła się dopiero w ostatnich latach życia. Leszek odprowadzał gości po kolacji spędzonej w parterowym domu w Oksfordzie, w którym mieszkał od lat z żoną. Wyszedł przed dom i próbował złapać dla gości taksówkę, a jednocześnie z nimi rozmawiał. Wyszedł dwa kroki na jezdnię i został lekko potrącony przez autobus. W szpitalu podjęto decyzję o operacji uderzonego kolana i od tej pory wreszcie przestało go boleć przy chodzeniu. Wkrótce potem byliśmy razem na jakiejś konferencji, chyba w Rzymie, i ja miałem przejściowe dolegliwości też z kolanem. Leszek zobaczył, że lekko kuleję, i zaproponował natychmiast, że mnie wepchnie pod autobus.

Mimo że całe życie cierpiał i miał ogromnie ograniczoną swobodę ruchu, mimo że w ostatnich latach tracił wzrok i coraz trudniej było mu czytać, aż musiał to robić ktoś, najczęściej żona, nigdy ani słowem nie narzekał i bardzo nie lubił, jak ktoś opowiadał o swoich chorobach i nieszczęściach. Sądził, jak myślę, że życie towarzyskie, nawet z przyjaciółmi, nie jest od opowiadania marudnych historyjek, a zwłaszcza o samym sobie. Nie czynił tego nigdy i dlatego tak mało wiemy o nim jako o człowieku, który przeżywał zapewne jakieś rozczarowania czy zdarzały mu się przykrości. Nigdy ani słowa.

Kiedy go poznałem na początku studiów, miał 35 lat i właściwie już wiedział wszystko. Przez cztery lata słuchaliśmy chronologicznie ułożonych wykładów z historii filozofii. Leszek wykładał filozofię nowożytną, ale tylko do Oświecenia, potem wykład przejmował Bronisław Baczko. XVII wiek był na trzecim roku studiów, a przecież to jeden z najważniejszych okresów filozofii, bo i Kartezjusz, i Pascal, i Leibnitz, i wielu innych, którzy określili kształt nowożytnej filozofii. W trakcie wykładu w jednej z ponurych sal Wydziału Filozofii przy Krakowskim Przedmieściu 3 (tam, gdzie filozofia jest do dzisiaj) przemierzał kilometry, bo mimo kłopotów z nogą cały czas chodził od okna do drzwi i naturalnie nie miał żadnych notatek.
Nigdy nie miał zamiaru emigrować, jednak jego życie w Polsce stało się niemożliwe: miał całkowity zakaz druku, nie mógł uczyć na uniwersytecie, z którego go wyrzucono
Pamiętał wszystkie tytuły dzieł, wszystkie lata wydania, urodzin, śmierci i innych zdarzeń w życiu omawianych filozofów. Wykład był tak intensywny, że wprawdzie bardzo wiele się dowiadywaliśmy, ale nie można było sobie pozwolić ani na chwilę nieuwagi. Jednak bliższy kontakt nawiązałem z Leszkiem Kołakowskim w trakcie translatorium łacińskiego, na które chodziło tylko kilka osób. Miałem to szczęście, że w liceum jedynym dobrze nauczanym przedmiotem była łacina, wygrałem nawet olimpiadę, więc wtedy nie miałem wielkich kłopotów, chociaż czytaliśmy teksty pisane łaciną średniowieczną, a więc odmienną sporo od klasycznej. Tłumaczenie często zamieniało się w rozmowę, a przede wszystkim Leszek ubóstwiał wnikać w szczegóły treści danego zdania, co nam sprawiało wielką przyjemność, bo mnóstwo douczaliśmy się filozofii.
1 2 3 4 »

Komentarze

przejdź na forum

Dodajesz jako: Gość

ilość znaków do wpisania:

Dodając komentarz, akceptujesz regulamin forum

Zaloguj przez Facebook

Rozrywka

Polska

  • Czytaj nas na iPhone oraz iPad
  • Czytaj nas na Androidzie
  • Czytaj nas na pozostałych telefonach
  • Rozrywka NMEkstraklasa LiveZobacz inne aplikacje

Aktualne wydanie:

"Polska", piątek 25.05.2012

Kup e-wydanie

Prenumerata:

Informacje: 22 201 41 01
Zamówienia z Warszawy bezpośrednio u dystrybutorów:
Ruch SA: 22 581-98-06/24
Kolporter SA: 22 355- 04- 71/73/74/77
GLM: 22 649-41-61 lub 22 649-40-80
e-wydania: www.prasa24.pl; www.e-gazety.pl, www.e-kiosk.pl

Zamów prenumeratę

Reklama:

Polskapresse Sp. z o.o. Oddział Biuro Reklamy w Warszawie

Wiktor Pilarczyk tel. 022 201 41 00

ul. Domaniewska 41
02-672 Warszawa
tel. 22 201-41-00
fax 22 201-41-99
e-mail: reklama.warszawa@polskapresse.pl

Zamów reklamę

Kontakt z redakcją:

ul. Domaniewska 41 (budynek Saturn, II piętro)
02-672 Warszawa
tel. 022 201 42 00, 022 201 42 01
faks 022 201 42 01
redakcja@polskatimes.pl

Napisz do nas

Zapisz się do Newslettera

Reklama

Reklama

Polskapresse sp. z.o.o informuje, że wszystkie treści ukazujące się w serwisie PolskaTimes.pl podlegają ochronie. Dowiedz się więcej.
Jesteś zainteresowany kupnem treści? Dowiedz się więcej.