Menu Region

Alina Białkowska: Bez happy endu

Alina Białkowska: Bez happy endu

Data dodania: Ostatnia aktualizacja:

Polska

Redaktor działu pieniądze

Prześlij Drukuj
Nie każda prywatyzacja to sukces, bo nie każdy prywatny inwestor jest w stanie stworzyć mądrą i wiarygodną strategię dla przejmowanego przedsiębiorstwa. A nawet jeśli stworzy, nie każdy ma dość kapitału lub determinacji, by ją z sukcesem wprowadzić w życie.
Doświadczają tego na własnej skórze pracownicy dwóch doskonale znanych w Polsce firm, które miały pecha trafić na słabego właściciela. Chodzi o Ursusa i FSO.

Obie firmy były swego czasu sztandarowymi przedsięwzięciami peerelowskich luminarzy polskiej gospodarki. Obie miały być wizytówkami nowoczesności i tezy, że Polak potrafi. I jak to w tamtych czasach bywało, w obu zmarnowano mnóstwo ludzkiego zapału i dobrych chęci. Takie były czasy.

Rynek i otwarcie granic bardzo szybko zweryfikowały rzeczywistą wartość tych firm. Już w 1991 roku problemy Ursusa chcieli wykorzystać dla ratowania własnej skóry założyciele niechlubnej spółki Art--B. Od tamtego czasu przez te przedsiębiorstwa przewinęło się kilku inwestorów. Żadnemu nie udało się postawić ich trwale na nogi. A można było, bo polska branża motoryzacyjna notuje od kilku lat bardzo szybki wzrost.

Najwyraźniej łatwiej jest postawić fabrykę od zera, niż walczyć z duchami przeszłości. Zwłaszcza jeśli ta fabryka stanie w specjalnej strefie ekonomicznej. Taki patent na sukces zastosowały w Polsce GM i Volkswagen.

Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

 

Komentarze

Dodajesz jako: Gość

Ilość znaków do wpisania:

Dodając komentarz, akceptujesz regulamin forum

zaloguj się