Menu Region

Zadyma? A co to za zadyma!

Zadyma? A co to za zadyma!

Data dodania: Ostatnia aktualizacja:

Polska

Rafał Musioł, Piotr Wierzbicki; Klagenfurt

Prześlij Drukuj
Zaczęło się od śpiewów. Na jednej z uliczek w centrum Klagenfurtu, w ogródku piwnym, gdzie na małym telebimie pokazywano inaugurację mistrzostw i oba sobotnie spotkania, z prawej strony ustawili się kibice z Polski. Po przeciwnej - Niemcy. "Polska - biało-czerwoni!" mieszało się z "Deutschland, Deutschland!".
Wcześniej polało się kilkadziesiąt (może kilkaset) litrów piwa, a śpiewy zaczęły zamieniać się w coraz głośniejsze okrzyki. W pewnym momencie z jednej strony poleciał plastikowy kubek, w którym było jeszcze trochę piwa. Za chwilę pofrunęła salwa kubków i doszło do przepychanki.

Momentalnie w tłum wbiegli policjanci, którzy przez cały czas stali z boku. Po kilkudziesięciu sekundach na pobliskich uliczkach zaparkowały policyjne furgonetki.
Za chwilę bójka została spacyfikowana, a ulicę zamknął kordon policji. - Co to za zadyma?! Nawet się dobrze nie zaczęło - słychać było polskich kiboli, którzy najwyraźniej do Austrii przyjechali szukać przygody poza stadionem. Jak podają Austriacy, aresztowano dziewięciu chuliganów z Niemiec. Wylegitymowano i wypuszczono dwóch Polaków.

Do małego zgrzytu doszło też w okolicach stadionu, gdzie na łące utworzono strefę buforową. Właściciel terenu nie był jednak tego świadomy i postanowił na czas mistrzostw przerobić łąkę na pole namiotowe. Postawił łazienki, ogrodził teren. W sobotę rano stało już tam kilka namiotów, na których wisiały biało-czerwone flagi. Policja kazała namioty zwijać, lecz w tym czasie większość ich mieszkańców była już w centrum miasta, w jednej z dwóch tzw. fan zone. W niedzielę po namiotach nie było już śladu.

Organizatorzy spodziewali się, że podczas weekendu miasto nawiedzi ok. 100 tys. kibiców, z czego dwie trzecie pojawi się bez biletów (na czarnym rynku wejściówka na wczorajsze spotkanie Polska - Niemcy kosztowała 700 euro).

W sobotę podczas meczu otwarcia (Szwajcaria - Czechy) na jednym z placów, gdzie na wielkich telebimach transmitowano spotkanie, było prawie pusto. Na drugim - w centrum miasta (Neue Platz) nieco ciaśniej. Niemal każda knajpa, a nawet zwykłe budki z hot dogami i kiełbaskami, przygotowały specjalne ogródki piwne dla kibiców, którzy mogli oglądać mecze na dużych telewizorach. Zapełniona była jednak mniej niż połowa miejsc.

Prawdziwy ruch zaczął się w niedzielę. Od rana pod stadion zjeżdżały samochody udekorowane w polskie i niemieckie flagi. Znacznie głośniejsi byli fani ubrani na biało-czerwono. Za "co łaska" można było pomalować sobie twarz.

Okolicy pilnowały 3 tys. policjantów, doszło do kilku mniejszych incydentów. Wyraźnie czuć było, że momentami wystarczyło jedno krzywe spojrzenie i obie strony stały już z zaciśniętymi pięściami. Raz skończyło się szybką wymianą ciosów, potrzebna była karetka, błyskawicznie pojawiło się ponad stu policjantów.

Po pewnym czasie zamęt sięgnął zenitu, więc na wszelki wypadek postanowiono skrócić trasę busów kursujących ze stadionu do centrum. - Dalej nie jadę, out - ucinali protesty kierowcy, a wściekli kibice wędrowali na piechotę. W tym czasie w jednym z kościołów odbyła się msza święta w intencji wieczornego spotkania. I choć w zapowiedzi informowano, że ma się pojawić delegacja reprezentacji Polski, tak się nie stało. W kościele katolickim St. Ruprecht zjawiło się natomiast ok. 40 kibiców. Ksiądz Edward prosił Boga o wygraną biało-czerwonych 3:0…

Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.