Menu Region

M. Suchodolska: Jak mogę pomóc

M. Suchodolska: Jak mogę pomóc

Data dodania: Ostatnia aktualizacja:

Polska

Szefowa piątkowego "Magazynu"

4Komentarze Prześlij Drukuj
Raz na jakiś czas media obiega kolejna wstrząsająca historia o dzieciach opuszczonych przez rodziców, którzy za chlebem wyjechali za granicę.
Dzieci są głodne, brudne, chore i pozbawione opieki. Na szczęście w ostatniej chwili zostają uratowane przez dzielnych policjantów i bohaterskie urzędniczki z MOPS-u i ku zadowoleniu wszystkich trafiają do domu dziecka.

Nie, nie dworuję z tragedii najmłodszych, dla których długotrwały wyjazd choćby jednego rodzica jest życiową tragedią. Ba, cieszę się, że ktoś zauważył, iż emigracja za chlebem ma nie same dobre skutki, że całe rodziny płacą za te emigranckie funty i euro wysoką cenę.

Ale... Do głębokiej irytacji doprowadza mnie histeryczny ton toczącej się dyskusji o eurosieroctwie, jakby było ono czymś nowym, przywiezionym nam do kraju wczoraj na marsjańskich statkach. I te żądania, aby Ktoś, najlepiej państwo za pomocą specjalnej ustawy, zajął się problemem i odesłał go w kosmos.

To jest polska recepta na wszystko: nowa ustawa. Nie, by cokolwiek załatwiła, ale sam fakt jej wprowadzenia poprawi nasze samopoczucie.

Tymczasem lepiej by było przyjrzeć się instrumentom prawnym, które mamy i przedefinio-wać zadania instytucji już istniejących. Wyobraźmy sobie, że wycho-wawczyni szkolna na wieść o wyjeździe do pracy rodzica tego czy inne-go dziecka składa mu wizytę w domu i pyta, jak może pomóc rodzinie, która znalazła się w trudnej emocjonalnie sytuacji.

Może trzeba z dzieciakami odrabiać lekcje? Może matka potrzebuje z kimś pogadać? Zanim, ZANIM - powtarzam, dzieciak zejdzie na złą drogę. Albo pracownice MOPS-u.

Co by było, pytam, gdyby zamiast występować w roli rozdawczyń zasiłków jak leci, naprawdę zainteresowały się ludźmi, którzy żyją na ich terenie.

Niekoniecznie tymi, którzy piją i biją, ale tymi, którzy np. z tęsknoty za kimś bliskim mogą złapać za kieliszek. Nie wchodzić komuś w życie z butami, a spytać: jak mogę pomóc.

W zżytych społecznościach, gdzie ludzie są sobie bliscy i wzajemnie sobie pomagają, problem eurosieroctwa nie istnieje.

Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

4

Komentarze

zwiń wszystkie wątki najnowsze najstarsze

Dodajesz jako: Gość

Ilość znaków do wpisania:

Dodając komentarz, akceptujesz regulamin forum

zaloguj się

Nie takie to proste

+18 / -18

Autor komentarza nie dodał zdjęcia

Ostrozny (gość)  •

Pomiedzy "jak sobie nie umie radzic niech zdycha"a totalna nadopiekunczoscia panstwa jest spora przepasc. Jasne, wyostrzone na maksa poglady dobrze brzmia w internetowych dyskusjach. Ale troche rozwagi nigdy nie zawadzi. Bo kazda przesada wiedzie prosto w przepasc. Nadopiekunczosc rowna sie degeneracji i coraz wiekszej roszczeniowosci marginesu. Ale ten "marginegs", rozumiany jako czesc spoleczenstwa, ktora jest zbyt slaba, glupia, nieudolna by zadbac o siebie zawsze jest. i jesli nie dostana pomocy rozumianej jako wedka, nie ryba, zaczna wlasnie podpalac samochody i nasze domy. Wiec tyle z solidaryzmu spolecznego, co ze zwyczajnego pragmatyzmu lepiej im te wedke sprezentowac. Na tyle nas stac jako silniejszych i madrzejszych

odpowiedzi (0)

skomentuj

Jesli nie potrafi się dzieic wywowywać to sie ich nie płodzi

+23 / -16

Autor komentarza nie dodał zdjęcia

Marcin Kasztelan (gość)  •

Moi rodzice nie krozystali z pomocy żadnych służb. Zgodzę się z Suchodolską w tej sprawie, że polskim pomysłem na rzeczywistość jest cięgłe tworzenie nowych bytów - służb, ustaw, zastępów urzędników. A ci zazwyczaj potem koszą kasę i nic nie robią. Znam takie polskie rodziny, w których już dzieci przygotowywane soe do ...bycia urzędnikiem. Zachód zachodowi nie równy. Owszem rozdęty sytem opieki społecznej funkcjonuje w Wielkiej Brytanii i we Francji, ale włsnie efekty mamy w postaci płonacych przedmieść w Paryżu i młodocianych uajranych tania trawą z Amsterdamu nożowników w Londynie. Oni są przyzwyczajeni, że to służby załatwią za nich życiowe sprawy. Nie oni, ale służby. Zachód na który sie powołujesz to również Stany a tam juz inna jazada. Owszem działają organizacje pozarządowe które wyudaję przysłowiowa polską kuroniówkę ( zupę, nie zasiłek), ale nie jest to tak nadmuchane jak w Europie. Tam jesli sam nie zadbasz i nie opłacisz sobie za zasiłek to zdychasz. Kto pracujei i dam dba o siebie, kto tego nei robi tylko płodzi, chodzi do Kościoła i modli się by Bóg dał mu na następony dzień, ten zdycha. To jest sprawiedliwe.

odpowiedzi (0)

skomentuj

Nałożnica - dla p. Marcina

+23 / -15

Autor komentarza nie dodał zdjęcia

fanka Marcina K. (gość)  •

Marcin, Tobie baby trzeba, wyobraźnia harcuje. A może wolisz chłopaczka ładniuśkiego, takiego z owłosionymi plecami? Trochę pary (hmm, nazwijmy) popuścić, żeby zbić ciśnienie w mózgu i odzyskać jasność myśli. Bo coś ci się pop.. i wszystko z jednym kojarzy.
Ale mniejsza o to. Niemniej w cywilizowanym świecie tak właśnie to wygląda (pisząc "cywilizowany" mam na myśli kulturę zachodnią, nie wschodnią ani islamską), że pewne służby państwowe, takie jak oświata, pomoc społeczna m.in. działają prewencyjnie, to daje najlepsze rezultaty. To,, że np. matka trojga nastolatków pozbawiona wsparcia męża może mieć kłopoty z ich wychowaniem to norma, nie margines. A PRL (na Twoim miejscu starałabym się przestać o tym myśleć, to se ne wrati) nie ma nic z tym wspólnego.
Po namyśle: a jednak chłopaczek. Wnioskuję z tego, co wiesz na temat damskiej garderoby. Chłopie, rajstop się nie rozpina.

odpowiedzi (0)

skomentuj

Nałoznica i sprzątaczka dla pozostawinego Kiepskiego

+15 / -17

Autor komentarza nie dodał zdjęcia

Marcin Kasztelan (gość)  •

To jest dobre: "wycho-wawczyni szkolna na wieść o wyjeździe do pracy rodzica tego czy inne-go dziecka składa mu wizytę w domu i pyta, jak może pomóc rodzinie, która znalazła się w trudnej emocjonalnie sytuacji"

Maż i ojciec pozostawiony przez kobite dorbaijącą w Londynie na domek odpowiada. Pani nauczycielko,. potrzebuje seksu, wiktu i opierunku. Wywowaczyni dobrotliwie rozpina spódnice, potem brązowe rajstopy. Po zaspokojeniu męża bierze się za posiłek dla samca i jego potem wszystkich myje
na końcu masuje owłosione plecy pozostawionemu przez żone facetowi.

Żyć nieumierać. Jesteście przyzwyczajni do tego co wam wmówił PRL, dlatego gdy tylko trzeba się choc trochę starać to od razu narzekacie, że krzywda wam się dzieje. Margines instnieje w każdym społeczeństwie.

Mira, jak Ty napiszesz jakiś komentarz to ręce opadają.

odpowiedzi (0)

skomentuj