Menu Region

Superpuchar Polski dla Legii

Superpuchar Polski dla Legii

Data dodania: Ostatnia aktualizacja:

Polska

Piotr Wierzbicki, Ostrowiec Świętokrzyski

1Komentarz Prześlij Drukuj
Po remisie 0:0 w pierwszym meczu kwalifikacyjnym w I rundzie Pucharu UEFA z białoruskim FK Homel i trener, i piłkarze Legii mieli nietęgie miny.

Po ostatnim gwizdku Tomasza Mikulskiego we wczorajszym spotkaniu z mistrzem Polski Wisłą Kraków legioniści mogli się uśmiechnąć. Wygrana nie przyszła łatwo, ale do gabloty z trofeami na stadion przy Łazienkowskiej trafił kolejny puchar.

Patrząc przed spotkaniem na składy obu drużyn, wydawało się, że legioniści specjalnie się nie spocą. Dla trenera wiślaków Macieja Skorży ważniejszy od Superpucharu był sobotni sparing z Liverpoolem (1:1).

- Nieczęsto jest szansa grać z takim rywalem, a przed meczami eliminacyjnymi Ligi Mistrzów z Beitarem Jerozolima (II runda kwalifikacyjna) trudno było przepuścić taką okazję - tłumaczył trener Białej Gwiazdy, usprawiedliwiając się, dlaczego na mecz z Legią wystawi rezerwowych. Jak obiecał, tak zrobił.

Przemysław Szabat, Mateusz Kowalski, Krzysztof Mączyński - to nazwiska, które znają kibice Wisły oglądający rozgrywki Młodej Ekstraklasy. W wyjściowym składzie mistrzów Polski zagrało tylko dwóch zawodników z podstawowej jedenastki - Cleber i Mauro Cantoro. Trudno na razie dać taki status Andrzejowi Niedzielanowi, który niemal cały miniony sezon spędził, lecząc kontuzję.

Z kolei legioniści zagrali prawie w najsilniejszym składzie. Z podstawowych piłkarzy zabrakło Rogera. Trener Urban do Ostrowca Św. nie zabrał Piotra Gizy poobijanego po meczu z FK Homel, a także Pance Kumbeva, który spotkanie z Białorusinami przesiedział na ławce rezerwowych. W pierwszej jedenastce wystawił zaś Takesure?a Chinyamę, który dołączył do zespołu tydzień temu. Partnerem reprezentanta Zimbabwe w ataku był Piotr Rocki.

Piłkarz do niedawna Groclinu Grodzisk Wlkp., a wcześniej m.in. Polonii Warszawa przed spotkaniem wkupił się u kibiców warszawskiej drużyny.

- Rocki przeproś, wybaczymy! - wyśpiewali pod jego adresem fani warszawskiej drużyny podczas rozgrzewki, mając na myśli polonijny epizod w życiorysie zawodnika. Kibice nie mogli mu też wybaczyć, że gdy grał jeszcze w Groclinie, podczas meczu z Legią prawą ręką pokazał eLkę, a lewy kciuk skierowował w dół, obrażając sektor warszawskich fanów. "Rocky" przed zejściem do szatni podbiegł do trybuny zajmowanej przez legionistów, podniósł rękę w geście przeprosin i kopnął na sektor piłkę, z którą podbiegł. Usłyszał gromkie brawa.

Jak się okazało, był to dla niego dobry zwiastun. To "Rocky" zdobył bowiem zwycięskiego gola. I to jakiego! Podciął lekko piłkę, biegnąc prawą stroną boiska tuż przed polem karnym, i przelobował zaskoczonego bramkarza Wisły Marcina Juszczyka. Po meczu Rocki przyznał ponoć, że chciał dośrodkowywać.

Pierwszy groźny strzał we wczorajszym meczu oddał Dickson Choto. Stoper warszawskiej drużyny strzelił silnie z linii pola karnego, ale w środek bramki i golkiper Wisły zdołał odbić piłkę. Za chwilę w kierunku bramki mistrzów Polski pobiegł z piłką Rocki, ale i jego uderzenie obronił Juszczyk.

Do trzech razy sztuka... Po niecałym kwadransie z lewej strony dośrodkował Wawrzyniak, Juszczykowi piłka wypadła z rąk i dopadł do niej Chinyama, strzelając silnie pod poprzeczkę.

Gdy wydawało się, że po tym golu posypią się kolejne dla legionistów, krakowianie natychmiast odpowiedzieli. Odrobienie gola zabrało im dokładnie 91 s. Pierwsza groźna akcja Wisły zakończyła się wyrównującą bramką. Po dośrodkowaniu Krzysztofa Mączyńskiego strzałem głową popisał się Grzegorz Kmiecik.

Chwilę później Legia miała kolejną okazję, ale strzał Kiełbowicza z kilku metrów obronił Juszczyk.

Na początku drugiej połowy znów zaatakowała Legia. Ożywienie wniósł Sebastian Szałachowski, który zmienił ospałego Miroslava Radovicia. Pierwszy strzał "Szałacha" minimalnie minął cel. Próbował też Chinyama, ale i tym razem bramkarz Wisły nie dał się pokonać.

Gdy wszyscy spodziewali się rzutów karnych (regulamin rozgrywek Superpucharu Ekstraklasy nie przewiduje dogrywki), jak to miało miejsce w finale Pucharu Polski w ubiegłym sezonie, zwycięskiego gola dla Legii strzelił Rocki.

Szkoda, że na mecz dwóch najlepszych zespołów ubiegłego sezonu na mogący pomieścić 7 tys. widzów stadion w Ostrowcu Świętokrzyskim przyszło niespełna 4 tys. Organizatorom rozgrywek powinno to dać sporo do myślenia.

Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

1

Komentarze

zwiń wszystkie wątki najnowsze najstarsze

Dodajesz jako: Gość

Ilość znaków do wpisania:

Dodając komentarz, akceptujesz regulamin forum

zaloguj się

Wisla i Legia

+1 / 0

Autor komentarza nie dodał zdjęcia

Franio72 (gość)  •

Oglądłem ten mecz i taka mi się nasunęła refleksja, że Wisła nie ma za bardzo rezerw. Trudno wskazać piłkarza z tych, którzy zagrali w Ostrowcu, który mógłby już teraz być mocnym punktem pierwszego składu. O Cantoro, Cleberze czy Diazie nie mówię, bo oni powinni grać. Ale już pozostali nie zachwycili. Widać, że taki Mączyński czy Małecki mają talent, ale póki co, nie prezentują poziomu na taki klub jak Wisła. Może za rok czy dwa. Wisła jeśli przejdzie ten cały Beitar to może mieć kolosalne problemy, bo gołą jedenastką nie da się grać w lidze i pucharach. Niech więc działacze i właściciel wreszcie podejmą męską decyzję i sprowadzą trzech, czterech gości, nawet na sztukę, bo jak przyjdą kontuzje, kartki, to mogą mieć w Krakowie problemy. Również w Warszawie nie mają się czym podniecać. Superpuchar jest Legii, ale z taką grą, to nie tylko w pucharach nic nie ugrają, ale i w lidze nie powalczą o majstra. Coś mi się zdaje, że trenerzy Legii popełnili jakiś błąd w przygotowaniach, bo w kolejnym meczu piłkarze z Łazienkowskiej biegają jak muły, bez przyspieszenia. Jak się Legia szybko nie obudzi, to już we wrześniu może mieć po mistrzostwie, bo jej Wisła (mimo wszystko ciągle najmocniejsza) i Lech odjadą daleko, w siną dal...

odpowiedzi (0)

skomentuj