Menu Region

Poobijani szczypiorniści szykują się do zwycięstwa w...

Poobijani szczypiorniści szykują się do zwycięstwa w olimpijskiej wojnie

Data dodania: Ostatnia aktualizacja:

Polska

Rafał Musioł

Prześlij Drukuj
Bez Karola Bieleckiego, jednego z liderów reprezentacji, wystąpią jutro i w środę polscy piłkarze ręczni w meczach towarzyskich z Chorwacją.
- Mam kontuzję nogi, ale nie na tyle groźną, żeby mogła mnie wyeliminować z igrzysk - zapewniał szczypiornista, który potrafi rzucić piłkę tak, aby jej prędkość przekroczyła 100 km na godz.
Bielecki nie trenował już w ostatnich dniach zgrupowania w Szczyrku: gdy jego koledzy jechali na zajęcia, on oddawał się w ręce masażystów.

Na pewno było to zresztą zajęcie bezpieczniejsze, bo wracający z treningu zawodnicy sprawiali wrażenie dość... przygnębiające. Podbite oczy, siniaki oraz okłady z lodu były normą.

- Nasze organizmy pękły, po prostu powiedziały dość. Wszystko nas boli. Marzymy tylko o wolnym dniu, kiedy spotkamy się z rodzinami - mówili jeszcze w piątek szczypiorniści. Już w sobotę ich marzenie stało się rzeczywistością. - To wszystko jest jednak normalne, a pozory mylą: nie jesteśmy armią po przegranej bitwie, tylko zespołem, który ciężko pracuje na to, żeby wygrać wojnę - żartowali zawodnicy.

Selekcjoner Bogdan Wenta stara się unikać spotkań z dziennikarzami. - Mam sporo pracy, ale z chłopakami możecie rozmawiać, ile chcecie - stwierdził, wychodząc z autokaru, którym kadrowicze podróżowali na treningi.

Przyjazd jego ekipy za każdym razem wywoływał uśmiechy. Chłopy jak dęby, stłoczeni w niewielkim busie, podróżowali w niezwykłych pozycjach.

- Faktycznie, nie dla wszystkich starcza miejsc siedzących, ale po pierwsze podróż jest dość krótka, a po drugie przeciwności hartują nasze charaktery - ze śmiechem stwierdził bramkarz Sławomir Szmal, przeciągając się po wyjściu z pojazdu.

Charakteru ekipie wyraźnie jednak nie brakuje. - Dobrego nigdy za wiele, więc my też ciągle coś doskonalimy - kontynuował dowcip Szmal, popularny "Kasa".

Poobijani zawodnicy przede wszystkim czekali na zabiegi regeneracyjne. - Te podbite oczy to na pewno nie jest element walki o miejsce w zespole na igrzyska w Pekinie - tłumaczył Michał Wichary. - Po prostu w ferworze treningów nikt nie odpuszcza i takie rzeczy się zdarzają - dodał.
Rywalizacja o olimpijski paszport wciąż jednak trwa. Nic w tym dziwnego, skoro z obecnej grupy musi odpaść jeszcze kilku zawodników.

- To będzie moja najtrudniejsza decyzja, bo wszyscy niesamowicie zasuwają - przyznał w końcu Wenta.

Dla jego zespołu niezwykle ważne będą właśnie mecze z Chorwacją. - To aktualny mistrz olimpijski, więc dobre występy byłyby dla nas tym samym, czym wiatr dla żaglówki - barwnie opowiadał Bielecki.

Także jego koledzy potwierdzali, że właśnie te mecze, a nie olimpijski turniej, tkwią na razie w ich głowach. - Przygotowania przebiegają zgodnie z planem, ale momentami widać, że ciśnienie już zaczyna rosnąć. Dlatego cykl treningowy jest dość urozmaicony - stwierdził kierownik reprezentacji Marek Żabczyński.

Szkoleniowiec dba o to, by nie przepaliły się bezpieczniki w psychice zawodników. Dlatego w Cetniewie zafundował im dzień, który większość chłopaków wykorzystała na uprawianie sportów wodnych na morzu, a w miniony weekend posłał ich do domu.

Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

 

Komentarze

Dodajesz jako: Gość

Ilość znaków do wpisania:

Dodając komentarz, akceptujesz regulamin forum

zaloguj się