Menu Region

Trwa kiepska passa Kubicy

Trwa kiepska passa Kubicy

Data dodania: Ostatnia aktualizacja:

Polska

Oskar Berezowski

4Komentarze Prześlij Drukuj
W niedzielne popołudnie na domowym torze Robert Kubica z kretesem przegrał wewnętrzną walkę w BMW Sauber z Nickiem Heidfeldem.
Polak startował do wyścigu z siódmego miejsca. Rozpoczął fantastycznie, wyprzedzając po starcie mistrza świata Kimiego Raikkonena. Chwilę później perfekcyjnie wyczuł właściwy moment i zaatakował Fernando Alonso i Jarno Trullego przepychających się na zakręcie. Bolid BMW wyskoczył na czwartą pozycję. Zapowiadał się porywający wyścig w wykonaniu Kubicy.

A jednak właśnie na czwartym miejscu do mety dotarł Heidfeld, który po fatalnych kwalifikacjach ruszył do walki z szarego końca, czyli aż z 12. pozycji.

W niedzielę o wydarzeniach na torze zadecydował jeden incydent, który jak w dominie uruchomił całą lawinę strategicznych decyzji inżynierów wyścigów.

Na 36. okrążeniu Timo Glock paskudnie rozbił swój bolid. Po całej prostej startowej fruwały drobne fragmenty z włókna węglowego. Sędziowie nie mieli wyjścia, musieli ogłosić neutralizację.
Ta decyzja mogła przyprawić o zawał team McLaren Mercedes. Jadący z przodu, nomen omen, mercedes sędziowski oznaczał, że Brytyjczyk Lewis Hamilton stracił całą swoją ogromną przewagę nad drugim Felipe Massą.

Wówczas też zespół Brytyjczyka podjął kontrowersyjną decyzję: gdy większość bolidów z czołówki zjechało na tankowanie, na trasie został Hamilton. Nie tankował także Nelsinho Piquet z Renault i Heidfled. "Jesteście pewni, że mam zostać na torze?" - dopytywał się przez radio Hamilton.

Tyle że Brytyjczyk musiał jeszcze pojawić się w boksie, nie tylko na uzupełnienie paliwa, ale i na obowiązkową zmianę opon. Gdy wyścig wznowiono, Hamilton znów wyskoczył do przodu jak rakieta, ale nie zdołał wypracować wystarczającej przewagi, by wrócić po pit stopie na tor na pozycji numer jeden.

Na 50. okrążeniu spadł więc na piąte miejsce, a jego szef Ron Dennis przyznał po wyścigu, że taktyka McLarena nie była perfekcyjna. W tym momencie prowadzenie objął Heidfeld, ale Niemiec też musiał zjechać do boksu. Tymczasem Piquet wysunął się na sensacyjne prowadzenie, i to taktyka Renault zakładająca tylko jedno tankowanie okazała się genialna.

Cóż jednak z tego, skoro Hamilton był w niedzielę poza zasięgiem kogokolwiek. Jego jazda pasuje do tytułu filmu "Złap mnie, jeśli potrafisz" Stevena Spielberga opartego na prawdziwej historii Franka Abagnale'a, najmłodszej osoby w historii, która znalazła się na liście najbardziej poszukiwanych przestępców przez FBI. Hamilton ma szansę zostać najmłodszym w historii mistrzem świata. W niedzielę jak stary wyjadacz po kolei "połykał" kolejnych rywali. Trzeba jednak przyznać, że przynajmniej jeden zjechał mu grzecznie z drogi - Heikki Kovalainen (jego kolega z zespołu).

W niedzielę Hamiltona złapać nikt nie był w stanie. Podobnie było dwa tygodnie temu w Wielkiej Brytanii. W czym tkwi źródło sukcesów teamu, który dostał nagłego przyspieszenia? Inżynierowie brytyjskiej machiny wyścigowej nie kryją satysfakcji z nowego paliwa, które wypełnia ich baki.
- Olej jest naprawdę niezawodny i wpływa na nasze wyniki - przyznaje Jonathan Neale, dyrektor zarządzający w McLarenie, dodając natychmiast, że wszystko jest zgodne z przepisami.

Kubica nie był wczoraj w stanie walczyć z najlepszymi. Po wznowieniu wyścigu bez wielkich kłopotów minął go Kovalainen, a potem Raikkonen. Trudno to tłumaczyć słabszymi osiągami bolidu.
- Jesteśmy wolniejsi od McLarena i Ferrari, gonią nas nawet zespoły ze środka stawki - żali się krakowianin.

W niedzielę najszybszym bolidem było jednak BMW prowadzone przez Heidfelda.
- Moim zdaniem auto jest szybkie, trzeba tylko wykorzystać jego możliwości - twierdzi nie bez racji Niemiec.

Heidfeld miał motywację, by wykorzystać moc bolidu. Gdyby przegrał z Kubicą, to zgodnie z zakładem, musiałby wyprasować koszule swojemu szefowi Mario Theissenowi.
Bohaterem niedzieli był jednak Piquet, który dojechał do mety drugi, na oparach paliwa. To pierwsze podium syna trzykrotnego mistrza świata Formuły 1.

***

Grand Prix Niemiec: 1. Lewis Hamilton (W. Brytania/McLaren); 2. Nelsinho Piquet (Brazylia/Renault) +5,5 s; 3. Felipe Massa (Brazylia/Ferrari) +9,3 s; 4. Nick Heidfeld (Niemcy/BMW Sauber) +9,8 s; 5. Heikki Kovalainen (Finlandia/McLaren) +12,4 s; 6. Kimi Raikkonen (Finlandia/Ferrari) +14,4 s; 7. Robert Kubica (Polska/BMW Sauber) +22,6 s

Klasyfikacja generalna: 1. Hamilton 58 pkt; 2. Massa 56; 3. Raikkonen 51; 4. Kubica 48; 5. Heidfeld 41 pkt

Klasyfikacja zespołów: 1. Ferrari 105; 2. BMW 89; 3. McLaren 86; 4 Toyota 25; 5. Red Bull-Renault 24

Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

2

Komentarze

zwiń wszystkie wątki najnowsze najstarsze

Dodajesz jako: Gość

Ilość znaków do wpisania:

Dodając komentarz, akceptujesz regulamin forum

zaloguj się

Odpowiedź dla Jasne Pełne

+3 / -1

Autor komentarza nie dodał zdjęcia

maagda (gość)  •

Przecież to, co napisałeś jest bez sensu!!! Gdy Robert wygrywa czy gdy staje na podium to jest cudnie, jednak, gdy przyjeżdża na metę jako 7 od razu ma wycofywać się z Formuły... To jakaś paranoja!!! On jest świetny w tym co robi i niech robi to jak najdłużej, dotąd aż będzie miał z tego frajdę i przyjemność...

odpowiedzi (0)

skomentuj

Co za głupek pisał ten artykuł?!

+2 / -2

Autor komentarza nie dodał zdjęcia

JasnePełne (gość)  •

Proponuję apel do Kubicy, niech się wycofa z F1! Skoro przyjeżdża dopiero siódmy...

odpowiedzi (0)

skomentuj