Menu Region

Szkoła nauczy wybierać

Szkoła nauczy wybierać

Data dodania: Ostatnia aktualizacja:

Polska

Michał Federowicz

3Komentarze Prześlij Drukuj
O tym, że absolwenci reformowanej przez obecny rząd szkoły będą bardziej samodzielni i świadomi, Magdalenie Kuli mówi Michał Federowicz, szef Międzynarodowych Badań PISA w Polsce i doradca ministra edukacji narodowej.
Amerykańska szkoła najlepiej rozwija zdolności. Szwedzi dbają o narodowy język. A Finowie w ogóle są najlepsi. Polska szkoła po reformie 2009-2015 przejmie najlepsze rozwiązania z zagranicy?
Takie przeszczepy zwykle się nie udają. System oświaty to skomplikowana maszyneria i ma swoje utarte koleiny. Jest obciążony przyzwyczajeniami tworzących go ludzi, ich mentalnością. Choćby przyzwyczajeniami rodziców. Czy słyszała pani, by rodzic u nas narzekał, jak w obecnej szkole traktuje się siedmiolatka?

Nie słyszałam.
A często traktowany jest bez patyczkowania. Sadza się go w szkolnej ławie i oczekuje, że od razu wpasuje się w szkolne ramy. Oczywiście nie zawsze tak jest, ale na tyle często, że gdyby rodzice byli wyczuleni, mieliby na co narzekać. Jak to jest, że w przedszkolu dzieciaki ciągle pytają "dlaczego to, dlaczego tamto", a w szkole milkną? Bo w szkole zwykło się uważać: to nauczyciel wie najlepiej, to on panuje nad sytuacją w klasie, a dziecko musi się do niej dostosować. W efekcie dziecko wycofuje się w swój świat, traci naturalną spontaniczność. Czy ktoś się tym martwi? Jeśli nawet, to potem i tak akceptuje na zasadzie: zawsze tak było. Takie spojrzenie na szkołę tkwi w naszej mentalności.

Po reformie do pierwszej klasy wkroczą sześciolatki. Jak reforma ochroni tę ich dziecięcą ciekawość?
W szkołach amerykańskich jest świetny zwyczaj: pierwsze piętnaście minut w klasie dzieciaki gromadzą się wokół nauczyciela i każdy opowiada, jak spędził poprzedni dzień, co ważnego go spotkało. Najpierw mówią jeden przez drugiego, z czasem nauczyciel wprowadza w to ład, dzieci uczą się wypowiadania i słuchania innych. Może dlatego dorośli Amerykanie w sytuacji publicznego wystąpienia po prostu stają przed tłumem i mówią - nawet jeśli nic wielkiego nie mają do powiedzenia. Ich otwartość w komunikowaniu kształtuje się właśnie w początkowych klasach.
Nie mam złudzeń, wiele czasu upłynie, nim polska szkoła zacznie uczyć otwartości. Ale jestem przekonany, że nowa podstawa programowa daje nauczycielom solidny grunt, by mogli zmieniać szkołę i własne przyzwyczajenia. Program dla małych dzieci został starannie opracowany. Szkoła będzie miała obowiązek zapewnić dzieciom warunki niemal przedszkolne. Będą się uczyć poprzez zabawę, rymowanki, muzykowanie, z przerwami na relaks i ruch.

Nowe podstawy programów nauczania przeczytałam solidnie. Uczeń będzie musiał się stać zmyślnym strategiem. Ma sam wybierać, czego się nauczy. Od tego kiedyś będą zależeć jego studia.
Nie można nauczyć się wszystkiego i solidnie. Dzisiejszy świat każe wybierać, jest mnóstwo możliwości i trzeba umieć się w tym odnaleźć. Zreformowana szkoła powinna nauczyć wybierania i przyjmowania odpowiedzialności za te wybory. Naturalną ciekawość, otwartość dziecka chcemy rozwijać i powoli przekuwać w umiejętność podejmowania samodzielnych decyzji. Już uczeń szkoły podstawowej stanie przed wyborem: lekcje wychowania fizycznego sportowe czy rekreacyjne? To przecież nie zaważy na jego dorosłym życiu, ale jednak uświadomi dziecku, że ma prawo do własnych wyborów. W gimnazjum wybór będzie już poważniejszy. Przez trzy lata nauki uczniowie mają wybierać zarówno zajęcia artystyczne, jak i praktyczno-techniczne. Jedni zdecydują się na modelarstwo, inni na zajęcia elektrotechniczne, jedni wybiorą rysunek, inni zespół muzyczny. Oferta szkoły powinna być na tyle szeroka, by dawała realną możliwość wyboru. Z tych wyborów zrodzą się między uczniami rozmowy, świadoma refleksja. Uczeń powie: trafiłem do grupy z fatalnym nauczycielem, w drugim semestrze spróbuję się dostać do kogoś innego. Albo: rysowanie jednak nie jest dla mnie, spróbuję grafiki komputerowej.

Polska szkoła będzie po reformie trochę jak z zachodnich filmów, gdzie przyjaciele z jednej klasy po przerwie rozchodzą się na różne zajęcia: ceramikę, koszykówkę, retorykę.
W Polsce tradycyjnie, i w rodzinach, i w szkołach, traktujemy młodzież zbyt długo jak dzieci. Nie dajemy jej prawa do decydowania o sobie. Trudno nam, dorosłym, uwierzyć, że młody człowiek może zrobić coś na własne konto i że możemy od niego oczekiwać ponoszenia za to odpowiedzialności. W wielu krajach rozwiniętych, w których demokracja zadomowiła się wcześniej, ludzie nauczyli się poważniej myśleć o przygotowaniu dzieci i młodzieży do dorosłego życia. W USA relacja rodzic - nastolatek to już relacja partnerska. 15-latek słyszy od rodzica: pomyśl o stypendium, bo nie mogę obiecać, że będzie nas stać na twoje studia.

Wierzy Pan, że polski nauczyciel jest gotowy, by uszanować autonomię uczniów? Teraz wchodzi do klasy z dziennikiem pod pachą i od pierwszej do ostatniej minuty reżyseruje to, co się zdarzy.

Jako społeczeństwo niewątpliwie nie jesteśmy do tego w pełni gotowi - nie czepiałbym się samych nauczycieli, bo oni nie są osobną wyspą. Nasza tradycja wychowania młodego pokolenia powoli i opornie idzie w kierunku dawania młodym praw, swobody decyzji i kształtowania poczucia odpowiedzialności. Ale jednak idzie naprzód, jednak współczesność takie zmiany wymusza. Wierzę, że reforma nieco je przyspieszy.

Krytycy alarmują: programy zostały zbyt odchudzone i ucierpi i tak kiepska wiedza młodzieży.
Przeciwnie - kładziemy nacisk na pogłębienie wiedzy, uczeń nie może poprzestać na wyrywkowych wiadomościach i rutynowych umiejętnościach. Wiedza to coś więcej niż wiadomości. Zadaniem szkoły jest rozwijanie złożonych umiejętności uczniów, dzięki którym młodzież potrafi z książkowej wiedzy zrobić własny użytek. Dodajmy, że powszechne kształcenie ogólne wykracza poza gimnazjum i ma być poważnie traktowane zarówno w liceach ogólnokształcących, jak i w szkołach zawodowych.

Jak skłonić osiłka z zawodówki do czytania lektur i nauki logicznego myślenia?
To wielkie zadanie dla szkoły. Badanie PISA pokazało, że do szkół zawodowych w 60 proc. trafiają ludzie nieposiadający podstawowych umiejętności: rozumienia czytanego tekstu i wyszukiwania informacji. A to musi umieć i rzemieślnik, i robotnik. Nikt nie wie np., ile razy w dorosłym życiu będzie musiał się przekwalifikować.

Te 60 proc. skończyło gimnazja z gigantycznymi brakami. System oświaty zadziałał tak: nie ma sensu nad nim pracować, bo i tak się nie nauczy...

Tych uczniów spycha na margines w głównej mierze środowisko, z którego się wywodzą. Ale szkoła nie pomogła im się z tego wydobyć. Nauczyciele powtarzają: Jaś jest niedopilnowany przez rodziców, co ja mogę. Polska szkoła potrzebuje innego myślenia: skoro Jaś ma za mało opieki ze strony rodziców, tym troskliwiej musi się nim zająć nauczyciel. Bez tego wsparcia Jaś idzie przez szkołę sam, ląduje w zawodówce bez podstawowych umiejętności, a potem na bezrobociu. Zasadnicza szkoła zawodowa musi dać nie tylko solidny zawód, ale i umiejętności, które pomogą się otworzyć na wymogi rynku, tj. dokształcanie, elastyczna zmiana zawodu.

Skoro ogólniak ma przygotować na studia, a zawodówka solidnie wyposażyć do walki na rynku pracy - to nie widzę miejsca dla techników. Ich czas dobiega końca?
Nic z tych rzeczy. Wiele rodzin wychodzi z założenia: najpierw solidny fach w ręku, potem ewentualnie studia. W tych rodzinach pójście do ogólniaka traktuje się jako nadmierne ryzyko - bo nie wiadomo, czy rodzinę będzie stać na studia, czy dziecko sobie na nich poradzi. I stąd wciąż duże zainteresowanie technikami. Zreformowana podstawa programowa nie może ich dyskryminować. Po pierwsze, część z nich rzeczywiście kształci w sensownych zawodach. Po drugie, wciąż wielu ich absolwentów dostaje się na studia. Dlatego technikum musi nauczać solidnie podstawowych przedmiotów: języka polskiego, matematyki, języka obcego, a poza przedmiotami zawodowymi oferować przynajmniej dwie dziedziny akademickie na rozszerzonym poziomie. To rozbudzi intelektualnie młodzież i naprawdę przygotuje do studiów. Tak zapisaliśmy to w reformie.

Jaki będzie "zreformowany" absolwent w 2022 roku?
Myślę, że będzie bardziej świadomym obywatelem, mniej podatnym na populizm. Będzie umiał świadomie wybierać, nie będą go interesowały pobieżne informacje. Stanie się otwarty na świat, wyjdzie ze szkoły z ugruntowaną umiejętnością komunikowania się w dwóch językach obcych.
Będzie chętniej czytał prasę dobrej jakości, sensacyjki starannie oddzieli od rzetelnej informacji, bo i z jednym, i z drugim zdąży się w szkole oswoić.
Z pewnością będzie mu łatwiej odnaleźć się na elastycznym rynku pracy.

Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

1

Komentarze

zwiń wszystkie wątki najnowsze najstarsze

Dodajesz jako: Gość

Ilość znaków do wpisania:

Dodając komentarz, akceptujesz regulamin forum

zaloguj się

Likwidacja liceum

+4 / -3

Autor komentarza nie dodał zdjęcia

Poraj (gość)  •

Ta "reforma" w praktyce likwiduje ogólnokształcący charakter liceów. Przecież nie będzie odrębnych programów nauczania dla ogółu uczniów takich przedmiotów jak: historia, geografia, biologia, fizyka, chemia, wiedza o społeczeństwie, podstawy przedsiębiorczości. Obecnie, np.: uczeń poznaje treści i umiejętności historyczne przez trzy lata w gimnazjum (6 godzin w cyklu) oraz w liceum na tzw.poziomie podstawowym w 2-3 lata 5 godzin. Po tej "reformie" rządu Tuska w licem historia będzie tylko w pierwszej klasie - 2godziny. Nie będzie odrębnego programu nauczania, jedynie dokończenie programu gimnazjalnego.
Na czym polega ta redukcja ogólnokształcącego charakteru liceum?:
- odrzucenie psychologicznej zasady nauczania "repetitio est mater studiorum", gdyż w liceum starsza młodzież nie będzie mogła dojrzalej spojrzeć, uzupełnić wiadomości i umiejętności ze wspomnianych przedmiotów, a tylko z w-f-u, j. obcych, matematyki i polskiego - jak w nauczaniu początkowym; biegać, liczyć i pisać!
- zmniejszenie liczby godzin nauczania wspomnianych przedmiotów
- mniej godzin- redukcja zatrudnionych nauczycieli (a jeszcze podwyższenie pensum)
- nie jest nowością tzw. predmioty rozszerzone, gdyż już obecnie one funkcjonują i dają dodatkowe przygotowanie

odpowiedzi (0)

skomentuj