Umiejętność rozszyfrowywania fotografii z Bullingdon Club, które przedstawiają niestroniących od alkoholu studentów z Oksfordu we frakach i żółtych kamizelkach, stała się jedną z ważnych dziedzin analizy politycznej w Wielkiej Brytanii.
Na fotce z lat 80. widać nie tylko burmistrza Londynu Borisa Johnsona i całkiem prawdopodobnego przyszłego premiera Wielkiej Brytanii Davida Camerona, ale również Radosława "Radka" Sikorskiego, który bierze udział w wyścigu do fotela prezydenta Polski.
To oksfordzkie braterstwo krwi wielu Polaków nadal zaskakuje. W ich kraju trwa coś, co postanowili nazwać prawyborami prezydenckimi. Obecny prezydent Lech Kaczyński - brat bliźniak szefa opozycji Jarosława - najwyraźniej traci impet.
Niezależnie od tego, czy wystartuje do wyścigu o drugą kadencję, sondaże wyraźnie pokazują, że Polacy nie zagłosują ani na niego ani na ewentualną namaszczoną przez niego osobę. Zwycięzcą z dużym prawdopodobieństwem zostanie któryś z kandydatów centroprawicowej Platformy Obywatelskiej, albo 47-letni Radek Sikorski, albo 57-letni Bronisław Komorowski.
Sikorski, członek oksfordzkiego Bullington Club jest postacią niezwykle barwną, i to nie tylko na skromną miarę Środkowej Europy. Studiował w Oksfordzie, pracował jako korespondent wojenny dla brytyjskich mediów w Afganistanie i Angoli.
W 1992 r., kiedy miał 29 lat, był już wiceministrem obrony Polski. Funkcje ministerialne pełnił też w późniejszych rządach, a obecnie jest szefem dyplomacji swego kraju. I właśnie światowe obycie stawiał na szali w czasie telewizyjnej debaty z Komorowskim. Sikorski powiedział do swego rywala, że ma nad nim wielką przewagę, ponieważ za granicą potrafi się porozumiewać bez tłumacza. Niezarażony Komorowski odparł na to, że kiedy Sikorski szlifował w Oksfordzie angielski, on siedział w więzieniu. Komorowski, który do tej pory nosi dysydenckie wąsy, już w 1971 r. został zatrzymany przez komunistyczną bezpiekę za działalność opozycyjną. Siedział w więzieniu w tym samym czasie, gdy Sikorskiemu demolowano pokój w oksfordzkim akademiku w ramach rytuału inicjacyjnego przed wstąpieniem do Bullindgon Club. W wolnej Polsce Komorowski został ministrem obrony, a teraz pełni funkcję marszałka Sejmu. Jest człowiekiem solidnym i swojskim na modłę dwóch poprzednich prezydentów i dlatego może się bardziej podobać większości społeczeństwa.
Z kolei Sikorski reprezentuje bardziej nowoczesny i odważny styl sprawowania władzy. I tu właśnie tkwi istota sprawy: epoka zapatrzonych w przeszłość braci Kaczyńskich dobiega końca, a wraz z nią obsesja na punkcie komunistycznych agentów i paranoja nieustannego tropienia wrogów.
Polska nareszcie ruszyła do przodu. Recesję przetrwała lepiej od wszystkich innych państw Unii. W wielkich miastach gospodarka kręci się na wysokich obrotach, a przed piłkarskimi Mistrzostwami Europy, które Polska współorganizuje wraz z Ukrainą, inwestycyjne infrastrukturalne idą pełną parą. Polska niedługo wkroczy w fazę szybkiego rozwoju - i potrzebuje nowego stylu przywództwa. W Europie Środkowej cała klasa polityczna przechodzi okres transformacji. Dawni dysydenci odchodzą z polityki i zastępują ich silni regionalni przywódcy partyjni i młodsi specjaliści, którzy studiowali za granicą i politykę traktują jako karierę, a nie powołanie. Będą więc wprowadzać postęp, uchwalając ustawy antykorupcyjne i przepisy regulujące konflikt interesów. Etos moralny reprezentowany przez dawnych dysydentów, z naciskiem na odpowiedzialność i patriotyczny obowiązek traci na znaczeniu.
W polskim ustroju politycznym rola prezydenta jest głównie symboliczna, nie licząc patronatu nad polityką zagraniczną i obronną. W rękach mądrego męża stanu urząd ten daje możliwość inicjowania debaty i podnoszenia społeczeństwa na duchu w trudnych momentach. Jest to robota dla osoby, która umie myśleć i jasno wyrażać swoje poglądy.
Prawybory organizowane przez PO muszą zatem odpowiedzieć na pytanie: co powinien mieć w swoim CV najlepszy kandydat na nowego prezydenta Polski: Oksford czy komunistyczne więzienie?
Tłum. TB