Menu Region

Jak zechcą, to nas znajdą

Jak zechcą, to nas znajdą

Data dodania: Ostatnia aktualizacja:

Polska

Konrad Dulkowski

Prześlij Drukuj
Beata Pawlikowska mówi o nieodkrytych plemionach.
Prawdziwe dzikie plemiona nadal nie zostały odkryte - twierdzi podróżniczka Beata Pawlikowska w rozmowie z Konradem Dulkowskim.


Media obiegły zrobione w dżungli amazońskiej zdjęcia Indian z plemienia, które nigdy dotąd nie spotkało białego człowieka. Pani uważa, że te zdjęcia to mistyfikacja.

Może nie tyle mistyfikacja, co drobne oszustwo. Według mnie te zdjęcia są prawdziwe, ale wcześniej upozowane.

Skąd to przypuszczenie?

Podróżuję po Amazonii od prawie 20 lat i z mojego doświadczenia wynika, że Indianie nie mieszkają w miejscach, które łatwo zobaczyć z powietrza. Dżungla amazońska z góry przypomina zielony kalafior, nie widać nic, co jest poniżej koron drzew. Dlatego właśnie to jest jedno z ostatnich miejsc, gdzie nieodkryte plemiona mogą istnieć. Tymczasem zdjęcia przedstawiają chaty stojące na szerokiej drodze.

To pierwsza wątpliwość, a druga?

Indianie nie są głupi. To urodzeni myśliwi, którzy potrafią świetnie tropić i celnie zabijać. Na widok wielkiego żelaznego ptaka na pewno nie strzelaliby do niego z łuków, ale schowali się w dżungli i czekali na najlepszy moment do ataku. Indianie z plemienia Flecheiros w Brazylii, widząc, że na ich terytorium wpływa czółno z nieproszonymi białymi ludźmi, biegną dalej wzdłuż rzeki i kryją się na czubkach drzew. Kiedy łódka znajdzie się w zasięgu ich łuków, zasypują ją deszczem zatrutych strzał. Nie ma szans, żeby ktoś się uratował.

W takim razie kto i w jakim celu rozpowszechnił te zdjęcia?

Myślę, że organizacje, których zadaniem jest ochrona Indian. Chcieli w ten sposób zwrócić uwagę świata na bezprawie, jakie dzieje się w Amazonii.

Na stronie organizacji Survival, walczącej o prawa rdzennych mieszkańców dżungli, widziałem wstrząsające relacje Indian, którzy ocaleli jako jedyni ze swojego plemienia. Wszystkich ich bliskich zabili biali.

Indianie są mordowani, bo żyją na ziemi będącej łakomym kąskiem dla chciwych białych ludzi. W rzekach za pomocą trującej rtęci wypłukuje się złoto, a dżunglę karczuje pod plantacje albo dla drewna. To zwykle nielegalne wycinki, ale trudno upilnować teren o powierzchni prawie równej Stanom Zjednoczonym albo Europie.

Słowem, powtarza się historia podbijania Dzikiego Zachodu.

Wtedy też uważano, że Indianie są dzicy, a cywilizację to reprezentujemy my. Tymczasem my mamy swoją cywilizację, a oni - swoją. My wykarczujemy dżunglę, żeby postawić miasto, w którym będzie nam wygodnie żyć. Natomiast Indianie nie usiłują pokonać natury, ale żyją z nią w symbiozie. Z tego też wynika inne nastawienie do wielu spraw.


Podobno Indianie w ogóle się nie złoszczą.

Nigdy w życiu nie widziałam Indianina, który straciłby panowanie nad sobą. Nas wyprowadzają z równowagi drobiazgi, na przykład to, że kanapka spadnie nam na ziemię. W takiej sytuacji biały człowiek zwykle krzyczy ze złości i przeklina, a Indianin zaczyna się śmiać.

Jednak to właśnie my podbiliśmy ziemię, skonstruowaliśmy samoloty i sztuczne serce. I może karczowanie dżungli to cena, jaką płacimy za rozwój naszej cywilizacji?

Skoro jesteśmy tacy mądrzy, to powinniśmy wiedzieć, że dżungla wytwarza 40 procent tlenu, którym oddychają ludzie na świecie. Jeżeli ją zniszczymy, zmieni się klimat na całym globie. Ale nie staram się udowodnić, że świat Indian jest lepszy od naszego. On jest po prostu inny.

Dołącza więc pani do głosów mówiących, że należy zostawić w spokoju takich Indian, którzy nie mieli kontaktu z naszą cywilizacją.

Oni wypracowali sobie delikatną równowagę, która umożliwia życie w dżungli. Nasza ingerencja może tylko ją zburzyć. Tak się często dzieje za sprawą misjonarzy, którzy mówią Indianom, że ich szaman jest wcieleniem zła, a potem wyjeżdżają, zostawiając Indian z niczym. "Złego" szamana nie wolno słuchać, a kto w takim razie będzie ich leczył, chronił przed złymi duchami i radził, kiedy iść na polowanie? Większość z tych odizolowanych plemion wie, że istnieje jakiś inny świat. I niektórzy świadomie robią wszystko, żeby ten świat do nich nie dotarł. Wtedy właśnie świat obiegają sensacyjne wiadomości, że Indianie zabili grupkę białych, która w "pokojowych zamiarach" pragnęła nawiązać z nimi kontakt. Zginęli, ponieważ Indianie bronili swojego terytorium i swojej tożsamości przed białymi, którzy chcą podbić i zniewolić wszystko, co wciąż jest na świecie wolne i niezależne.

Skąd ci Indianie wiedzą, że w ogóle istniejemy?

Niektórzy nie wiedzą, ale inni przemieszczają się po dżungli, spotykają myśliwych i wojowników, wymieniają się informacjami. Z ich punktu widzenia cały świat jest porośnięty dżunglą, ale niektórzy wiedzą, że za rzeką jest inna wioska, a za trzema rzekami mieszka inne plemię. My jesteśmy dla nich takimi ludźmi z wioski za dziesięcioma rzekami.

Historia zna odwrotne sytuacje. Po II wojnie światowej na jednej z wysp Indonezji znaleziono plemię, które nigdy nie widziało białego człowieka. Jednak po pewnym czasie okazało się, że to bajka, którą wymyślili wódz z szamanem, żeby poprawić byt wioski. Stali się atrakcją turystyczną.

Niektórzy Indianie mający kontakt z naszą cywilizacją przez misjonarzy albo handlarzy wiedzą, czym jest miasto. Może nawet spróbowali coli lub piwa. Mogą zapragnąć zdobyć te dobra, idą więc do miasta. Ale tam się okazuje, że nie można niczego dostać za darmo ani znaleźć na drzewie. A Indianin nie wie, co to są obowiązki ani na czym polega umowa o pracę. Nawet jeśli dostanie jakąś posadę, szybko ją traci. Wtedy albo wraca do dżungli, albo zostaje żebrakiem.

Nie są w stanie się zasymilować?


To dwa różne światy. W dżungli nie ma przeszłości. Nikt nie wie, ile ma lat, nie istnieje coś takiego jak rok czy miesiąc. Zdarzało się, że czekałam wiele dni na kogoś, z kim się umówiłam. Bo Indianie przychodzą wtedy, gdy po prostu nadejdzie odpowiedni czas na spotkanie. W dżungli przeszłość istnieje o tyle, że się o niej opowiada. O przyszłości nie warto myśleć, bo nie wiadomo, co się wydarzy. Tam zrozumiałam, że ważne jest to, co robimy teraz. I nie warto odkładać niczego na później, bo jutro może wcale nie nadejść.

Dżungla uczy doceniać inne wartości niż materialne?

Tam odkryłam swoją wewnętrzną siłę, jaką każdy z nas w sobie nosi, ale zwykle z niej nie korzysta. Bo nie musi. Jeśli nie chce się komuś czegoś robić, to wzrusza ramionami, mówi "nie chce mi się" i żyje dalej. W dżungli każde poddanie się słabościom może oznaczać śmierć. A w naszym świecie niby ludzie chcą spełniać swoje marzenia, ale tak na co dzień nie robią nic w tym kierunku, bo to wymagałoby odrobiny siły woli, konsekwencji i wysiłku. Wolą więc nie robić nic i dryfować przez życie na tratwie bez kompasu.

Ale nie wybrała pani dżungli jako miejsca do życia.

Bo znalazłam równowagę. Będąc tutaj, jestem częścią tego świata, a jadąc tam, staję się częścią tamtego. Nie próbuję ich zmieniać, porównywać ani przenosić zasad z jednego do drugiego.

Czy pani nigdy nie kusiło, żeby dotrzeć do takiego plemienia, które nigdy nie widziało białego człowieka?

Ja byłam wśród takich Indian. Wiele lat temu, kiedy kierowałam się typowym dla białego człowieka sposobem myślenia. Wydawało mi się, że jeśli gdzieś kryją się "prymitywne" plemiona Indian, to ja tam pojadę i stanę się wielkim odkrywcą. No i stałam się odkrywcą, ale co z tego? Pamiętam, jak uświadomiłam sobie własną bezmyślność i zachłanność. Indianie w tamtej wiosce wtedy po raz pierwszy zobaczyli osobę o białej skórze i niebieskich oczach. Zapragnęli też nosić buty i chronić stopy przed kolcami. Chcieli jeść ryż z torebki zamiast manioku. Ale nasza cywilizacja dałaby im też alkohol, choroby, na które nie są odporni, jak na przykład zwykłą grypę, która zabijała tysiące Indian po kontakcie z konkwistadorami. Dlatego dzisiaj nikomu nie mówię, jak trafić do tamtej wioski. I sama już też nigdy tam nie pójdę. Żeby im w ten sposób okazać szacunek, żeby mogli żyć tak, jak chcą.


k.dulkowski@polskatimes.pl
 

Komentarze

Dodajesz jako: Gość

Ilość znaków do wpisania:

Dodając komentarz, akceptujesz regulamin forum

zaloguj się