Na razie nie. Na razie wierzę w inne scenariusze - tak lubelski polityk odpowiada na nasze pytanie, czy zamierza założyć własne ugrupowanie. Zadufanie w sobie to cecha wielu polityków, o buławie wodzowskiej marzą wszyscy, każdy śni o własnej partii.
Główny gracz w PO Janusz Palikot ubezwłasnowolniony do czasu nowego rozdania kart w partii, które nastąpi na majowym kongresie? Niewykluczone. Zawieszenie go w prawach członka Platformy na trzy miesiące po zakończeniu prawyborów - taki scenariusz, jak ustaliła "Polska", poważnie rozważa Donald Tusk zirytowany tym, że lubelski polityk coraz mocniej pokpiwa sobie z samego premiera. - Nie wyobrażam sobie scenariusza, w którym nie dostaję w najbliższym czasie żadnej poważnej propozycji politycznej - mówi tymczasem pewnie sam Palikot w rozmowie z "Polską".
I nie ukrywa, że nadszedł czas, by Tusk i Platforma spłacili polityczne długi za to, że wziął na siebie rolę głównego zabijaki partii.
Chcę być szefem partii, poważnym ministrem, wicepremierem - rzuca między słowami to tu, to tam od kilku miesięcy Janusz Palikot. A jego kolejne tak jawne wyrazy aspiracji spotykają się zazwyczaj z uśmieszkami politowania. Bo w polityce polskiej przyjęło się, że tylko głupek mówi o tym, do czego dąży. Ale Palikot wychodzi z innego założenia: że Polacy właśnie lubią wiedzieć, o co politycy grają. I z tym przekonaniem od kilku tygodni gra już na poważnie. Te deklaracje to już nie tylko zwykłe prowokacje obliczone na budowanie swojej pozycji przez rozgłos. Bo Palikot doszedł do wniosku, że ma ten etap za sobą, bo zbudował sobie taką pozycję, że teraz należy mu się coś poważnego.
Właśnie w najbliższy poniedziałek do księgarń ma trafić książka "Ja, Palikot". W rozmowie z Cezarym Michalskim lubelski polityk wyraźnie daje do zrozumienia, że PO na czele z Donaldem Tuskiem musi zrozumieć, że etap jego służenia partii w roli błazna i maszyny do zabijania braci Kaczyńskich się skończył. Jednocześnie coraz szerzej uchyla kulisy mechanizmów funkcjonujących w Platformie, dając do zrozumienia liderom partii, jaką bronią dysponuje. - Palikot wyraźnie przyciska kolanem Platformę: zacznijcie mnie traktować poważnie. Oczekuje podniesienia swojej pozycji z roli narzędzia do realizacji PR-owskich celów partii do poważnej politycznej funkcji - opowiada w rozmowie z "Polską" Michalski. Czy Pan dziś swoim zachowaniem i wypowiedziami mówi Platformie i Tuskowi "czas na spłatę długów"? - zapytaliśmy wczoraj wprost samego Palikota. - Bardzo handlowym językiem to pani ujmuje - zaśmiał się dotychczasowy nadworny błazen Tuska, by po chwili przyznać, że naprawdę tak jest. - Oczekuję dziś od Donalda Tuska poważnych propozycji. Zbliża się kongres PO i staram się wzmocnić swoją pozycję - potwierdza Palikot.
I rzeczywiście, z tygodnia na tydzień poczyna sobie coraz odważniej. Za złamanie rzekomo świętej zasady nieatakowania kandydatów na kandydata w wyścigu prezydenckim włos z głowy mu nie spadł. Ale obiecał samemu Tuskowi milczeć do końca prawyborów. Po czym znów uderzył, sugerując w Tok FM, że Sikorski po przegranych prawyborach przestanie być szefem MSZ. W sobotę zaś pojawił się niby przypadkiem jego wywiad dla portalu Onet, gdzie snuje kolejne wizje, łącznie z tym, że wygrałby wybory prezydenckie i że może być premierem po Tusku. - Ach, to moje milczenie będzie coraz głośniejsze!!! - kpił sobie na blogu Palikot, zapowiadając ten wywiad i książkę.
- Nie będę nikogo wyrzucał z Platformy za gadanie głupot, ale za przekroczenie przyzwoitości tak. Po powrocie do kraju zastanowię się, jaką granicę przekroczył - skwitował Donald Tusk, który ze słów Palikota musiał się tłumaczyć nawet podczas wizyty na Kaukazie.
- Tusk wie, że przed serią wyborów nie może wyrzucić Palikota. On ma już za mocną pozycję, koszty byłyby zbyt duże. To niebezpieczne, bo wszyscy się zgadzają, że - jak ujęła to ostatnio na zarządzie Hanna Gronkiewicz-Waltz - to już przypadek psychiatryczny. Tusk zastanawia się więc, jak w niego celnie uderzyć, nie wyrzucając go - mówi jeden ze współpracowników premiera. Czy uderzy? Nie wiadomo. Nie ulega wątpliwości jednak, że zbliża się zderzenie Tusk - Palikot.Rzecz w tym, że Palikot konsekwentnie dąży do celu. I kiedy licytuje stanowiska, jakie chciałby otrzymać, gdy wymienia szczeble, na które chciałby się wspiąć, nie wierzę mu. Gdyby naprawdę chciał, jakimś ministrem byłby już dawno. Wystarczyło przyhamować, uładzić język, skryć się w cieniu i po kilku miesiącach w nagrodę za zasługi zostałby na przykład ministrem kultury. Nie zrobił tego.
Lista Janusza Palikota
Bo prawdziwy cel tego polityka jest inny: to własna samodzielna partia.
Może nieaspirująca do przejęcia władzy, ale na pewno bycia języczkiem u wagi. Formacja na kilkanaście procent, zbudowana na jego popularności, nazwisku, wizerunku i pieniądzach.
Choć tak naprawdę właściwsza byłaby inna nazwa: lista Janusza Palikota. Luźna struktura czerpiąca siłę z lidera i obecności w mediach. Niebudująca jakichś rozdętych struktur, bez sztywnej wewnętrznej hierarchii. Takie przypadki już mieliśmy. Choćby Samoobronę Andrzeja Leppera, który wymieniał ludzi co dwa lata, a wyborcy tego nie zauważali. W pewnym momencie ten król polskich populistów też używał nazwy "Lista Leppera". W Holandii niedawno święciła triumfy Lista Pima Fortuyna (Lijst Pim Fortuyn).
Istota sprawy oczywiście tkwi nie w nazwie, ale w konstrukcji takiej formacji. Tu kluczem jest wyrazistość lidera, którą Palikot konsekwentnie buduje. W wielu wywiadach z dumą odwołując się do rzadko używanej przez polityków kategorii rozpoznawalności. I jest w stanie taką listę zbudować.
Czy to zrobi?Wbrew pozorom umie czekać, ale ostatnie jego ruchy wskazują, że już podjął decyzję. Rozpoznawalność ma gigantyczną, popularność sporą, czuje, że w Platformie więcej nie zwojuje. Teraz do pełni szczęścia potrzeba mu tylko jednego: aury męczennika, człowieka, który za swoje poglądy i bezkompromisowość został wyrzucony z Platformy Obywatelskiej. Właśnie o to gra, cynicznie napinając linę wytrzymałości kolegów.
Postpolityk doskonały
Dlaczego to robi?Czy czuje się tak pewny siebie?Nie, po prostu wyciąga logiczne wnioski z tego, co dało tak wielki sukces Platformie Obywatelskiej. Zrozumiał, że skoro jego obecna partia może tak skutecznie i długo opierać swoją potęgę na osobistej popularności Donalda Tuska, skoro pod silnym szyldem mieszczą się dziś i chłopcy Romana Giertycha, i były eseldowski Włodzimierz Cimoszewicz, to znaczy to, że szyld i wizerunek są wszystkim. A partia - pełni rolę usługową, jest tylko dodatkiem, aparatem.
Palikot pamięta też, na czym zbudował swoją siłę i wpływy pozwalające mu dziś żądać stanowisk i spłaty długów: na mediach. A jeszcze precyzyjniej mówiąc - na zdolności posługiwania się mediami. Budowania takich przekazów, które docierają wprost do ludzi ponad głowami dziennikarzy. I które są odporne na interpretacje. Lubelski poseł Platformy zna siłę tych zabiegów. Wie, że tak jak budowały PO, poniżały przeciwników tej partii, tak samo dobrze, inteligentnie użyte (z pomocą agencji PR), mogą też służyć jemu samemu i jego drużynie.
Jest tak naprawdę postpolitykiem doskonałym, człowiekiem z plastyku, mogącym powiedzieć wszystko, co w danej chwili może być przydatne.
Od prawicy ku lewicy
Bo także kierunek, w jakim zmierza, nie jest przypadkowy. Jeszcze kilka lat temu finansował prawicowy i katolicki tygodnik "Ozon". Potem lokował się w centrum, na liberalno-konserwatywnym skrzydle Platformy. A po wyborach roku 2007 ostro skręcił w lewo. Skąd ta ewolucja?Pewnie zmieniał się sam, przejścia osobiste miały na to wpływ. Ale nie tylko.
Palikot dostrzegł, i w kilku wywiadach mówił o tym głośno, że miejscem niemal całkowicie dziś niezagospodarowanym jest lewica. Postkomunistyczne struktury i liderzy nie mają szans wykorzystać potencjału, jakim jest ta grupa wyborców. Nie umieją znaleźć nowoczesnego języka dla opisania swoich celów, zejść z piedestału. A także, co może akurat dobrze o nich świadczy, mają opory przed używaniem języka populistycznego.
Palikot takich wahań nie ma. Wie, że takiej szansy jak dzisiaj miał nie będzie. W PO jest na szczycie - dalej może tylko spadać. Dlatego jedyne pytanie dotyczy tego, czy zdecyduje się odejść z Platformy przed tymi czy kolejnymi wyborami.
Polskapresse sp. z.o.o informuje, że wszystkie treści ukazujące się w serwisie PolskaTimes.pl podlegają ochronie. Dowiedz się więcej.
Jesteś zainteresowany kupnem treści? Dowiedz się więcej.