Dominik Lutostański, Kacper Rogacin
2010-03-13 09:22:58, aktualizacja: 2010-03-13 09:24:47
Polka poprosiła o przebadanie próbki B, gdy okazało się, że w jej organizmie wykryto EPO - środek zwiększający ilość czerwonych krwinek we krwi. Po jego zażyciu nie odczuwa się zmęczenia, jest on jednak bardzo niebezpieczny, gdyż powoduje zagęszczenie krwi i spadek tętna. Polka stanowczo stwierdziła, że nie przyjmowała żadnych niedozwolonych środków, jednak jej słowa są mało przekonujące.
Cała sytuacja wzbudziła wiele kontrowersji, z czego skorzystała pięciokrotna medalistka z Vancouver Marit Bjoergen.
- Uważam, że to trochę śmieszna sytuacja. Justyna wypowiadała się o mojej astmie i oskarżała mnie o doping, a to właśnie biegaczka z jej kraju została przyłapana - powiedziała z uśmiechem na twarzy Norweżka
Justyna Kowalczyk znana z ciętych ripost stwierdziła, że dostaje się jej za błąd, który popełniła właśnie Marek: - Ja myślę za siebie, nie za koleżanki. W ogóle razem nie trenujemy, za nią odpowiadają inni szkoleniowcy. Zawsze gdy mnie badają, jestem czysta. Przez takie głupie decyzje, jak w tej sytuacji, to ja jestem pod ostrzałem krytyki - stwierdziła nasza złota medalistka z Vancouver.
W szczęśliwe zakończenie całej afery nie wierzy sekretarz generalny Polskiego Związku Narciarskiego Grzegorz Mikuła i zapowiada "twardą" rozmowę z trenerem biegaczek i Kornelią Marek. - Jesteśmy zaskoczeni tą sytuacją. Niestety, najprawdopodobniej próbka B potwierdzi wyniki pierwszych badań. Jednak dopiero gdy będziemy pewni na sto procent poprosimy o wyjaśnienia - stwierdził.