Polska » Kubrick symfonicznego rocka - Alan Parsons

Kubrick symfonicznego rocka - Alan Parsons

Data dodania: 2010-03-12 10:25:16 ▪ Ostatnia aktualizacja: 2010-03-12 10:25:16

Warszawa

Tadeusz Żarek

PrześlijDrukuj
Mniejsza czcionka Większa czcionka
Kubrick symfonicznego rocka - Alan Parsons

Alan Parsons jest jednym z najbardziej cenionych realizatorów dźwięku (© fot. materiały prasowe)

Alan Parsons przez wiele lat w ogóle nie występował na żywo. Ale czasy się zmieniły, technika również, więc i on dał się przekonać. I bardzo dobrze.

Wieloletni lider formacji The Alan Parsons Project to prawdziwa szara eminencja brytyjskiej muzyki ostatniego półwiecza. Choćby ten 62-letni brodaty Angol nigdy w życiu nie powołał do życia zespołu, jego nazwisko i tak figurowałoby na zaszczytnym miejscu w rockowych annałach. Nie tylko bowiem zrewolucjonizował podejście do pracy studyjnej, ale też - jako ceniony realizator dźwięku - był cichym bohaterem paru płyt, za które 99 procent rockowej społeczności dałoby się dobrowolnie przypiekać na wolnym ogniu.

Jakieś tytuły? Proszę bardzo: "Abbey Road" i "Let It Be" Beatlesów, "Wild Life" i "Red Rose Speedway" Paula McCartneya czy album, za który dostał pierwszą nominację do Grammy (w sumie ma ich na koncie 10) i który zapewnił mu muzyczną nieśmiertelność: "Dark Side of the Moon" Pink Floyd.
∨ Czytaj dalej
Realizował też płyty m.in. Ala Stewarta, The Hollies czy Cockney Rebel. Do dziś zresztą pozostaje jednym z najwybitniejszych speców od studyjnej magii i jego nazwisko w każdym studiu na świecie wypowiada się z czcią.

Artyści, którzy z nim pracowali, podkreślają jednak zgodnie, że Parsons nigdy nie był zwykłym facetem od kręcenia gałkami. Miał własną wizję i konsekwentnie ją realizował. I zawsze powtarzał, że jego największymi idolami nie są muzycy, ale filmowcy - Stanley Kubrick czy Alfred Hitchcock. Marzył o tym, by ich metody pracy przetransponować na płaszczyznę dźwięków. Chciał być prawdziwym muzycznym reżyserem, przenieść punkt ciężkości z artystów gwiazd na realizatora, który sam czuwa nad swym autorskim projektem.

Kluczem do realizacji tych marzeń miał być powołany do życia w 1975 r. nietypowy twór (bo trudno raczej nazwać go zespołem) znany jako The Alan Parsons Project. Parsons założył go wspólnie z poznanym rok wcześniej w stołówce legendarnego studia Abbey Road kompozytorem, pianistą i wokalistą Erikiem Woolfsonem. Podzielili się obowiązkami w ten sposób, że Woolfson wziął na siebie rolę scenarzysty i jednego z aktorów - pisał piosenki, grał i (zwłaszcza w późniejszym okresie działalności grupy) śpiewał - a Parsons niczym reżyser czuwał nad aranżacjami, brzmieniem i układem całości, od czasu do czasu jedynie podgrywając na klawiszach albo gitarze. Pozostali muzycy i wokaliści - niczym aktorzy w filmie - zmieniali się z płyty na płytę.

Debiutancki album Alan Parsons Project zatytułowany "Tales of Mystery and Imagination" ukazał się w 1976 r. i od razu przyniósł "zespołowi" spore uznanie zarówno wśród fanów, jak i krytyków. Chwalono bogate, niemal symfoniczne brzmienie, dopracowaną w najdrobniejszych szczegółach produkcję i popularny wówczas wśród art-rockowców literacki koncept (wszystkie kompozycje były oparte na opowieściach Edgara Allana Poe).

Wszystkie te elementy okazały się zresztą artystyczną wizytówką projektu, powielaną na kolejnych płytach, jak m.in. "I, Robot" z 1977 r. (zainspirowana znaną powieścią Isaaca Asimova), "Pyramid" z 1978 r. (odwołująca się do motywów staroegipskich) czy "Turn of a Friendly Card" z 1980 r. (poświęcona w całości wątkom hazardu i gier karcianych). Zarazem jednak Parsons i Woolfson potrafili połączyć art-rockowe wyrafinowanie z niemal popową przystępnością, dzięki czemu wiele ich kompozycji było w swoim czasie prawdziwymi megahitami. Najlepszym przykładem jest tytułowa piosenka z albumu "Eye in the Sky" (1982), która dotarła do pierwszej trójki listy Billboardu, a jej instrumentalne intro - znane jako "Sirius" - do dziś rozbrzmiewa podczas wielkich imprez sportowych, jak choćby mecze NBA.

Pomimo tych wszystkich sukcesów The Alan Parsons Project nigdy nie wystąpił na żywo. Pomysłodawcy projektu uważali, że to niepotrzebne, a poza tym ówczesna technika nie była w stanie oddać na żywo całej złożoności brzmienia. Sytuacja zmieniła się dopiero w połowie lat 90., już po rozpadzie grupy. Parsons przemianował wtedy nazwę na The Alan Parsons Live Project i za zgodą Woolfsona (który opuścił Alan Parsons Project w 1990 r., a pod koniec ubiegłego roku zmarł na raka) zaczął regularnie koncertować po całym świecie, prezentując zarówno stary materiał, jak i swoje aktualne poczynania.

I w takiej właśnie konwencji wystąpi we wtorek, proponując małą wycieczkę w czasy największej świetności rocka symfonicznego. Ale nie zdziwcie się, gdy ze sceny poleci też rasowe techno. Parsons zawsze był człowiekiem, który nienawidzi stać w miejscu. I nic, co istotne w muzyce, nie jest mu obce.

The Alan Parsons Live Project
16.03, Sala Kongresowa, pl. Defilad 1 (PKiN), godz. 19, bilety: 95-300 zł

Komentarze

przejdź na forum

Dodajesz jako: Gość

ilość znaków do wpisania:

Dodając komentarz, akceptujesz regulamin forum

Zaloguj przez Facebook

Rozrywka

Polska

  • Czytaj nas na iPhone oraz iPad
  • Czytaj nas na Androidzie
  • Czytaj nas na pozostałych telefonach
  • Rozrywka NMEkstraklasa LiveZobacz inne aplikacje

Aktualne wydanie:

"Polska", piątek 25.05.2012

Kup e-wydanie

Prenumerata:

Informacje: 22 201 41 01
Zamówienia z Warszawy bezpośrednio u dystrybutorów:
Ruch SA: 22 581-98-06/24
Kolporter SA: 22 355- 04- 71/73/74/77
GLM: 22 649-41-61 lub 22 649-40-80
e-wydania: www.prasa24.pl; www.e-gazety.pl, www.e-kiosk.pl

Zamów prenumeratę

Reklama:

Polskapresse Sp. z o.o. Oddział Biuro Reklamy w Warszawie

Wiktor Pilarczyk tel. 022 201 41 00

ul. Domaniewska 41
02-672 Warszawa
tel. 22 201-41-00
fax 22 201-41-99
e-mail: reklama.warszawa@polskapresse.pl

Zamów reklamę

Kontakt z redakcją:

ul. Domaniewska 41 (budynek Saturn, II piętro)
02-672 Warszawa
tel. 022 201 42 00, 022 201 42 01
faks 022 201 42 01
redakcja@polskatimes.pl

Napisz do nas

Zapisz się do Newslettera

Reklama

Reklama

Polskapresse sp. z.o.o informuje, że wszystkie treści ukazujące się w serwisie PolskaTimes.pl podlegają ochronie. Dowiedz się więcej.
Jesteś zainteresowany kupnem treści? Dowiedz się więcej.