Przegrała 0:1 po bramce Piotra Piechniaka, ale nie gra piłkarzy Jana Urbana, na widok której zgrzytały zęby, była tego dnia najgorsza. Piłkarze i trener przechodzili samych siebie w tłumaczeniu przyczyn porażki. Nieporozumieniem jest wypowiedź Jakuba Wawrzyniaka dla oficjalnej strony internetowej klubu: - Być może przerosła nas presja wyniku. Bardzo chcieliśmy wygrać, ale to nam nie wyszło.
Żart? Przejęzyczenie?
Oby. Bo jeśli lewy obrońca Legii, powtórzmy: Legii po meczu u siebie z ostatnią drużyną w tabeli mówi o problemach z wytrzymaniem ciśnienia, znaczy to, że z tej mąki chleba nie będzie. Faux pas popełnił też trener Urban. Po spotkaniu winą za porażkę obarczał kibiców, którzy jego zdaniem nie pomagają drużynie. Jeżeli nawet się z tym zgodzić, to kolejne zdania sugerujące, że gdyby fani dopingowali, to udałoby się Odrę pokonać, były już co najmniej nie na miejscu. Bo nawet jakby trybuny ryczały i gwizdały przez 90 min, a na murawę spadały świńskie ryje, Legia nie miała prawa tego meczu przegrać. Zwłaszcza mając świadomość, że zwycięstwo oznacza awans na pierwsze miejsce w tabeli ekstraklasy.
Urban mówił tydzień temu po wymęczonym zwycięstwie nad Cracovią, że w drużynie rodzi się charakter. Ten, kto oglądał mecz w Krakowie, powątpiewał, bo wygrana więcej miała wspólnego ze szczęściem niż ambicją i zaangażowaniem. Wczoraj Odra tylko potwierdziła, że forma Legii to jedynie ubrana w okrągłe słowa prowizorka. Maciej Iwański, jeden z tych, który zawiódł najbardziej, mówił po meczu, że drużyna ze stolicy nie grzeszy świeżością. Legia grzeszy na pewno, i to od dłuższego czasu, futbolowym prymitywizmem.
Dziwi też, że Urban wprowadził na decydujące minuty spotkania Piotra Gizę. Gdy środkowy pomocnik wstawał z ławki rezerwowych i wysłuchiwał wskazówek trenera, już wtedy z trybun popłynęły gwizdy. Postawienie w takim momencie na Gizę, któremu łydki na myśl o wyjściu na boisko trzęsą się od dawna, pachnie sabotażem. Że kibice mu przeszkadzali? Przeszkadzali, tylko co to za wytłumaczenie dla piłkarza walczącego o mistrzostwo Polski. Powtarzaliśmy już nie raz cytat z ostatniego wywiadu dla "Polski" z Mirosławem Trzeciakiem.
- Legia to klub dla bezczelnych. Nie każdy nadaje się, by tu grać - mówił dyrektor sportowy.
Święte słowa. Tyle że dotyczą nie tylko piłkarzy tego klubu. Za tydzień Legia gra na wyjeździe z Polonią Bytom (sobota, godz. 18.15). Znów bez Dicksona Choto, który będzie musiał jeszcze pauzować za czerwoną kartkę. Zabraknie też najprawdopodobniej Wojciecha Szali, który zszedł wczoraj z boiska na noszach w 8. min.
- Naderwałem mięsień dwugłowy. To ostatnio przydarza mi się dość często. Muszę być dobrej myśli. Zobaczymy, jak będę się czuł za dwa-trzy dni - skomentował kapitan Legii. Ale nie obrona jest dziś największym problemem Urbana. Nic dziwnego, że w warszawskim klubie już dziś szukają zawodników. Legia jest poważnie zainteresowana pomocnikiem reprezentacji Bułgarii z Lewskiego Sofia Georgijem Sormovem.