Menu Region

To ostatni dzwonek, by kupić tańszy samochód

To ostatni dzwonek, by kupić tańszy samochód

Data dodania: Ostatnia aktualizacja:

Polska

Tomasz Dominiak

Prześlij Drukuj
Kto chce sprowadzić auto z USA, musi się naprawdę spieszyć. W styczniu pisaliśmy, że Ministerstwo Infrastruktury chce wprowadzić tzw. badanie homologacyjne.
Teraz już wiemy, nastąpi to od kwietnia.

Auta sprowadzane ze Stanów Zjednoczonych od kwietnia przyszłego roku zdrożeją nawet o 16 tys. zł. Tyle wyniesie koszt badania dopuszczającego auta spoza Unii do użytku na naszych drogach. Co więcej, można je przeprowadzić tylko w Warszawie: w Przemysłowym Instytucie Motoryzacji oraz Instytucie Transportu Samochodowego.

Każdy, kto sprowadzi auto ze Stanów, musi liczyć się więc z długim okresem oczekiwania.


Dlatego właśnie kierowcy, którzy zastanawiają się nad importem samochodu z USA i chcą uniknąć problemów, powinni się pospieszyć. Zwłaszcza że gwałtowny wzrost importu i mała liczba dostępnych statków wydłużyła nawet do sześciu miesięcy czas transportu drogą morską. To oznacza, że np. zamawiając samochód teraz, możemy go odebrać na krótko przed wejściem w życie nowych przepisów.

Dzisiaj przy sprowadzaniu auta spoza Unii szczegółowe badania nie są potrzebne, bo zgodnie z obowiązującymi przepisami raz w roku każdy kierowca może sprowadzić jeden dowolny pojazd spoza krajów Wspólnoty. Ten przepis miał na celu ułatwienie pasjonatom kupna np. aut zabytkowych. Nikt nie przypuszczał, że przy rekordowo tanim dolarze zapoczątkuje on również masowy import aut ze Stanów.

Prywatny import zmusza koncerny i krajowe salony oferujące nowe auta do korekty cen. Chrysler obniżył je już dwukrotnie. Najpierw w maju o kilkanaście procent potaniały wszystkie modele, a w lipcu koncern wprowadził cennik w euro. Teraz klient, kupując amerykańskie auto w Polsce, płaci za nie według aktualnego kursu. W ciągu kilku miesięcy samochody tej marki potaniały średnio o 30-50 tys. zł.

Wcześniej z powodu importu, zarówno z USA, jak i Niemiec, ceny obniżyły Volkswagen, Toyota i Audi. Ostatnie korekty sprawiły, że nieco zmniejszyła się różnica cen między Polską a Europą Zachodnią.

W porównaniu do Stanów nadal jest u nas drogo. Przykładowo limuzyna Hyundai Sonata z silnikiem V6 w USA kosztuje ok. 50 tys. zł, w Polsce prawie 130 tys. zł. Doliczając koszt sprowadzenia i podatków, nowa Sonata ze Stanów będzie u nas kosztować 80 tys. zł, czyli o 50 tys. mniej niż w polskim salonie.

- Obowiązek przeprowadzenia badań homologacyjnych dla aut z USA sprawi, że z pewnością sprowadzenie samochodów klasy średniej nie będzie się już tak opłacać - mówi Leszek Lerch, ekspert branży motoryzacyjnej z firmy Ernst & Young.

W przypadku samochodów luksusowych dodatkowe wydatki nie wpłyną negatywnie na import, bo nowa opłata nie jest uzależniona od wartości pojazdu. Oszczędność, mimo że mniejsza, pozostanie opłacalna. Oznacza to, że ceny drogich aut w Polsce mogą nawet spadać, bo będą z nimi konkurować auta z prywatnego importu.

Właśnie w związku z importem z USA Lexus wprowadził u nas sporą obniżkę w lipcu, od 20 do nawet 88 tys. zł, w zależności od modelu.

Problem z importem aut z USA będzie też miał Infiniti, luksusowa marka Nissana, który zadebiutuje w Polsce jesienią.

Wprowadzenie obowiązku przeprowadzania pełnych badań homologacyjnych to kłopot dla chińskich producentów. Koncerny z Państwa Środka już znalazły jednak na to sposób.

Od września w Lublinie ma ruszyć produkcja pikapa Grand Tiger. Ponieważ auto będzie produkowane w Unii, wymóg kosztownej homologacji nie będzie go obejmował. Cena Grand Tigera ma wynosić 50 tys. zł, a więc będzie to najtańszy pikap na naszym rynku.

Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

 

Komentarze

Dodajesz jako: Gość

Ilość znaków do wpisania:

Dodając komentarz, akceptujesz regulamin forum

zaloguj się