Zgłosił Pan pomysł zawarcia sojuszu z SLD. Taka koalicja nie byłaby zaprzeczeniem istoty powstania i istnienia PiS?
Mam dosyć patrzenia w przeszłość i myślę, że tego oczekują też wyborcy. W Polsce dużo rozmawia się o tym, czy Bronek, czy Radek będzie następcą Donalda Tuska, ale nie jest to przecież największy problem. Dziurawe drogi, niedofinansowane szpitale i szkoły nie są prawicowe, lewicowe czy liberalne. Jak ostatnio byłem w przychodni, to nie widziałem na drzwiach napisu, że ona jest z SLD. Największą barierą dla rozwoju Polski jest dryfujący i od dwóch lat nic nierobiący Donald Tusk. On jest największym szkodnikiem. Dlatego podziały trzeba odłożyć na półkę i zająć się reformowaniem Polski, nawet jeżeli będzie to oznaczało rozmowy z SLDw parlamencie.
Naprawdę wyobraża Pan sobie sojusz z Leszkiem Millerem czy Józefem Oleksym?
Patrzyłem ostatnio na ławy sejmowe po lewej stronie. Nie widziałem tam ani Jaruzelskiego, ani Millera. Z tymi ludźmi nie ma co rozmawiać, bo ich nie ma w parlamencie. Są za to Bartosz Arłukowicz i Grzegorz Napieralski. I jeśli SLD będzie się zmieniać w tym kierunku, to stosunek do niego trzeba przedefiniować. Ze śmiertelnego wroga może się on stać w niektórych przypadkach przeciwnikiem politycznym, a w niektórych partnerem do rozmowy.
Według Napieralskiego esbecy dalej powinni mieć wyższe emerytury, a gen. Jaruzelski jest bohaterem.
W tym się z nim nie zgadzam, ale to nie znaczy, że nie mogę z nim rozmawiać o reformowaniu służby zdrowia albo tworzeniu przedszkoli. Dziś przed Polską stoją wielkie wyzwania. Albo za kilkanaście lat będzie ona analogowa - jak jest teraz, albo będziemy rozmawiać i stanie się cyfrowa - jak byśmy chcieli. Gdy słucham Grażyny Gęsickiej, przewodniczącej naszego klubu parlamentarnego, to jestem dumny z jej słów. Polska potrzebuje dziś wszystkich: tych z lewicy i prawicy, kobiety i mężczyzn, by dogonić Europę.
Ale to może być kolejny krok w przepaść. Po koalicji z Samoobroną i LPR staliście się obciachowi. Po sojuszu z SLDstracilibyście jeszcze profil ideologiczny. To wysoka cena.
Różni nas prawie wszystko - historia i pochodzenie. Ludzie, którzy zakładali PiS, byli po innej stronie barykady niż komuniści. Ale jesteśmy dwadzieścia jeden lat po 1989 r. i jedna rzecz nas nie różni - uważamy, że osłabianie państwa i dryfowanie jest szkodliwe. Co więcej, gdyby trzy lata temu ktoś powiedział, że Do-nald Tusk użyje służb specjalnych przeciwko dziennikarzom i politykom opozycji, nikt by w to nie uwierzył. Takie działania byliśmy raczej gotowi przypisywać postkomunistom, a Tusk okazał się jeszcze gorszy. Poza tym po aferze hazardowej nawet Lew Rywin wydaje się harcerzem. Zagrożeniem jest dziś PO.
Jest Pan pierwszym politykiem swojego ugrupowania, który otwarcie mówi o PiSolewie.
Mówię o sytuacji, która może się nigdy nie zdarzyć. Ale nie chcę żyć przez kolejne lata w kraju zmonopolizowanym przez partię swoistej miłości.
Anie bliżej Panu do Jarosława Gowina czy Marka Biernackiego?
Oczywiście bliżej, ale oni musieliby zrzucić z siebie jarzmo Donalda Tuska. Jeśli jest tak, że oni są pod zamordystycznym wpływem premiera, to szans na rozmowy nie ma.