Menu Region

Nie zainwestuję w

Nie zainwestuję w oddłużone szpitale

Data dodania: Ostatnia aktualizacja:

Polska

prof. Jarosław Leszczyszyn, wiceprezes spółki EMC zarządzającej siecią szpitali

Prześlij Drukuj
Na oddłużone i przekształcone w spółki publiczne szpitale nie znajdą się kupcy. Ci, którzy liczyli na szybką prywatyzację, rozczarują się. Powód jest prosty. Nie mamy w Polsce prawdziwego rynku usług szpitalnych - większość placówek jest publiczna - inwestorzy nie mogą więc liczyć na godziwy zysk. Jeśli zaś rząd spełni swoje obietnice i oddłuży szpitale, samorządy po prostu przestaną interesować się ich losem i nie będą już dążyć do ich sprzedaży.

Lokalne władze zajmują się szpitalami dopiero wtedy, kiedy nie mogą sobie z nimi poradzić. Wielokrotnie się o tym przekonałem. EMC Instytut Medyczny przejął dotychczas trzy takie placówki. Dlatego jestem pewien, że samorządy przekształcą szpitale w spółki, jak chce rząd, i na tym koniec. Dofinansowane przez państwo kliniki będą jakoś działać do momentu, kiedy znów się zadłużą, a lokalne władze w tym czasie zajmą się tysiącem innych problemów w swoim regionie.

Swoją drogą to chyba już piąte oddłużenie w Polsce. Podobne operacje mają co jakiś czas miejsce w całej Europie, bo publiczna ochrona zdrowia ma tę szczególną cechę, że pochłania każdą ilość pieniędzy i zawsze jest ich za mało.

Zapowiadane przez rząd darowanie długów tej prawidłowości nie zmieni. Być może znajdą się pojedyncze szpitale, których dyrektorzy będą się starali wykorzystać hojność rządu i spróbują znaleźć pieniądze na rozwój swoich placówek. Dla inwestorów takie szpitale to zresztą skarb, ale boomu z tego nie będzie.

Sęk w tym, że w Polsce nie działa wolny rynek usług szpitalnych. Budżety szpitali zależą od kontraktów z państwowym NFZ. Nasza firma działa na rynku już siedem lat i oczywiście spotykam inwestorów zainteresowanych przejęciem szpitali. Na początku rzeczywiście są naszym rynkiem zafascynowani, jesteśmy przecież dużym krajem, ale kiedy dowiadują się, jakie budżety mają szpitale, dają sobie z kupnem spokój.

W większości publicznych szpitali w Polsce, niezależnie od ich struktury, koszty wynagrodzeń stanowią 50-80 proc. i będą rosnąć. Równocześnie nakłady na ochronę zdrowia w Polsce przypadające na jednego mieszkańca są kilkakrotnie niższe niż w innych krajach Europy. Potencjalny kupiec nie znajdzie więc na naszym rynku zysków, które usprawiedliwią poważne inwestycje.

Zagraniczni inwestorzy zaczną się interesować polskimi szpitalami dopiero wtedy, kiedy będziemy bogatsi, a na rynku przybędzie placówek oferujących odpłatne usługi.

Sytuację na rynku poprawiłoby również wprowadzenie prawdziwych ubezpieczeń dodatkowych. Dla pacjenta oznaczałoby to możliwość dopłacenia do usług, od których jest już ubezpieczony. Dziś pacjent albo korzysta z ubezpieczenia w NFZ, albo płaci z własnej kieszeni. Zmiana wymagałaby jednak jasnej i odważnej decyzji ze strony polityków. Aż tyle.

Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

 

Komentarze

Dodajesz jako: Gość

Ilość znaków do wpisania:

Dodając komentarz, akceptujesz regulamin forum

zaloguj się