Wówczas minister skarbu jako właściciel spółki miałby wprowadzić do spółki bądź zarząd komisaryczny, bądź likwidatora. A obecne, i to poważne, kłopoty finansowe telewizji doskonale się w ten plan wpisują.
Oto pod wielkim znakiem zapytania stoi kredyt 100 mln zł, o jaki już od kilku miesięcy stara się TVP. - Kredyt miał być kołem zamachowym, który pozwoliłby spółce przetrwać tragiczne pod względem dochodów styczeń i luty i związać koniec z końcem - mówi jeden z członków rady nadzorczej TVP.
Jak dowiedziała się "Polska", bank Pekao SA, który miał kredytu udzielić, domaga się zabezpieczenia w postaci ustanowienia hipoteki na siedzibę spółki przy ul. Woronicza. Ale sprawa hipoteki nie została załatwiona. - Cały czas toczą się procedury. Jeśli telewizja uzupełni braki, umowa zostanie zrealizowana - mówi nam Arkadiusz Mierzwa, rzecznik prasowy Pekao SA.
Z kolei w radzie nadzorczej usłyszeliśmy, że TVP warunku nie spełnia, bo nie dość, że hipoteka na nieruchomości nie jest ustanowiona i nie zrobi się tego z dnia na dzień, to na dodatek bank żąda zabezpieczenia w wielkości trzykrotnej wartości kredytu. Co prawda rada nadzorcza wydała już zgodę zarządowi na oddanie siedziby TVP pod zastaw kredytu. Zarząd miał też opinię prawną, z której wynikało, że do wzięcia kredytu nie potrzebuje zgody właściciela spółki - ministra skarbu. Po kontroli NIK prawnicy zmienili jednak zdanie. Okazało się, że źle interpretowali przepisy i taka zgoda jest niezbędna.
Procedura znów się wydłużyła i na razie ani w radzie nadzorczej, ani w zarządzie nie ma pewności, na jakim etapie utknęła sprawa tej zgody. - Wniosek o zgodę do ministerstwa nie dotarł - mówi Maciej Wewiór, rzecznik prasowy ministra Aleksandra Grada. - Nie ma takiej możliwości, aby minister Grad się na to zgodził - uwa_ża z kolei jeden z polityków Platformy.
Ale na tym kłopoty TVP się nie kończą. Już od jakiegoś czasu spółka ma problemy z płatnościami firmom producenckim, które na zlecenie TVP produkują filmy. TVP chwali się nowościami i zapowiada je w ramówce (np. "Licencję na wychowanie"), tymczasem zwleka z podpisaniem umów z producentami, choć odcinki już powstają. Większe firmy producenckie wolą usprawiedliwiać TVP, bo wciąż zależy im na kontraktach. Ale dla małych firm brak opłaconych przez TVP faktur oznacza duże kłopoty.
- W ubiegłym roku poprzedni prezes Piotr Farfał podjął uchwałę o przedłużeniu płatności faktur z 7 dni do 30. W tej chwili nawet ten wydłużony czas nie jest przestrzegany, a jeśli już TVP płaci, to nie całość, ale dzieli kwoty na części. Takiej sytuacji jeszcze nigdy nie było i liczymy się z tym, że część firm producenckich upadnie - mówi "Polsce" producent jednego z popularnych seriali.
- Z pewnością w niesławie kończy się pewien model telewizji publicznej - podsumowuje sytuację medioznawca prof. Maciej Mrozowski, który dodaje, że jeszcze dwa lata temu nigdy by się nie spodziewał, że może nastąpić taki rozkład telewizji.
A ten rozkład biegnie dwutorowo. Z jednej strony przyśpieszyły go zapowiedzi o likwidacji abonamentu, w obliczu czego nawet najzdolniejsi menedżerowie byliby bezradni. Z drugiej jednak strony telewizyjne intrygi i spiski, odwoływania jednych i powroty innych pokazują, że obecna koalicja PiS-SLD jest koalicją praktyczną, nastawioną na to, by wyrwać z publicznych pieniędzy, ile jeszcze się da, no i dociągnąć do wyborów. Dziś i dla medioznawców nie ulega już wątpliwości, że sytuacja w telewizji powinna zostać uregulowana z zewnątrz.
Oczywiście TVP nie padnie z miesiąca na miesiąc, ale będzie zmuszona na przykład ograniczyć emisję programów do czterech godzin dziennie.
Wczoraj minister kultury Bogdan Zdrojewski otrzymał projekt ustawy medialnej, nad którą pracowały środowiska twórcze, i uznał, że jest to już płaszczyzna do poważnej rozmowy. Stąd też w przyszłym tygodniu projekt stanie na debacie i jest polityczna wola, aby przyjąć go, i to jak najszybciej.