Plan przejęcia TVP istnieje w PO już od jakiegoś czasu. Ale po rezygnacji Donalda Tuska z kandydowania na prezydenta sprawą pilną stało się uniemożliwienie PiS i SLD wykorzystywania telewizji do kampanii wyborczej. Jak nieoficjalnie dowiedziała się "Polska", atak odbicia telewizji miałby nastąpić jeszcze przed wakacjami.
Wówczas minister skarbu jako właściciel spółki miałby wprowadzić do spółki bądź zarząd komisaryczny, bądź likwidatora. A obecne, i to poważne, kłopoty finansowe telewizji doskonale się w ten plan wpisują.
Oto pod wielkim znakiem zapytania stoi kredyt 100 mln zł, o jaki już od kilku miesięcy stara się TVP. - Kredyt miał być kołem zamachowym, który pozwoliłby spółce przetrwać tragiczne pod względem dochodów styczeń i luty i związać koniec z końcem - mówi jeden z członków rady nadzorczej TVP.
Jak dowiedziała się "Polska", bank Pekao SA, który miał kredytu udzielić, domaga się zabezpieczenia w postaci ustanowienia hipoteki na siedzibę spółki przy ul. Woronicza. Ale sprawa hipoteki nie została załatwiona. - Cały czas toczą się procedury. Jeśli telewizja uzupełni braki, umowa zostanie zrealizowana - mówi nam Arkadiusz Mierzwa, rzecznik prasowy Pekao SA.
Z kolei w radzie nadzorczej usłyszeliśmy, że TVP warunku nie spełnia, bo nie dość, że hipoteka na nieruchomości nie jest ustanowiona i nie zrobi się tego z dnia na dzień, to na dodatek bank żąda zabezpieczenia w wielkości trzykrotnej wartości kredytu. Co prawda rada nadzorcza wydała już zgodę zarządowi na oddanie siedziby TVP pod zastaw kredytu. Zarząd miał też opinię prawną, z której wynikało, że do wzięcia kredytu nie potrzebuje zgody właściciela spółki - ministra skarbu. Po kontroli NIK prawnicy zmienili jednak zdanie. Okazało się, że źle interpretowali przepisy i taka zgoda jest niezbędna.
Procedura znów się wydłużyła i na razie ani w radzie nadzorczej, ani w zarządzie nie ma pewności, na jakim etapie utknęła sprawa tej zgody. - Wniosek o zgodę do ministerstwa nie dotarł - mówi Maciej Wewiór, rzecznik prasowy ministra Aleksandra Grada. - Nie ma takiej możliwości, aby minister Grad się na to zgodził - uwa_ża z kolei jeden z polityków Platformy.
Ale na tym kłopoty TVP się nie kończą. Już od jakiegoś czasu spółka ma problemy z płatnościami firmom producenckim, które na zlecenie TVP produkują filmy. TVP chwali się nowościami i zapowiada je w ramówce (np. "Licencję na wychowanie"), tymczasem zwleka z podpisaniem umów z producentami, choć odcinki już powstają. Większe firmy producenckie wolą usprawiedliwiać TVP, bo wciąż zależy im na kontraktach. Ale dla małych firm brak opłaconych przez TVP faktur oznacza duże kłopoty.
- W ubiegłym roku poprzedni prezes Piotr Farfał podjął uchwałę o przedłużeniu płatności faktur z 7 dni do 30. W tej chwili nawet ten wydłużony czas nie jest przestrzegany, a jeśli już TVP płaci, to nie całość, ale dzieli kwoty na części. Takiej sytuacji jeszcze nigdy nie było i liczymy się z tym, że część firm producenckich upadnie - mówi "Polsce" producent jednego z popularnych seriali.
- Z pewnością w niesławie kończy się pewien model telewizji publicznej - podsumowuje sytuację medioznawca prof. Maciej Mrozowski, który dodaje, że jeszcze dwa lata temu nigdy by się nie spodziewał, że może nastąpić taki rozkład telewizji.
A ten rozkład biegnie dwutorowo. Z jednej strony przyśpieszyły go zapowiedzi o likwidacji abonamentu, w obliczu czego nawet najzdolniejsi menedżerowie byliby bezradni. Z drugiej jednak strony telewizyjne intrygi i spiski, odwoływania jednych i powroty innych pokazują, że obecna koalicja PiS-SLD jest koalicją praktyczną, nastawioną na to, by wyrwać z publicznych pieniędzy, ile jeszcze się da, no i dociągnąć do wyborów. Dziś i dla medioznawców nie ulega już wątpliwości, że sytuacja w telewizji powinna zostać uregulowana z zewnątrz.
Oczywiście TVP nie padnie z miesiąca na miesiąc, ale będzie zmuszona na przykład ograniczyć emisję programów do czterech godzin dziennie.
Wczoraj minister kultury Bogdan Zdrojewski otrzymał projekt ustawy medialnej, nad którą pracowały środowiska twórcze, i uznał, że jest to już płaszczyzna do poważnej rozmowy. Stąd też w przyszłym tygodniu projekt stanie na debacie i jest polityczna wola, aby przyjąć go, i to jak najszybciej.