(© AP)
Przemysław Franczak
2010-02-21 15:39:55, aktualizacja: 2010-02-22 17:46:39
Na dużej skoczni czarodziejów było dwóch, ale złoto tylko jedno. Znowu zgarnął je Harry Potter skoków narciarskich, czyli fenomenalny Szwajcar Simon Ammann. Adam Małysz też jednak był niesamowity. Po raz drugi na tych igrzyskach, a trzeci w karierze został wicemistrzem olimpijskim.
- Te dwa srebrne medale są dla mnie jak złote. Simon był nie do pobicia, skakał w zupełnie innej lidze - mówił wzruszony i autentycznie szczęśliwy Polak, którego magia przyciągnęła do Whistler Olympic Park tłumy rodaków. Nie obejrzeli wielkiego triumfu idola, nie zobaczyli jak spełnia się jego wielkie marzenie o olimpijskim triumfie, ale byli świadkami kolejnej historii, która buduje jego niezwykłą legendę. Legendę jednego z najwybitniejszych zawodników wszech czasów.
Po jego drugim skoku w Whistler Olympic Park zapadła cisza. Adam skoczył dobrze - 133,5 m - i wydawało się, że ma zagwarantowane przynajmniej srebro, ale nikt nie chciał wychodzić przed orkiestrę. Kibice stali w milczeniu i niecierpliwie przestępowali z nogi na nogę, bo obliczanie not przeciągało się w nieskończoność. W końcu - jest! Przy nazwisku Polaka wyskoczyła jedynka. Nie wiadomo, kto w tym momencie zwariował ze szczęścia bardziej. Polscy fani, który wpadli w ekstatyczny tan, czy Małysz całujący w radosnym amoku narty i zeskok. - To był spontan i to niesamowity - zwierzał się później nasz zawodnik.
Ostatni skok w konkursie, czyli próba liderującego z dużą przewagą Ammanna była w gruncie rzeczy formalnością. Szwajcar nie mógł dać plamy, bo już w pierwszej serii rzucił konkurencję na kolana (144 metry przy doskonałych 137 metrach Małysza). Potter przypiął do nóg narty z magicznymi wiązaniami i znowu pofrunął tak, że wszystkim zaparło dech w piersiach. 138 metrów z niskiego rozbiegu nie pozostawiało złudzeń, kto jest najlepszy. - Szacunek dla niego za to, co tutaj pokazał - podkreślał Małysz.
Polak nie dał ani jednego powodu, by myśleć, że jest w jakiś sposób zazdrosny o sukcesy Szwajcara, który w sobotę zdobył swój czwarty(!) złoty medal olimpijski (wyrównał tym samym rekord Fina Matii Nykaenana). Któryś z nich mógł przecież należeć do Polaka. - Czy się wymienimy? Chyba koszulkami - żartował Adam, który pokazał wielką klasę nie tylko na skoczni. Nie jęczał jak Austriacy, że Ammann ma wiązania bez homologacji, tylko docenił nieprzeciętny talent konkurenta. - O dalekich skokach decydowała jego wielka forma, a nie rodzaj zapięć - zauważał.
Trzecie miejsce znowu zajął Austriak Gregor Schlierenzauer. Podium wyglądało więc tak samo, jak po konkursie na średniej skoczni. Tylko Adam wyskoczył na nie z jeszcze większym impetem i radością.
Pozostali Polacy spisali się nieźle. Kamil Stoch był 14., a Stefan Hula 19.
Wieczorem Małysz pojechał na dekorację do centrum Whistler. Atmosfera była taka, że nawet jego trener Hannu Lepistoe, na co dzień niebywale spokojny, wręcz wycofany człowiek, pozwalał sobie na dowcipy.
- Tuż przed wyjazdem na ceremonię przyszedł do mnie i mówi z poważną mina, że za chwilę widzimy się na siłowni - opowiadał Adam. - Popatrzyłem na niego zdziwiony i przypomniałem, że za pół godziny mam dekorację. Wtedy poklepał mnie po ramieniu i powiedział: żartowałem. Hannu jest naprawdę bardzo szczęśliwy po tych wynikach - przyznawał skoczek. - Ja już po pierwszym skoku byłem już pewny, że mamy medal - skwitował konkurs sam szkoleniowiec.
Wieczorem było sporo wzruszeń, Adam uronił na podium niejedną łzę. A potem feta przeniosła się do wioski olimpijskiej. Uczestniczyła w niej cała nasza kadra. - Impreza była fantastyczna - zdradził nam Livio Magoni, włoski trener naszej alpejki Agnieszki Gąsienicy Daniel. Zabawa skończyła się jeszcze przed północą miejscowego czasu.
Przed Małyszem jeszcze dzisiejszy konkurs drużynowy, ale dwa srebrne medale wywalczone na tych igrzyskach już rodzą pytanie: ile czasu jeszcze jest w stanie skakać na takim poziomie? Rok, dwa lata? A może dociągnie do igrzysk w Soczi? Sam zawodnik deklaruje walkę jeszcze przynajmniej przez jeden sezon. A Lepistoe? On na razie mówi niewiele.
- Mieliśmy plan przygotowania się do igrzysk. Dosłownie godzinę temu dotarliśmy do mety, więc ciężko mi teraz składać jakieś deklaracje - zaznaczał fiński trener. - Jak długo jeszcze Adam może osiągać dobre wyniki? Nie odpowiem na to pytanie, nie chcę mu swoją opinią niczego sugerować.
Niezależnie jednak od przyszłych decyzji i rozwiązań, dziś koniecznie trzeba napisać tak: Adam, jesteśmy z ciebie cholernie dumni.
Apoloniusz Tajner (prezes Polskiego Związku Narciarskiego)
Adam skacze powtarzalnie, perfekcyjnie, na tym swoim słynnym poziomie i gdyby nie ten kosmiczny Ammann, to cieszylibyśmy się ze złotych medali. Wierzyłem w niego, ale on tę moją wiarę przerósł. Myślałem o jednym medalu, nie od dwóch. Dwa to byłoby zbyt duże szczęście. To co zrobił, to jest coś wspaniałego. Związek na pewno nie zbankrutuje na wypłacie premii. Byliśmy na to w tym roku przygotowani. Decyzja w sprawie nowej umowy dla Hannu Lepistoe zapadnie później, ale nie widzę możliwości, by ten układ się rozpadł. Między nim, a Adamem jest takie fantastyczne zrozumienie, w każdym względzie, więc nie ma potrzeby, żeby coś tu zmieniać.
Hannu Lepistoe (trener Adama Małysza)
To nie tak, że jestem cudotwórcą, ja po prostu miałem zawsze szczęście do utalentowanych zawodników. Na dużej skoczni spodziewałem się dobrego występu Adama. Już na treningach skakał dobrze. Pierwszy medal był jednak ważniejszy, bo temu startowi towarzyszyła o wiele większa presja. Adam powalczy jeszcze w tym sezonie Pucharu Świata, natomiast nie wierzę, że Ammann utrzyma to swoją fantastyczną dyspozycję. Jak będę świętował dwa srebrne medale? Nie wiem. Może pójdę do restauracji. Azjatyckiej restauracji, bo tutaj jeszcze tej kuchni nie próbowałem.
Simon Ammann (dwukrotny złoty medalista igrzysk w Vancouver)
To osiągnięcie jest dla mnie czymś fantastycznym. Nie da się go porównać z występem w Salt Lake City, bo wtedy na mój sukces złożyło się sporo szczęśliwych okoliczności, a ten wynik był bardziej zaplanowany. Nowe wiązania? Cóż, nie są wcale takie nowe, bo zaczęliśmy je testować dwa lata temu. Na początku nie bardzo mi przypadły do gustu, ale wróciliśmy do nich ostatniego lata i zacząłem się przekonywać, że są OK. Pomagają mi w obu aspektach: fizycznym i psychicznym. Protestu Austriaków w tej sprawie nie traktuję jako nic osobistego. Zdziwiony raczej jestem, że tak późno go zgłosili.
Gregor Schlierenzauer (dwukrotny brązowy medalista igrzysk w Vancouver)
Z jednej strony jestem bardzo zadowolony, ale z drugiej wiem, że mam spore rezerwy, że nie pokazałem tutaj wszystkich możliwości. Cieszę się jednak, że po pierwszym gorszym skoku potrafiłem się zmobilizować i jednak znaleźć się na podium. To dla mnie ważne. Złoto spróbuję zdobyć razem z kolegami w konkursie drużynowym. Wiązania Ammanna? Trudno mi cos na ten temat powiedzieć, nigdy nie miałem okazji w nich skakać. Nie wiem więc, ile metrów więcej można dzięki nim skoczyć. Myślę jednak, że Szwajcarzy zrobili kawał dobrej roboty i my też coś musimy poprawić.
Przemysław Franczak, Whistler