Menu Region

Mariusz Staniszewski: Rewolucja poczeka

Mariusz Staniszewski: Rewolucja poczeka

Data dodania: Ostatnia aktualizacja:

Polska

Redaktor działu opinie

Prześlij Drukuj
Każdy rewolucjonista wie, że po przejęciu władzy musi najpierw ugruntować swoją pozycję. Dopiero gdy rozstawi po kątach przeciwników czających się wewnątrz partii, może przystąpić do tworzenia nowego, lepszego świata.

Wie o tym także nowy szef SLD Grzegorz Napieralski. Dlatego zamiast walczyć o prawa mniejszości seksualnych i paradować razem z gejami i lesbijkami na ulicach Warszawy, zajmuje się teraz ułożeniem kontaktów z Wojciechem Olejniczakiem. Chce, by bez żadnych dodatkowych głosowań nad wotum nieufności były lider SLD nadal szefował klubowi parlamentarnemu.

Wewnętrzne rozgrywki powodują jednak, że SLD przegrywa wyścig o to, która z lewicowych partii jest najbardziej przywiązana do haseł rewolucji obyczajowej w Polsce. Swoją obecnością na Paradzie Równości na razie na czoło lewicowego peletonu wysunął się Marek Borowski.

A może jest zupełnie inaczej? Może Napieralski zrozumiał, że Polacy - co wykazały ostatnie sondaże - nie uważają walki o prawa mniejszości seksualnych za najważniejszą sprawę w kraju? Nie lubią oglądać tęczowych parad i nie chcą słyszeć o adoptowaniu dzieci przez gejów i lesbijki? Może Grzegorz Napieralski boi się tego, żeby nie być kojarzonym tylko z lateksem i piórami w różnych częściach ciała? To było dobre w czasach ubiegania się o przywództwo na lewicy.

Teraz lepiej zostać poważnym politykiem. Stworzyć jakiś program, pokazać się ze sportowcami, wyrzucić kogoś z partii.

A na parady niech chodzą zastępcy i polityczny plankton.

Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

 

Komentarze

Dodajesz jako: Gość

Ilość znaków do wpisania:

Dodając komentarz, akceptujesz regulamin forum

zaloguj się