O polskich grafikach znów na świecie głośno. Oto bowiem praca autorstwa Marii Mileńko, studentki III roku Akademii Sztuk Pięknych w Poznaniu, wygrała w międzynarodowym konkursie "I Love Europe" na plakat promujący Dzień Europy 2010.
Praca naszej rodaczki pokonała m.in. dzieło faworytki Elizabeth Rodriguez Gonzales z Hiszpanii, zostanie powielona w tysiącach egzemplarzy, a 9 maja zawiśnie we wszystkich eksponowanych miejscach 27 państw UE.
To sukces tym większy, że na konkurs nadesłano ponad 1700 prac. Wstępnej selekcji dokonało specjalnie powołane jury pod przewodnictwem dyrektora do spraw komunikacji multimedialnej w Komisji Europejskiej Szwedki Ylvy Tiveus, a ostatecznego wyboru dokonali internauci. Kryteriami były nie tylko oryginalność i poziom artystyczny dzieła, ale też jego zrozumiałość i atrakcyjność. Plakat Mileńko doskonale spełnia wszystkie te wymogi: przedstawia wysoką koktajlową szklankę, wewnątrz której kłębią się kolorowe literaki układające się w wyraz "Europe", zwieńczony czerwonym serduszkiem.
Na dole napis: "Mój ulubiony drink. Ludzie, miejsca, kultury". Nic dziwnego, że jurorzy i internauci byli pod wrażeniem tego uniwersalnego i wyjątkowo smakowitego przesłania.
A przecież zwycięstwo Polki nie jest żadnym przypadkiem. Polscy plastycy i plakaciści mają już w świecie swoją markę. Wystarczy wspomnieć tylko Szymona Skrzypczaka, również absolwenta poznańskiej ASP, który w 2006 r. triumfował jako autor rysunku, który stał się oficjalnym symbolem 50. rocznicy podpisania traktatu rzymskiego, na podstawie którego powstała EWG, poprzedniczka Unii Europejskiej. Pokazał logo w formie napisu "Together since 1957" złożonego ze stylizowanych liter oddających tradycje i specyfikę różnych alfabetów państw Unii. - Logo podkreśla upragnioną jedność i solidarność naszego kontynentu - podkreślała Margot Wallström, ówczesna wiceprzewodnicząca Komisji Europejskiej.
Jak wielkie emocje wzbudził ten werdykt, niech świadczy fakt, że przy okazji ogłoszenia zwycięskiego projektu nie obyło się bez dyplomatycznego zgrzytu. Oto Francuzi poczuli się dotknięci tym, że napis przedstawiono tylko w wersji angielskiej. Poza tym nie podobało im się, że przy logo zabrakło unijnych gwiazdek i niebieskiego tła. Galijską dumę ubódł też fakt, że "r" w słowie "Together" Skrzypczak narysował w formie angielskiego znaku towarowego ®. - Unia nie jest żadną marką. To wspólnota polityczna - tłumaczyli dyplomaci znad Sekwany, dając dowód, że triumfy w dziedzinie propagandowej są na arenie międzynarodowej równie ważne co gospodarka czy polityka.
Ale przecież sukcesy młodych polskich artystów nie powinny nikogo dziwić. Już w latach 60. XX wieku święciliśmy triumfy na prestiżowych salonach świata, prezentując tam dzieła, które potem nazwano polską szkołą plakatu. Wykonywane wówczas dzieła charakteryzowały się lapidarnością, oszczędnością formy, ironią i nowatorskim liternictwem. Zaczęło się wtedy, gdy w 1948 r. Henryk Tomaszewski otrzymał pięć pierwszych nagród na Międzynarodowej Wystawie Plakatu Filmowego w Wiedniu. W szarych czasach tow. Gomułki zorganizowano też słynne Biennale Plakatu (pierwsze w 1966 r.), na którym pierwszą nagrodę zgarnął Jan Lenica za plakat do opery "Wozzeck" Albana Berga.
Dziś dzieło Lenicy nazywane jest w kompendiach historii sztuki międzynarodową ikoną lat 60.
Nic dziwnego, że nazwiska polskich plakacistów przez kolejne dziesięciolecia wyznaczały kryteria artystycznego trendsetteryzmu w dziedzinie sztuki plakatu. Wystarczy wspomnieć m.in. Romana Cieślewicza, Waleriana Borowczyka, Jana Młodożeńca, Waldemara Świerzego, Wojciecha Fan_gora czy Radosława Szaybo. Za ostatni zaś wielki triumf polskiej szkoły plakatu uznaje się dzieło, które nieżyjący już Franciszek Starowieyski przygotował dziesięć lat temu do ozdoby hallu budynku Stałego Przedstawicielstwa Polski w Brukseli. Przedstawia ono alegorię Rzeczypospolitej i Europy pod postacią dwóch kobiet.
Tematyka oparta jest na greckim micie o porwaniu Europy przez Zeusa. Obraz ma imponujące wymiary (3,5 m na 4 m) i choć wzbudza niekłamane zdumienie oglądających rozbuchanym wątkiem kobiecości, reprezentuje do dziś sztukę naszej ojczyzny.
Ale obcokrajowcy nadwiślańską sztukę poznawali przede wszystkim przez plakaty, którymi socjalistyczne państwo szczodrze ozdabiało polskie przedstawicielstwa handlowe na całym świecie. A tam pyszniły się przede wszystkim plakaty reklamujące Polskie Linie Lotnicze LOT. Okazuje się bowiem, że historia tej podniebnej firmy to również dzieje polskiej plastyki. Już w 1923 r. Józef Mehoffer, epigon użytkowej secesji, zaprojektował graficzny wizerunek LOT-u, na którym elegancko odziana dama czule żegnała odlatujący w kierunku Lwowa aeroplan. Potem były plakaty m.in. Tadeusza Gronowskiego (1929), Jerzego Skolimowskiego (1937), a po wojnie Janusza Stannego (1978) i Andrzeja Zbrożka (1999). Najsławniejszym jednak był ten przedstawiający małego chłopca robiącego tzw. jaskółkę na tle błękitnego jak bławatek nieba. Zaprojektował go w 1961 r. Tomasz Rumiński, a dzieło można było podziwiać wszędzie tam, gdzie docierały samoloty z napisem LOT.
To od twórców z polskiej szkoły plakatu uczą się dziś Maria Mileńko i Szymon Skrzypczak. A nie zapominajmy też o artystach średniego pokolenia, którzy wciąż wyznaczają estetyczne trendy w dzisiejszym świecie sztuki. Choćby o Andrzeju Pągowskim, chlubiącym się dorobkiem prawie tysiąca plakatów. To on czterokrotnie zwyciężał w konkursie na najlepszy plakat filmowy prestiżowego magazynu "The Hollywood Reporter" (m.in. w 1981 r., gdy pokazał słyn_ną grafikę do musicalu "Hair" Miloša Formana). Można się sprzeczać, czy jego prace, którymi od lat kłuje w oczy rodaków, m.in. plakat sprzed dwóch lat zachęcający do wstępowania do polskiej armii ("Zawód żołnierz zawsze atrakcyjny") albo postponujący modę na palenie tytoniu ("Papierosy są do dupy"), można uznać za plastycz_ne arcydzieła, ale świadczą o artystycznej witalności twórcy.
A w zanadrzu mamy jeszcze mieszkającego za oceanem Rafała Olbińskiego, dziś najbardziej rozpoznawalnego polskiego artystę plakacistę w świecie. Jego dzieła regularnie ukazują się na łamach "Newsweeka", "Time’a", "Business Week" czy wreszcie "New Yorkera". Jest również autorem licznych plakatów dla amerykańskich oper, nie wspominając już, że jego baśniowe cudeńka zapewniły mu laur w konkursie na Najbardziej Znaczący, Niezapomniany Plakat Świata "Prix Savignac", który zdobył w Paryżu w 1994 r.
O sukcesy polskich twórców nie musimy się zatem martwić, przed nami jeszcze wiele radości z ich sukcesów. Na razie cieszmy się z triumfu Marii Mileńko i dwóch tysięcy euro, które spłyną na jej konto za "I Love Europe". A także z głosów kilkuset tysięcy internautów, którzy swoim wyborem docenili jej talent.
Polskapresse sp. z.o.o informuje, że wszystkie treści ukazujące się w serwisie PolskaTimes.pl podlegają ochronie. Dowiedz się więcej.
Jesteś zainteresowany kupnem treści? Dowiedz się więcej.