Wielu nad Sekwaną obawia się, że po wejściu w życie prawa, które zakaże noszenia islamskich burek, dojdzie w tym kraju do niepokojów, a nawet krwawych starć - pisze Charles Bremner
Prezydent Sarkozy nie ma tęgiej miny. Raz jeszcze chciał pokazać Francuzom, że jest twardzielem, że jest niezwyciężony - jak wtedy, gdy jeszcze jako minister spraw wewnętrznych nie bał się pojechać do płonących dzielnic Paryża zamieszkanych głównie przez imigrantów wyznających islam i gromić ich za zakłócanie porządku oraz niszczenie mienia prywatnego i państwowego.
To Sarkozy był ojcem pomysłu wprowadzenia zakazu noszenia burek zakrywających twarz muzułmańskich kobiet.
Przekonywał Francuzów, że nie jest to uderzenie w symbol religijny, tylko w symbol zniewolenia kobiet. A na to - według niego - nie ma miejsca we Francji, a mówiąc wprost - nie ma we Francji miejsca na burki.
Próba poskromienia teraz entuzjazmu swojej partii wobec zakazu noszenia burek jest spóźniona, bo mleko się już rozlało, i - jak się ocenia - już wiosną może zacząć obowiązywać ustawa zakazująca całkowitego zakrywania twarzy w przestrzeni publicznej, co oznacza zakaz noszenia muzułmańskiej burki w miejscach publicznych.
Ustawa jest już we francuskim parlamencie i wywołała emocje oraz krytykę nie tylko wielu środowisk francuskich, ale także w innych krajach europejskich. Sam Sarkozy stara się teraz co prawda nieco dystansować od tego projektu, ale nie powstrzyma już wprawionej w ruch ustawodawczej machiny, a i rządzące ugrupowanie nie powinno mieć problemów z uchwaleniem ustawy.
Aby jednak uniknąć zarzutów o dyskryminację, za radą prawników w ustawie nie mówi się tylko o zakazie noszenia chusty integralnej, jak nazywa się burkę, w przestrzeni publicznej, ale tak naprawdę ustawa ten zakaz zawiera. I miałby on obowiązywać na pocztach, uniwersytetach, w szpitalach, w publicznym transporcie oraz na każdym należącym do państwa terenie. Sarkozy uzasadniał to prawo tym, że takie stroje uwłaczają czci kobiet. We Francji nie ma miejsca dla burki, bo nie ma tu miejsca dla poniżania kobiet - przypominał tuż przed trafieniem ustawy do parlamentu Sarkozy. Dopiero teraz Sarkozy zauważył, że w sprawie zakazu noszenia islamskich burek zagalopował się. Ale na odwrót od tego pomysłu jest za późno
Przeciwnicy prezydenta przypominają, że kampania przeciw burkom była Nicolasowi Sarkozy’emu na rękę. Chciał on odzyskać miano niezwyciężonego, ale wedle opozycji głowa państwa robi wszystko, by bez względu na konsekwencje przepychać swoje pomysły. Mówi się nawet o kopiowaniu przez niego stylu rządzenia, jaki kultywuje w Italii Silvio Berlusconi.
Sarkozy zaufał sondażom opinii publicznej, a te mu sprzyjają, bo dwóch na trzech Francuzów jest za wprowadzeniem zakazu zakładania burek, które ma nosić niewielka grupa fundamentalistek.
Przez pół roku sondowano religijnych liderów, aktywistów praw człowieka, wreszcie skierowano projekt prawa do komisji parlamentarnej. Zdaniem muzułmańskich liderów we Francji wprowadzenie zakazu noszenia burki sprawi, że wielu wyznawców islamu poczuje się odrzuconych.
Wielu przestrzegało prezydenta, by nie forsował swojego pomysłu. Przypominano, że Francja ma największą w Europie, prawie pięciomilionową, mniejszość muzułmańską, która może się zagotować po wejściu w życie tego prawa. Do tego gniewu mogą się przyłączyć muzułmanie w innych krajach i zagrożenie atakami terrorystycznymi gotowe. I chyba dopiero teraz takie konsekwencje nowego prawa docierają do prezydenta. Marc Trevidic, sędzia zaangażowany w zwalczanie terroryzmu, ostrzegał, że ten zakaz może sprawić, iż Francja stanie się celem ataków ekstremistów.
Już w 2004 r. uchwalono we Francji, po licznych protestach społeczności muzułmańskiej, prawo zakazujące noszenia chust i innych widocznych symboli religijnych w szkołach publicznych, zgodnie z zasadą sekularyzmu. Wszyscy wiedzieli, że na tym się nie skończy. Spokój był mniej więcej do połowy ubiegłego roku, kiedy to Sarkozy publicznie przyznał , że burka nie jest symbolem religijnym, lecz oznaką kobiecego podporządkowania. I aby postawić kropkę nad i, dodał, że nie jest ona dobrze widziana we Francji.
Nie przekonało go stanowisko przedstawicieli oficjalnej instytucji wyznawców islamu we Francji, czyli Rady ds. Kultu Muzułmańskiego (CFCM). Ich zdaniem noszenie chusty integralnej to zjawisko marginalne, a polemika wokół tej sprawy ma na celu napiętnowanie islamu. Sarkozy ufał jednak sondażom, tylko to się dla niego liczyło. Nie słuchał w tej sprawie głosów opozycji.
A socjalistyczna opozycja jest w sprawie burek podzielona: Martine Aubry, jej liderka, trzyma z tymi, którzy nagonkę na burkę uważają za niesmaczną populistyczną zagrywkę administracji Sarkozy’ego. Ich zdaniem w całej Francji pełny ubiór muzułmański nosi nie więcej niż 2 tys. kobiet, a zamieszanie wokół tej sprawy wywołano tylko po to, by odwrócić uwagę publiczną od poważniejszych tematów.
Aubry popierała obowiązujące rozwiązania prawne mające zniechęcić kobiety do noszenia muzułmańskiego stroju, podczas gdy część jej partyjnych kolegów opowiadała się za wprowadzeniem całkowitego zakazu, który miałby walczyć z czymś, co ich zdaniem jest zniewagą dla egalitaryzmu, najważniejszej zasady, na jakiej opiera się Republika.
Ale liderzy parlamentarni Unii na rzecz Ruchu Ludowego (UMP), partii prezydenta Sarkozy’ego, którzy domagali się, by debata parlamentarna odbyła się jak najszybciej, zbytnio pospieszyli się ze swoim projektem ustawy zakazującym zakrywania twarzy w miejscach publicznych, wewnątrz i na ze
wnątrz, pod karą grzywny w wysokości 750 euro. Wyjątek stanowić miały kaski ochronne i strój chroniący przed zimnem.
Sarkozy dopiero teraz obawia się, że wprowadzenie ustawy antyburkowej zostanie uznane przez muzułmanów we Francji i poza jej granicami za dyskryminację, a więc może podsycać wrogość radykalnych ugrupowań islamskich. Francuski prezydent wysłuchał opinii przywódców religijnych - chrześcijan, muzułmanów i żydów - którzy twierdzą, że zakaz będzie stygmatyzował francuską społeczność muzułmanów, mimo że jej zdecydowana większość nie pochwala burek.
Sarkozy zapomniał, że w kwestii stosunków z 6-milionową populacją muzułmanów we Francji balansuje na krawędzi. Z jednej strony podsyca niepokoje społeczne, zwołując na przyszły miesiąc debatę na temat francuskiej tożsamości narodowej, z drugiej zaś lubi uchodzić za obrońcę muzułmanów.
- Chusta integralna nie jest we Francji mile widziana, bo jest sprzeczna z naszymi wartościami i naszym postrzeganiem godności kobiety - mówił niedawno, zwracając się do parlamentarzystów. - Niech nikt nie wątpi w moje zdecydowanie w tej kwestii. To ważne, byśmy postępowali tak, by nikt nie czuł się napiętnowany. Musimy znaleźć rozwiązanie, które zdobędzie jak najszersze poparcie - powiedział Sarkozy.
Problem ten dotyczy nie tylko Francji. Podobne prawo chciano uchwalić w 2006 r. w Holandii. Jednak wielu wybitnych prawników uznało ten pomysł za niekonstytucyjny. Mimo to holenderski rząd nie składa broni i - jak już zapowiedział - będzie się starał, aby nakrycia kobiecych twarzy były zakazane w szkołach oraz by nie mogły takich strojów nosić pracownice państwowych agencji.
We Włoszech już w 1975 roku wprowadzono prawo nakazujące, by w miejscach publicznych ludzka twarz była widoczna. I nie odnosi się to tylko do muzułmańskich kobiet. W październiku ubiegłego roku gabinet Berlusconiego zapowiedział, że będzie starał się dodać do tego zakazu religijne elementy zakrywające twarz. Jak na razie jednak nie podjął tej kwestii.
Taki zakaz noszenia burek obowiązuje od roku 2004 w Belgii, ale ogranicza się tylko do jednego miejsca w tym kraju, miasta Maaseik.
Zakaz noszenia religijnych chust obowiązuje również nauczycielki w kilku niemieckich landach. Nad podobnym rozwiązaniem zastanawiają się urzędnicy szwajcarskiego resortu sprawiedliwości, zachęceni wynikami referendum w sprawie zakazu budowy nowych minaretów w tym kraju.
Francja chce pójść w tych ograniczeniach najdalej i być może to, jak i fakt pięciomilionowej społeczności muzułmańskiej w tym kraju, sprawia, że jedni będą się nowemu prawu z wielką uwagą przyglądać, podczas gdy wielu Francuzów już ostrzega, że może to być prawdziwa bomba.
Polskapresse sp. z.o.o informuje, że wszystkie treści ukazujące się w serwisie PolskaTimes.pl podlegają ochronie. Dowiedz się więcej.
Jesteś zainteresowany kupnem treści? Dowiedz się więcej.