Menu Region

Obama traci przewagę nad McCainem

Obama traci przewagę nad McCainem

Data dodania: Ostatnia aktualizacja:

Polska

Justyna Trocka

Prześlij Drukuj
Barack Obama w dzisiejszym specjalnym wystąpieniu w Waszyngtonie przedstawi swoje stanowisko w sprawie obecności wojsk amerykańskich w Iraku. Jest to reakcja na krytykę Republikanów, którzy zarzucają czarnoskóremu senatorowi z Illinois, że w tej niezwykle ważnej dla Ameryki sprawie zachowuje się jak chorągiewka, zmienia co chwilę zdanie.
We wczorajszym wywiadzie dla "New York Timesa" Obama mówił o wycofaniu większości wojsk z Iraku do 2010 r. Nie chce też, aby USA utrzymywały tam stałe bazy. Jednocześnie przekonywał, że część żołnierzy musi pozostać, by walczyć z Al-Kaidą.

Nieco wcześniej tłumaczył swoim rodakom w Fargo w Dakocie Północnej: "Ocenię sytuację, kiedy będę na miejscu (w Iraku). Jestem pewien, że uzyskam wtedy większą wiedzę i przeanalizuję moją politykę". A przecież to z jego ust padły zapewnienia, że kiedy tylko zostanie prezydentem, wycofa wojska w ciągu 16 miesięcy.

Zwykły Amerykanin zaczyna się w tym wszystkim gubić, nie podoba mu się, gdy polityk kreujący się na lidera supermocarstwa zmienia co chwilę zdanie. Ta chwiejność poglądów sprawiła, że poparcie dla Obamy spada. Niedawno miał kilkupunktową przewagę nad Johnem McCainem. Teraz wedle sondaży obaj idą łeb w łeb.

Republikanie bezlitośnie wykorzystują każde potknięcie Oba-my. Z ich sztabu idzie więc w Amerykę przekaz: ktoś, kto nie ma ustalonego zdania na sprawę obecności naszych wojsk w Iraku, nie ma kwalifikacji, by zostać prezydentem USA.

- Ze sprawy Iraku Obama uczynił główny oręż swej kampanii o nominację. Teraz wychodzi z niego koniunkturalny polityk - punktuje czarnoskórego polityka Alex Conant, rzecznik sztabu McCaina.

Wizerunek Obamy ma poprawić zaplanowana na przyszły tydzień podróż na Bliski Wschód oraz do Europy. Terminy odwiedzin Iraku i Afganistanu ze względów bezpieczeństwa utrzymywane są w ścisłej tajemnicy. Doradcy Obamy liczą, że wspólne fotografie polityka z żołnierzami, którzy walczą w Iraku i Afganistanie, podreperują jego reputację. Obama będzie chciał pokazać Amerykanom, że polityka zagraniczna nie jest mu obca. Bo właśnie brak doświadczenia w sprawach zagranicznych wielu odbiera jako zdecydowanie najsłabszą stronę senatora z Illinois.

Nie będzie miał za to Obama problemów z zaskarbieniem sobie sympatii mieszkańców Starego Kontynentu. On już ich przekonał, przede wszystkim tym, że zdystansował się od kowbojskiego stylu polityki uprawianej przez George?a Busha.

Gdyby amerykańskiego prezydenta wybierali Brytyjczycy, John McCain nie miałby najmniejszych szans. W opublikowanych wczoraj sondażach przeprowadzonych przez dziennik "Guardian" i instytut badawczy ICM ponad połowa wyspiarzy (53 proc.) uznała, że Barack Obama byłby dobrym prezydentem. Podobnie o McCainie myśli zaledwie 11 proc. badanych.

Mieszkańcy naszego kontynentu kochają Obamę i za to, że jest młody, dynamiczny i... czarnoskóry. To wystarczyło, aby w Europie rozpętała się prawdziwa obamomania. Dlatego kandydat Demokratów może liczyć na wyjątkowo ciepłe przyjęcie w Berlinie, Paryżu i Londynie.

Najważniejszym punktem podróży będzie Berlin, gdzie Obama przedstawi swoją wizję relacji transatlantyckich. Niemiecką stolicę wybrano nieprzypadkowo - polityk kreuje się bowiem na nowego Johna Kennedy?ego, który w latach 60. w Berlinie zasłynął pamiętnym: "Jestem berlińczykiem".

Wbrew pogłoskom na trasie podróży nie będzie Polski. Ta podróż zwiększy jeszcze popularność Obamy w Europie. Ludzie senatora liczą, że przełoży się to na wzrost poparcia dla Obamy w Ameryce.

Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

 

Komentarze

Dodajesz jako: Gość

Ilość znaków do wpisania:

Dodając komentarz, akceptujesz regulamin forum

zaloguj się