Z prof. Güntherem Vogtem, światowej sławy architektem i twórcą koncepcji przebudowy placu Defilad w Warszawie, rozmawia Andrzej Grzegrzółka.
Proszę powiedzieć kilka słów o swoim planie zagospodarowania placu Defilad. O przygotowanie koncepcji zabudowy placu zostałem poproszony przez Kristiana Kereza [zwycięzca konkursu architektonicznego na Muzeum Sztuki Nowoczesnej - red.]. Uważam, że przyszłe muzeum powinno być otoczone wyłącznie przez przestrzeń publiczną, a nie przez biurowce - to podstawowe założenie koncepcji. Bardzo ważna jest zieleń, możliwe są szpalery drzew na obrzeżach placu. Chciałbym też, żeby znalazła się na nim fontanna, z której można by napić się wody. Woda w takich miejscach powinna być za darmo. Tak jak np. we Włoszech czy Szwajcarii. Lubię przebywać w przestrzeni publicznej, nie będąc otoczony i poniekąd zmuszany do konsumpcji.
Dobrze jest czasem od tego odpocząć.
To tylko wstępna koncepcja, która mogłaby się stać jednym z założeń konkursu architektonicznego na otoczenie przyszłego MSN. Projektodawcy uczestniczący w konkursie muszą wiedzieć dokładnie, jakie są ramy konkursu, jaki jest budżet, a przede wszystkim muszą wiedzieć, czego oczekują władze miasta. Chcemy się tym zająć, gdyż sztuka jest czymś, co zmieni to miasto. Potrafię wyobrazić sobie Warszawę jako najatrakcyjniejszą metropolię w tej części Europy.
To Pana druga wizyta w Warszawie. Podczas piątkowej prelekcji mówił Pan, że starał się Pan jak najwięcej poruszać pieszo po mieście, żeby je wyczuć, zrozumieć. Zatem co sądzi Pan o stolicy? Ci, którzy chcieliby narzekać, że w stolicy nie ma parków albo terenów zielonych, na pewno nie mieliby racji. Warszawa jest pełna przestrzeni zielonych, jak również w ogóle przestrzeni publicznych i to bardzo dobrze. Problem polega na tym, że często jest ona źle zaprojektowana. Zauważam też szerokie ulice w centrum, na których dominuje transport prywatny. Wspominałem o tym podczas konferencji - jako architekt byłbym zainteresowany transformacją ulic oraz zaproponowaniem takich rozwiązań, które zwiększyłyby zainteresowanie mieszkańców korzystania z komunikacji miejskiej.
A architektura? Podoba mi się. Przyjechawszy ze Szwajcarii, gdzie zdecydowana większość miast nie zmienia się od wieków, widzę miasto, które przeszło wiele tragedii i metamorfoz. I oczywiście dostrzegam duże różnice architektoniczne w porównaniu z innymi miastami Europy.
Warszawa to miasto o kilku twarzach: Starówka, kamienice z XIX wieku, budownictwo powojenne i nowoczesne wieżowce. Jadąc miastem, czasami w ciągu 10 sekund znajdujesz się w zupełnie innej scenerii. Jest to ciężkie do zrozumienia bez poznania historii tego miasta. Gdy rozglądałem się uważnie, coraz bardziej docierało do mnie, jak piękna była Warszawa przed wojną.
Jaki jest Pana pomysł na zmiany architektoniczno-urbanistyczne w mieście? Bo z tym, że sporo trzeba w stolicy zmienić, chyba możemy się zgodzić. To bardzo trudne pytanie. Dobrze byłoby, gdyby wszyscy specjaliści zajmujący się urbanistyką i architekturą krajobrazu rzeczowo przedyskutowali i określili, co chcą zrobić z przestrzenią publiczną w mieście. W Londynie dzięki takim spotkaniom określane są przyszłe inicjatywy architektoniczne w mieście. Jeżeli po debacie chcą burzyć - burzą i szybko tworzą coś nowego.
Wydaje mi się, że mieszkańcy Warszawy są żywo zainteresowani historią. Niektóre części Warszawy można by przebudować na styl typowo miejski. Wracam tutaj do bardzo szerokich ulic w centrum. Kiedyś miasto było zwarte i spójne, bardziej zbite. Tego mi brakuje w Warszawie. Poza tym powtórzę: moim zdaniem warto minimalizować ruch prywatny w centrum, a maksymalizować ruch komunikacją publiczną.
Uważa Pan, że zmiany w architekturze miasta powinniśmy zacząć od otoczenia Pałacu Kultury i Nauki? Tak, ponieważ jest to olbrzymia i centralna przestrzeń publiczna tego miasta. Jest to także część Warszawy o niezwykłym znaczeniu historycznym. Mam na myśli plac Defilad.
Obecnie otocznie Pałacu Kultury jest kompletnie niewykorzystane. A nawet odpycha warszawiaków. To, że przestrzeń nie jest używana, nie znaczy, że generalnie jest zła i niepraktyczna. Zastanawiałbym się raczej, jak ją zmienić, nie jak ją zlikwidować. Ona musi wreszcie zacząć służyć ludziom.
To nie jest łatwe zadanie. W Barcelonie jest wiele słynnych budynków i nowoczesnych rozwiązań architektonicznych, ale mieszkańcy mówią: to rzeczywiście piękne, ale chyba nie dla nas. Wolelibyśmy coś prostszego. Podobnie jest w np. Zurychu, Rotterdamie czy Lyonie. Jeżeli przestrzeń jest "przeprojektowana" to jest to duży problem, a ludzie z czasem przestają takie otoczenie akceptować.
Kolejnym problemem architektonicznym miast zachodniej Europy są koszty utrzymania. Jeżeli obiekt czy przestrzeń zostaną zaniedbane, nikt nie będzie chciał tam spędzać czasu. Dlatego w takich wypadkach architektura powinna być prosta, ale w dobrym stylu. Warszawa, podobnie jak inne miasta Europy Środkowo-Wschodniej, może uniknąć błędów popełnionych przez władze miast Zachodu.
Co jeszcze zmieniłby Pan w Warszawie, żeby stała się przyjaźniejsza nie tylko dla turystów, ale także dla mieszkańców? Po mieście chce się spacerować, więc ważne jest połączenie i wydłużenie turystycznych promenad. Chciałbym też dodać, że Warszawa od zawsze kojarzyła mi się z miastem położonym nad rzeką. Dlatego nie mogłem uwierzyć w to, że Wisła jest odcięta od przestrzeni miejskiej. W Zurychu to właśnie tereny wzdłuż rzek są najbardziej interesujące i atrakcyjne dla turystów.
Czy takie pomieszanie XIX-wiecznej architektury miejskiej z budynkami okresu socrealizmu i blokami z płyty oraz z nowoczesnymi biurowcami jest zaletą czy wadą Warszawy? Architektura Warszawy wynika z jej historii, a historia nigdy nie jest wadą. O historię miasta trzeba dbać.
W Polsce jest bardzo dużo młodych, ciekawych architektów, którzy chcą budować nowe rzeczy. Przypomina mi to zapał architektów hiszpańskich zaraz po śmierci generała Franco. To był ten sam duch potrzeby zmiany, który teraz odczuwam w Polsce. I nie muszą to być zmiany wzorowane na wyłącznie Stanach Zjednoczonych albo Europie Zachodniej.
Teraz najważniejsza dla was powinna być publiczna, demokratyczna dyskusja o kulturze i przyszłej architekturze Warszawy. Takie spotkania jak to piątkowe dają naprawdę dużo i - jak widać po frekwencji - jest na nie zapotrzebowanie.
Berlin po 1989 r., który przez kilkadziesiąt lat był dwoma oddzielnymi miastami, musiał na nowo zostać scalony. Przeprowadzono szerokie konsultacje, rozmowy i dyskusje. Opracowano generalny plan przebudowy miasta, zaakceptowany przez parlament. Oczywiście Warszawa i Berlin to dwa kompletnie inne miasta, ale widzę tu pewną analogię. Taki plan, oparty na porozumieniu artystów, architektów, mieszkańców, polityków, jest Warszawie niezbędny.
Jak ocenia Pan architekturę komunistyczną w Warszawie? Często spotykam się z opiniami obcokrajowców, że wbrew pozorom to bardzo ciekawe i oryginalne budownictwo. Widziałem tego typu budynki w Berlinie, a nawet w Paryżu. Kilka lat temu podczas pobytu w Kijowie zapytałem moich ukraińskich współpracowników, czy mogliby mi pokazać architekturę komunistyczną. Opowiedzieli mi, że to nie ma sensu, gdyż komuniści nie budowali nic ładnego. A ja na to: czy jesteście absolutnie pewni? Okazało się, że pokazali mi piękne budynki, interesujące zarówno pod względem wykonania, jak i zaprojektowania. Więc nie potępiałbym z góry budownictwa z tamtych czasów.
Polskie pracownie wygrywają silnie obsadzone konkursy na całym świecie. Coraz głośniej zaczyna się też mówić o polskiej szkole architektury. Polscy architekci na pewno należą do ścisłej europejskiej czołówki. Widzę u was olbrzymi potencjał pod tym względem. Większy niż w jakimkolwiek innym kraju.
Polskapresse sp. z.o.o informuje, że wszystkie treści ukazujące się w serwisie PolskaTimes.pl podlegają ochronie. Dowiedz się więcej.
Jesteś zainteresowany kupnem treści? Dowiedz się więcej.