Data dodania: 2010-01-11 08:28:14 ▪ Ostatnia aktualizacja: 2010-01-11 13:20:09
Leszek Balcerowicz (© Jakub Szymczuk/POLSKA)
Dla gospodarki najniebezpieczniejsi są intelektualiści i kawiarniani ideolodzy, którzy nałykali się abstrakcyjnych doktryn bez żadnej ich konfrontacji z życiem gospodarczym - mówi "Polsce" były minister finansów Leszek Balcerowicz
ASUS (gość), 12.01.10, 18:15:01
Czy nasze społeczeństwo zdaje sobie sprawę, jakie będą konsekwencje wprowadzenia podatku liniowego? Jeśli nie, to najwyższa pora otworzyć ludziom oczy. Trzeba powiedzieć jasno, że jednolita stawka jest bardzo na rękę pracodawcom i biznesmenom, słowem klasie posiadającej, która dzięki jego wprowadzeniu będzie mogła pozwolić sobie na zakup kolejnych luksusowych samochodów i jeszcze częstsze wyjazdy do egzotycznych krajów. Pracownicy, emeryci i renciści skorzystają na tej reformie bardzo niewiele lub zupełnie nic, a oceniając ją z bardziej odległej perspektywy nawet na tym stracą. Podatek ten obowiązuje w większości krajów Europy wschodniej, między innymi na Słowacji, Litwie, w Estonii, Macedonii i Rosji. Wprowadzenie go w tych krajach wcale nie wpłynęło pozytywnie na ich rozwój, a wręcz przeciwnie doprowadziło do obniżenia poziomu wykształcenia, a co za tym idzie obniżenia ilości wykwalifikowanych pracowników i wykształconych kadr kierowniczych. Jednolita stawka podatkowa musi bowiem prowadzić do cięć socjalnych, które zawsze kończą się katastrofą i znacznym obniżeniem jakości życia. Tym bardziej może dziwić postawa niektórych polityków nazywających siebie „lewicowymi”, jak na przykład Leszka Millera, który słynie ze swych liberalnych poglądów gospodarczych. Były premier, a obecny założyciel partii Polska Lewica nie jest nawet w najmniejszym stopniu socjaldemokratą, tylko neoliberałem nie widzącym niczego złego w wyzysku. Nie wolno zapomnieć też jemu i panu Hausnerowi szumnie zapowiadanej „obniżki podatków dla przedsiębiorców”, która skończyła się katastrofą. Skorzystało z niej bowiem tylko 5% z nich, co najlepiej obrazuje, że podatek liniowy jest dobrodziejstwem, ale tylko dla najbogatszych!Obecnie w Polsce budżet utrzymywany jest głównie przez pracowników oraz drobnych przedsiębiorców. Najbogatsi stosują różnego rodzaju sztuczki oraz wykorzystują luki prawne, byleby tylko nie oddać państwu zbyt dużej części olbrzymich dochodów. Nie pamiętają oczywiście o tym, że dorobili się dzięki pomocy innych ludzi i że uczciwe płacenie podatków byłoby dla społeczeństwa pewną rekompensatą, którą niewątpliwie są mu winni. Przecież każdy z obecnych milionerów dawniej uczył się w państwowej szkole, korzystał z darmowych bibliotek, służby zdrowia czy też szkolnictwa wyższego. Czyżby zbyt długie pławienie się w luksusach oderwało ich od rzeczywistości? Warto zatem zastanowić się, jakie podatki byłyby najlepsze dla Polski. Przede wszystkim należałoby znacznie powiększyć kwotę wolną od podatku. W całym cywilizowanym świecie jest ona wyższa niż u nas. W krajach Europy zachodniej osoba, której dochody nie przekraczają minimum socjalnego, czy wręcz minimum egzystencji, są zwolnione od wszelkich świadczeń na rzecz państwa. Tam rozumie się, że nie ma najmniejszego sensu zmuszać tych ludzi do płacenia podatków, a następnie oddawać im zabrane wcześniej pieniądze w postaci świadczeń socjalnych, gdyż takie działanie niepotrzebnie napędzałoby i tak zbyt rozbudowaną biurokrację. Poza tym nie do pomyślenia jest, by podatkiem VAT obciążone były najpotrzebniejsze leki i produkty żywnościowe. Należałoby też przywrócić zlikwidowane bezmyślnie, w imię tak zwanego „upraszczania systemu”, ulgi mieszkaniowe. Przecież każdy człowiek musi gdzieś mieszkać, choć najwyraźniej liberałowie mają na ten temat zupełnie inne zdanie. No i powinno się natychmiast znieść podatek od rent i emerytur, zupełnym nonsensem jest sytuacja, w której państwo wypłaca człowiekowi pieniądze, a w chwilę później odbiera mu część z nich. Oczywiście w wyniku takich reform powstałaby dziura w budżecie, którą trzeba by zapełnić. Nic prostszego, wystarczyłoby rozszerzyć progresję podatkową (która w Polsce i tak jest już tylko de nomine). O najbogatszych, którzy płaciliby najwięcej nie trzeba się martwić. Oni zawsze sobie poradzą.Jak wspomniano wcześniej rolą podatków jest tworzenie polityki prospołecznej. Niestety, w naszym kraju lwia część pozyskiwanych przez państwo pieniędzy jest bezmyślnie trwoniona. Polska , co wynika ze specyfiki samego kapitalizmu , jest bowiem krajem umocowanym w określonej klasowej rzeczywistości i w jej obecnym kształcie wszelkie mechanizmy władzy służą klasie posiadającej. W innych krajach sytuacja często wygląda podobnie, ale u nas jest to szczególnie widoczne. 5 mld złotych rocznie kosztuje nas utrzymanie kościoła katolickiego. Doliczmy jeszcze instytucje takie jak IPN czy Muzeum Powstania Warszawskiego, a już powstanie niezła sumka. Jednocześnie szkoły czy szpitale są zamykane lub prywatyzowane. Nonsens? Mało powiedziane…
odpowiedzi (0)
skomentujNairam (gość), 11.01.10, 23:57:32
nie opuszcza Balcerowicza co oznacza, że ciągle wymaga on leczenia. W krajach cywilizowanych
jednak "ludzie są karani większym procentowo podatkiem za to, że więcej zarabiają." A więc czy świat cywilizowany jest chory czy też chory jest Balcerowicz? Odpowiedż jest chyba prosta! Nasz budżet ma horrendalną dziurę a ten facet w kółko Macieju o podatku liniowym chrzani żeby nie powiedzieć pie....rzy! Balcerowicz pewnie boleje nad tym, że jego kolega po fachu Bielecki zarabiający "tylko" 4,5 mil. zł rocznie musi zapłacić "aż" 32% podatku a przecież powinien on zapłacić tylko 18% ( a nawet tylko 10% jak to kiedyś PO obiecywało ) jak ten, który zarabia 15 tys. rocznie.
rocznie!
odpowiedzi (0)
skomentujPolak MAŁY (gość), 11.01.10, 21:48:57
kawiarniane, dziennikarskie dywagacje typu "pierdu-pierdu" jeno zapomniał wół..... Ukraina jak na razie realizuje doradztwo naszego geniusza ekonomii....
JAK WIDAĆ U BRACI UKRAINCÓW .....SKUTECZNIE NAS ZNIENAWIDZĄ......
ps. (czerwono w głowie i w oczkach gwiazdy..:)) )
odpowiedzi (0)
skomentujhary (gość), 11.01.10, 21:13:51
Widac wyraznier jak bogate regiony dorobily sie na roznych podatkach a teraz biedny wschod niech sobie radzi sam bez podatkow czerwonych liberalow ,ktorzy juz podzielili polakow na regiony b. bogatych i biedakow ze wscjhodu tym sposobem obluda karmi ludzi PO .
odpowiedzi (0)
skomentujpolo (gość), 11.01.10, 20:02:58
Te partie reprezentujące dziki czerwony liberalizm, kłamstwo i afery to jego matecznik.
Czy ktoś zastanawiał się nad odpowiedzią, gdzie byłaby Polska dzisiaj gdyby reformy przeprowadził
prawdziwie Polski ekonomista ?
Ale wówczas, w latach 1989 - 91 nie dał Polakom szansy. Jak dzisiaj wygląda Polska zadłużona na miliardy?
odpowiedzi (0)
skomentujSirAdi (gość), 11.01.10, 18:46:03
JEŚLI LINIOWY BĘDZIE WYŻSZY TO LOGICZNE JEST, ŻE STRACĄ NAJBIEDNIEJSI A ZYSKAJA NAJBOGATSI. CHYBA, ŻE CHODZI I DALSZE POWIĘKSANIE SIE PRZEPAŚCI MIĘDZY BIEDNYMI A BOGATYMI ...
odpowiedzi (0)
skomentujdr antyBalcerowicz (gość), 11.01.10, 13:11:05
PODATEK LINIOWY JEST DOBRY DLA OLIGARCHÓW KTÓRZY STOJĄ ZA BALCEROWICZEM NIE DLA POLSKI.
Balcerowicz kto Ci dał prawo wypowiadać sie w imieniu całej POlski ?
Oznacza on mniejsze wydatki na szpitale, leczenie, naukę, zasiłki, wszelką pomoc panstwa w biedzie.
Bogaty bez tego sobie poradzi, ale biedny już nie.
Do durnych polskich dziennikarzy papużek i bezmyślnych rządowych prowincjonajnych naśladowców złych i wychodzących z użycia ideologii Nie rozsiewajcie tej głupoty i nie czyńcie szkód swoim bezmyślnym naśladowaniem ideologii ludzi. skompromitowanych.
Dla ideologicznych fundametalistów polecam przeczytać wywiad z Jeffrey'em Sachs'em, nauczycielem L. Balcerowicza i mózgiem tych przemian.
który przejrzał po tych doświadczeniach na oczy i zmienił zdanie, tylko Balcerowicz ma klapki na oczach.
(źródło: Wikipedia)
Jeffrey David Sachs (ur. 5 listopada 1954 w Detroit) – uważany za jednego z najważniejszych i najbardziej znanych ekonomistów w skali ogólnoświatowej.
W celu rozwiązania kryzysów ekonomicznych takich państw, jak Boliwia, Rosja, czy Polska doradzał stosowanie tzw. terapii szokowej.
W 1989 Sachs był ekonomicznym doradcą "Solidarności", przygotował wstępny projekt programu transformacji polskiej gospodarki - planu Balcerowicza, doradzał pierwszemu postkomunistycznemu rządowi we wprowadzaniu radykalnych reform gospodarczych.
Wywiad z J. Sachs'em
(...)
Teraz tak być nie musi. Bankructwo czy bezrobocie dla wielu ludzi staje się nie do wytrzymania, gdy oznacza, że wraz z dochodami tracą dach nad głową, pomoc medyczną, szansę wyżywienia dzieci, a nawet posłania ich do szkoły. Kryzys to okres, kiedy rozbudowa pomocy społecznej staje się konieczna, by społeczeństwo mogło prędko podnieść się po ciosach, które on zadaje. Bush tak zreformował amerykańskie finanse publiczne, że stany muszą ciąć pomoc medyczną dla biednych. W wielu stanach nawet ci, którym przysługuje bezpłatne leczenie, nie mogą z niego korzystać, bo nie ma lekarza gotowego ich przyjąć za stawki płacone przez państwo. A w czasie kryzysu coraz więcej osób będzie skazanych na publiczną opiekę medyczną. Jeżeli po kryzysie chcemy mieć społeczeństwo funkcjonujące nie gorzej niż przed nim, Obama musi pozwolić stanom na zaciąganie długów, by mogły radykalnie zwiększyć wydatki na solidarność społeczną.
Jeff Sachs uważa, że w czasie kryzysu powinno się zwiększać wydatki socjalne powiększając deficyt?
Oczywiście!
Gdyby to usłyszał Leszek Balcerowicz…
On by oczywiście tego nie aprobował. Ja też nie jestem za marnowaniem pieniędzy. Rząd powinien być oszczędny. Ale nie może oszczędzać na tym co najważniejsze: na niezbędnych wydatkach społecznych i infrastrukturze. Takich źródeł deficytu teraz się nie boję. Natomiast jestem przeciwny cięciu podatków w nadziei na zwiększenie popytu. Bo to powiększa deficyt, a nie daje pewnego efektu rynkowego. Dobrze wykorzystane pieniądze z podatków mogą się bardziej przyczynić do stworzenia społeczeństwa produktywnego i sprawiedliwego niż pompowanie konsumpcji przez cięcia podatkowe. Jeżeli Ameryka chce być na dłuższą metę konkurencyjna, musi znacząco podnieść udział podatków w dochodzie narodowym i poziom inwestycji publicznych w wydatkach budżetu.
Obama to zrobi?
Najpierw musiałby otworzyć i wygrać wielką społeczną debatę. Nie jestem pewien, czy się na to porwie. Bo na razie większość Amerykanów absurdalnie wierzy w obniżanie podatków, chociaż już mamy trzybilionowy deficyt. To jest jeden z zatrutych owoców epoki Reagana. Zamiast liczyć się z realiami, Amerykanie wierzą w przyjemne absurdy.
Słysząc, jak przekonuje pan do podnoszenia podatków, rozbudowywania programów socjalnych, zwiększania deficytu, utrzymywania nierówności społecznych w ryzach, mam wrażenie, że słucham całkiem innego człowieka niż 20 lat temu, kiedy przywiózł pan do Polski ideę bolesnej terapii szokowej. Co się stało z tamtym Jeffreyem Sachsem?
Pewnie wiem trochę więcej o ekonomii i życiu. Ale zmieniłem się mniej, niż pan myśli. Wciąż wyznaję tezę, którą sformułowałem na początku lat 90., że bez względu na to, jaką ścieżkę rozwoju Polska by obrała – amerykańską czy szwedzką – i tak na początku trzeba było zrobić to, co przeprowadził Leszek Balcerowicz. Wychowałem się w rodzinie o silnych demokratycznych tradycjach i zawsze wierzyłem, że lepszy jest model gospodarki mieszanej z dużą rolą państwa. Kiedy doradzałem w Boliwii, Polsce, Rosji, przekonywałem do jak najszybszych reform, ale nigdy nie opowiadałem się za tym, żeby ich efektem była gospodarka całkowicie rynkowa. Lewica krytykowała mnie za promowanie rynku, a prawica za to, że popierałem np. utrzymanie publicznej służby zdrowia. Leszek Balcerowicz był zawsze dużo bardziej wolnorynkowy niż ja.
Kiedy pracował pan w Polsce, tego się raczej nie dało zauważyć.
Bo kiedy reformuje się gospodarkę w 80 proc. zarządzaną przez państwo, trzeba zacząć od reform wolnorynkowych. Pytanie, gdzie wolny rynek powinien się skończyć, przychodzi później. W Polsce chciałem przede wszystkim ułatwić wasz powrót do Europy. To była definicja docelowego modelu. Zniesienie barier hamujących rozwój i separujących Polskę było oczywiste. Prywatyzacja była oczywista. Ale za tym powinien iść program pomocy, wyrównywania szans, spójności społecznej.
(...)
W księgarniach tego nie widać.
Co z księgarń przebija się do opinii publicznej? W mediach pan tego nie znajdzie. W Ameryce, podobnie jak w Polsce, poważna debata – o kształcie społeczeństwa, o gospodarce, o zaczynającej się epoce – wymaga uspołecznienia. To jest trudne. Bo złożone poglądy się nie przebijają. Polacy i Amerykanie mają tu podobnie uproszczone poglądy. Ludzie żyjący w rozwiniętych społeczeństwach kapitalistycznych nie zdają sobie sprawy, jak wielu regulacji i instytucji trzeba, żeby kapitalizm dobrze funkcjonował. Jeżeli nie uporamy się z mitem samoregulującego rynku, będziemy wytwarzali coraz poważniejsze kryzysy. Sama zmiana władzy w Ameryce nie starczy. Potrzebna jest zmiana mentalności
odpowiedzi (0)
skomentujInformacje: 22 201 41 01
Zamówienia z Warszawy bezpośrednio u dystrybutorów:
Ruch SA: 22 581-98-06/24
Kolporter SA: 22 355- 04- 71/73/74/77
GLM: 22 649-41-61 lub 22 649-40-80
e-wydania: www.prasa24.pl; www.e-gazety.pl, www.e-kiosk.pl
Polskapresse Sp. z o.o. Oddział Biuro Reklamy w Warszawie
Wiktor Pilarczyk tel. 022 201 41 00
ul. Domaniewska 41
02-672 Warszawa
tel. 22 201-41-00
fax 22 201-41-99
e-mail: reklama.warszawa@polskapresse.pl
Reklama
Reklama
Copyright © Polskapresse Sp. z o.o.
Realizacja serwisu: Gratka Technologie Sp. z o.o.
Polskapresse sp. z.o.o informuje, że wszystkie treści ukazujące się w serwisie PolskaTimes.pl podlegają ochronie. Dowiedz się więcej.
Jesteś zainteresowany kupnem treści? Dowiedz się więcej.