sobota 04 lutego 2012 r. imieniny obchodzą: Weronika, Mariusz, Andrzej

Polska » Fakty » Kraj » Artykuł

Balcerowicz: Podatek liniowy byłby bardzo korzystny dla Polski

Balcerowicz: Podatek liniowy byłby bardzo korzystny dla Polski

Leszek Balcerowicz (© Jakub Szymczuk/POLSKA)

Polska

2010-01-11 08:28:14, aktualizacja: 2010-01-11 13:20:09

Dla gospodarki najniebezpieczniejsi są intelektualiści i kawiarniani ideolodzy, którzy nałykali się abstrakcyjnych doktryn bez żadnej ich konfrontacji z życiem gospodarczym - mówi "Polsce" były minister finansów Leszek Balcerowicz

Z prof. Leszkiem Balcerowiczem rozmawiają Mira Suchodolska i Paweł Rożyński

Czy kryzys wywrócił do góry nogami kanony ekonomii?
Nie mam takiego wrażenia. Z tego kryzysu nie można wyciągać tak rewolucyjnych wniosków. A zwłaszcza w sensie rewolucji socjalistycznej.

Uświadomiliśmy sobie, jak łatwo ożywić gospodarkę, dodrukowując pieniądze. Pana, zwolennika twardej polityki gospodarczej, to nie szokuje?
Po pierwsze, to nie jest nowa praktyka, a znana od wieków. Przynajmniej od czasów, gdy pieniądz stał się papierowy, czyli oderwał się od kruszcu. Po drugie, trzeba pamiętać o konsekwencjach takiej praktyki. W kręgach zawodowo zajmujących się ekonomią coraz intensywniej zastanawiamy się, w jaki sposób świat rozwinięty wyjdzie z z tej zwiększonej masy pieniądza, która była jednym z narzędzi łagodzenia kryzysu w Stanach Zjednoczonych czy Wielkiej Brytanii.
∨ Czytaj dalej
Reklama
Banki centralne mają instrumenty do odczerpywania zbyt dużej masy pieniądza z rynku. Można to robić, np. oferując bankom, które mają nadwyżki gotówki, odpowiednio oprocentowane lokaty. Problem w tym, czy szefowie banków centralnych w tych krajach potrafią wyczuć odpowiedni moment, by zacząć akcję odczerpywania pieniędzy. Jeśli zrobią to za późno, dojdzie do wzrostu inflacji, jeśli za wcześnie, zaszkodzą ożywieniu gospodarczemu. Może też dojść do presji politycznej na dalsze podsycanie wzrostu dosypywaniem pieniędzy. Świat będzie się też musiał wycofywać z praktyki nacjonalizacji upadających przedsiębiorstw, głównie banków. Do nacjonalizacji niektórych banków doszło, o dziwo, w niewielkim stopniu we Francji, którą posądza się o etatystyczne ciągoty, a w większym stopniu w Wielkiej Brytanii i Niemczech czy USA. Na szczęście nie mamy potęgowania tego procesu - przeciwnie: banki stopniowo wychodzą spod państwowej kurateli. Tu warto zauważyć, że w niektórych krajach banki są od dawna publiczne i znajdują się pod wpływem polityki. W Niemczech mamy cały sektor banków, których właścicielami są rządy landów. I co bardzo ważne - prawie wszystkie te banki są w kryzysie. Mówię o tym, bo idzie to w poprzek popularnych tez, że kapitalizm się wali.

To może przynajmniej liberalizm. Chiny ze sterowaną gospodarką i sztywnym kursem waluty przeszły kryzys niemal bez szwanku, utrzymując imponujące tempo wzrostu.
Prawdą jest, że Chiny od końca lat 70. rosną w tempie dużo wyższym niż Zachód. Ale czy to powinno dziwić? Nie.
Bo Chiny przez ostatnie 300 lat cofały się w stosunku do Zachodu, który się gospodarczo rozpędzał. Utrzymywały bowiem absolutystyczny system, który tłumił rozwój. Dopiero w końcu lat 70. Chiny, nie ogłaszając tego, zaczęły de facto przechodzić na kapitalizm. I zaczęły się szybo rozwijać. By uruchomić rozwój, nie trzeba od razu przeskoczyć z systemu represyjnego do maksymalnie wolnego w gospodarce. Ważne, by pierwsza doza zmian była wystarczająco duża, a po niej poszły następne.

Teraz pieszczochem inwestorów jest Brazylia. Jej prezydentem jest były związkowiec i populista Lula da Silva. Chwieje się dogmat, że populiści są niebezpieczni dla gospodarki.
Brazylia straciła mnóstwo czasu, choć może nie aż tyle, co Chiny, przez etatyzm. Przejawiał się on w protekcjonizmie, wielkim i marnotrawnym sektorze publicznym, a jednocześnie wielkich przywilejach socjalnych dla rozbudowanej administracji publicznej. Z tych problemów zaczęli wychodzić jeszcze przed pojawieniem się Luli za sprawą poprzedniego prezydenta Fernando Cardozo, który zresztą w młodości był lewicowym intelektualistą, ulegającym marksizmowi. Lula pozytywnie zaskoczył świat i mianował niezwykle konserwatywnego bankiera szefem banku centralnego, a poza tym jego rząd prowadził ostrożną politykę budżetową. W efekcie Brazylia ma tylko niewielki deficyt. Jednakże ze względu na nadmierną rolę państwa, czyli polityki, w gospodarce Brazylia nie była i do tej pory nie jest prawdziwym tygrysem, jakimi były Korea Południowa, Tajwan czy Hongkong.

Jaki z tego morał?
Mam wrażenie, że ludzie, którzy otarli się o praktykę życia społecznego, łącznie ze związkowcami, mają mniejszą skłonność do lewicowych skrajności, które przejawiają się w ekspansji państwa w gospodarce.
Na przykład bardzo dobrym premierem był w Holandii Wim Kok, były związkowiec. Prosta obserwacja pokazuje, że najbardziej niebezpieczni są intelektualiści, którzy przychodzą zza biurka bądź kawiarnianego stolika. Ideolodzy, którzy nałykali się abstrakcyjnych doktryn - bez żadnej ich konfrontacji z życiem gospodarczym. Do takiej kategorii należeli Marks, Lenin, Trocki, Pol Pot.
strona: 1 z 4 »

Dodaj komentarz

Dodając komentarz, akceptujesz regulamin forum

Komentarze (17)
Przejdź do dyskusji na forum

Wyświetl od:
Zwiń wszystkie wątki

Podatek liniowy

ASUS (gość) 12.01.10, 18:15:01

Czy nasze społeczeństwo zdaje sobie sprawę, jakie będą konsekwencje wprowadzenia podatku liniowego? Jeśli nie, to najwyższa pora otworzyć ludziom oczy. Trzeba powiedzieć jasno, że jednolita stawka jest bardzo na rękę pracodawcom i biznesmenom, słowem klasie posiadającej, która dzięki jego wprowadzeniu będzie mogła pozwolić sobie na zakup kolejnych luksusowych samochodów i jeszcze częstsze wyjazdy do egzotycznych krajów. Pracownicy, emeryci i renciści skorzystają na tej reformie bardzo niewiele lub zupełnie nic, a oceniając ją z bardziej odległej perspektywy nawet na tym stracą. Podatek ten obowiązuje w większości krajów Europy wschodniej, między innymi na Słowacji, Litwie, w Estonii, Macedonii i Rosji. Wprowadzenie go w tych krajach wcale nie wpłynęło pozytywnie na ich rozwój, a wręcz przeciwnie doprowadziło do obniżenia poziomu wykształcenia, a co za tym idzie obniżenia ilości wykwalifikowanych pracowników i wykształconych kadr kierowniczych. Jednolita stawka podatkowa musi bowiem prowadzić do cięć socjalnych, które zawsze kończą się katastrofą i znacznym obniżeniem jakości życia. Tym bardziej może dziwić postawa niektórych polityków nazywających siebie „lewicowymi”, jak na przykład Leszka Millera, który słynie ze swych liberalnych poglądów gospodarczych. Były premier, a obecny założyciel partii Polska Lewica nie jest nawet w najmniejszym stopniu socjaldemokratą, tylko neoliberałem nie widzącym niczego złego w wyzysku. Nie wolno zapomnieć też jemu i panu Hausnerowi szumnie zapowiadanej „obniżki podatków dla przedsiębiorców”, która skończyła się katastrofą. Skorzystało z niej bowiem tylko 5% z nich, co najlepiej obrazuje, że podatek liniowy jest dobrodziejstwem, ale tylko dla najbogatszych!Obecnie w Polsce budżet utrzymywany jest głównie przez pracowników oraz drobnych przedsiębiorców. Najbogatsi stosują różnego rodzaju sztuczki oraz wykorzystują luki prawne, byleby tylko nie oddać państwu zbyt dużej części olbrzymich dochodów. Nie pamiętają oczywiście o tym, że dorobili się dzięki pomocy innych ludzi i że uczciwe płacenie podatków byłoby dla społeczeństwa pewną rekompensatą, którą niewątpliwie są mu winni. Przecież każdy z obecnych milionerów dawniej uczył się w państwowej szkole, korzystał z darmowych bibliotek, służby zdrowia czy też szkolnictwa wyższego. Czyżby zbyt długie pławienie się w luksusach oderwało ich od rzeczywistości? Warto zatem zastanowić się, jakie podatki byłyby najlepsze dla Polski. Przede wszystkim należałoby znacznie powiększyć kwotę wolną od podatku. W całym cywilizowanym świecie jest ona wyższa niż u nas. W krajach Europy zachodniej osoba, której dochody nie przekraczają minimum socjalnego, czy wręcz minimum egzystencji, są zwolnione od wszelkich świadczeń na rzecz państwa. Tam rozumie się, że nie ma najmniejszego sensu zmuszać tych ludzi do płacenia podatków, a następnie oddawać im zabrane wcześniej pieniądze w postaci świadczeń socjalnych, gdyż takie działanie niepotrzebnie napędzałoby i tak zbyt rozbudowaną biurokrację. Poza tym nie do pomyślenia jest, by podatkiem VAT obciążone były najpotrzebniejsze leki i produkty żywnościowe. Należałoby też przywrócić zlikwidowane bezmyślnie, w imię tak zwanego „upraszczania systemu”, ulgi mieszkaniowe. Przecież każdy człowiek musi gdzieś mieszkać, choć najwyraźniej liberałowie mają na ten temat zupełnie inne zdanie. No i powinno się natychmiast znieść podatek od rent i emerytur, zupełnym nonsensem jest sytuacja, w której państwo wypłaca człowiekowi pieniądze, a w chwilę później odbiera mu część z nich. Oczywiście w wyniku takich reform powstałaby dziura w budżecie, którą trzeba by zapełnić. Nic prostszego, wystarczyłoby rozszerzyć progresję podatkową (która w Polsce i tak jest już tylko de nomine). O najbogatszych, którzy płaciliby najwięcej nie trzeba się martwić. Oni zawsze sobie poradzą.Jak wspomniano wcześniej rolą podatków jest tworzenie polityki prospołecznej. Niestety, w naszym kraju lwia część pozyskiwanych przez państwo pieniędzy jest bezmyślnie trwoniona. Polska , co wynika ze specyfiki samego kapitalizmu , jest bowiem krajem umocowanym w określonej klasowej rzeczywistości i w jej obecnym kształcie wszelkie mechanizmy władzy służą klasie posiadającej. W innych krajach sytuacja często wygląda podobnie, ale u nas jest to szczególnie widoczne. 5 mld złotych rocznie kosztuje nas utrzymanie kościoła katolickiego. Doliczmy jeszcze instytucje takie jak IPN czy Muzeum Powstania Warszawskiego, a już powstanie niezła sumka. Jednocześnie szkoły czy szpitale są zamykane lub prywatyzowane. Nonsens? Mało powiedziane…


0 / 0 zgłoś naruszenie odpowiedz

podatek

Alicja (gość) 12.01.10, 16:39:05

Wiecej o Balcerowiczu na www.p o lo n i c a.net

0 / 0 zgłoś naruszenie odpowiedz

Obsesja podatku liniowego

Nairam (gość) 11.01.10, 23:57:32

nie opuszcza Balcerowicza co oznacza, że ciągle wymaga on leczenia. W krajach cywilizowanych
jednak "ludzie są karani większym procentowo podatkiem za to, że więcej zarabiają." A więc czy świat cywilizowany jest chory czy też chory jest Balcerowicz? Odpowiedż jest chyba prosta! Nasz budżet ma horrendalną dziurę a ten facet w kółko Macieju o podatku liniowym chrzani żeby nie powiedzieć pie....rzy! Balcerowicz pewnie boleje nad tym, że jego kolega po fachu Bielecki zarabiający "tylko" 4,5 mil. zł rocznie musi zapłacić "aż" 32% podatku a przecież powinien on zapłacić tylko 18% ( a nawet tylko 10% jak to kiedyś PO obiecywało ) jak ten, który zarabia 15 tys. rocznie.
rocznie!

0 / 0 zgłoś naruszenie odpowiedz

emerytura !!! yes,yes,yes....

Polak MAŁY (gość) 11.01.10, 21:48:57

kawiarniane, dziennikarskie dywagacje typu "pierdu-pierdu" jeno zapomniał wół..... Ukraina jak na razie realizuje doradztwo naszego geniusza ekonomii....

JAK WIDAĆ U BRACI UKRAINCÓW .....SKUTECZNIE NAS ZNIENAWIDZĄ......

ps. (czerwono w głowie i w oczkach gwiazdy..:)) )

0 / 0 zgłoś naruszenie odpowiedz

Balcerowicz dzieli Polakow na kasty

hary (gość) 11.01.10, 21:13:51

Widac wyraznier jak bogate regiony dorobily sie na roznych podatkach a teraz biedny wschod niech sobie radzi sam bez podatkow czerwonych liberalow ,ktorzy juz podzielili polakow na regiony b. bogatych i biedakow ze wscjhodu tym sposobem obluda karmi ludzi PO .

0 / 0 zgłoś naruszenie odpowiedz

Nie przypadkowo ten łobuz skumał się z KLD i UW, a obecnie z PO.

polo (gość) 11.01.10, 20:02:58

Te partie reprezentujące dziki czerwony liberalizm, kłamstwo i afery to jego matecznik.
Czy ktoś zastanawiał się nad odpowiedzią, gdzie byłaby Polska dzisiaj gdyby reformy przeprowadził
prawdziwie Polski ekonomista ?
Ale wówczas, w latach 1989 - 91 nie dał Polakom szansy. Jak dzisiaj wygląda Polska zadłużona na miliardy?

0 / 0 zgłoś naruszenie odpowiedz

LINIOWY TAK ALE NA POZIOMIE OBECNIE NAJNIŻSZEGO PROGU.

SirAdi (gość) 11.01.10, 18:46:03

JEŚLI LINIOWY BĘDZIE WYŻSZY TO LOGICZNE JEST, ŻE STRACĄ NAJBIEDNIEJSI A ZYSKAJA NAJBOGATSI. CHYBA, ŻE CHODZI I DALSZE POWIĘKSANIE SIE PRZEPAŚCI MIĘDZY BIEDNYMI A BOGATYMI ...

0 / 0 zgłoś naruszenie odpowiedz

Panu już dziękujemy

Katarzyna (gość) 11.01.10, 16:05:45

Nie strasz pan Polaków, bo jeszcze się po pana pomysłach schładzania gospodarki nie zdążyli ogrzać. Może by tak na emeryturkę? Co Waść na to? ;)

0 / 0 zgłoś naruszenie odpowiedz

PODATEK LINIOWY JEST DOBRY DLA OLIGARCHÓW KTÓRZY STOJĄ ZA BALCEROWICZEM NIE DLA POLSKI

dr antyBalcerowicz (gość) 11.01.10, 13:11:05

PODATEK LINIOWY JEST DOBRY DLA OLIGARCHÓW KTÓRZY STOJĄ ZA BALCEROWICZEM NIE DLA POLSKI.
Balcerowicz kto Ci dał prawo wypowiadać sie w imieniu całej POlski ?
Oznacza on mniejsze wydatki na szpitale, leczenie, naukę, zasiłki, wszelką pomoc panstwa w biedzie.
Bogaty bez tego sobie poradzi, ale biedny już nie.

Do durnych polskich dziennikarzy papużek i bezmyślnych rządowych prowincjonajnych naśladowców złych i wychodzących z użycia ideologii Nie rozsiewajcie tej głupoty i nie czyńcie szkód swoim bezmyślnym naśladowaniem ideologii ludzi. skompromitowanych.

Dla ideologicznych fundametalistów polecam przeczytać wywiad z Jeffrey'em Sachs'em, nauczycielem L. Balcerowicza i mózgiem tych przemian.
który przejrzał po tych doświadczeniach na oczy i zmienił zdanie, tylko Balcerowicz ma klapki na oczach.
(źródło: Wikipedia)
Jeffrey David Sachs (ur. 5 listopada 1954 w Detroit) – uważany za jednego z najważniejszych i najbardziej znanych ekonomistów w skali ogólnoświatowej.
W celu rozwiązania kryzysów ekonomicznych takich państw, jak Boliwia, Rosja, czy Polska doradzał stosowanie tzw. terapii szokowej.
W 1989 Sachs był ekonomicznym doradcą "Solidarności", przygotował wstępny projekt programu transformacji polskiej gospodarki - planu Balcerowicza, doradzał pierwszemu postkomunistycznemu rządowi we wprowadzaniu radykalnych reform gospodarczych.


Wywiad z J. Sachs'em
(...)
Teraz tak być nie musi. Bankructwo czy bezrobocie dla wielu ludzi staje się nie do wytrzymania, gdy oznacza, że wraz z dochodami tracą dach nad głową, pomoc medyczną, szansę wyżywienia dzieci, a nawet posłania ich do szkoły. Kryzys to okres, kiedy rozbudowa pomocy społecznej staje się konieczna, by społeczeństwo mogło prędko podnieść się po ciosach, które on zadaje. Bush tak zreformował amerykańskie finanse publiczne, że stany muszą ciąć pomoc medyczną dla biednych. W wielu stanach nawet ci, którym przysługuje bezpłatne leczenie, nie mogą z niego korzystać, bo nie ma lekarza gotowego ich przyjąć za stawki płacone przez państwo. A w czasie kryzysu coraz więcej osób będzie skazanych na publiczną opiekę medyczną. Jeżeli po kryzysie chcemy mieć społeczeństwo funkcjonujące nie gorzej niż przed nim, Obama musi pozwolić stanom na zaciąganie długów, by mogły radykalnie zwiększyć wydatki na solidarność społeczną.
Jeff Sachs uważa, że w czasie kryzysu powinno się zwiększać wydatki socjalne powiększając deficyt?
Oczywiście!
Gdyby to usłyszał Leszek Balcerowicz…
On by oczywiście tego nie aprobował. Ja też nie jestem za marnowaniem pieniędzy. Rząd powinien być oszczędny. Ale nie może oszczędzać na tym co najważniejsze: na niezbędnych wydatkach społecznych i infrastrukturze. Takich źródeł deficytu teraz się nie boję. Natomiast jestem przeciwny cięciu podatków w nadziei na zwiększenie popytu. Bo to powiększa deficyt, a nie daje pewnego efektu rynkowego. Dobrze wykorzystane pieniądze z podatków mogą się bardziej przyczynić do stworzenia społeczeństwa produktywnego i sprawiedliwego niż pompowanie konsumpcji przez cięcia podatkowe. Jeżeli Ameryka chce być na dłuższą metę konkurencyjna, musi znacząco podnieść udział podatków w dochodzie narodowym i poziom inwestycji publicznych w wydatkach budżetu.
Obama to zrobi?
Najpierw musiałby otworzyć i wygrać wielką społeczną debatę. Nie jestem pewien, czy się na to porwie. Bo na razie większość Amerykanów absurdalnie wierzy w obniżanie podatków, chociaż już mamy trzybilionowy deficyt. To jest jeden z zatrutych owoców epoki Reagana. Zamiast liczyć się z realiami, Amerykanie wierzą w przyjemne absurdy.
Słysząc, jak przekonuje pan do podnoszenia podatków, rozbudowywania programów socjalnych, zwiększania deficytu, utrzymywania nierówności społecznych w ryzach, mam wrażenie, że słucham całkiem innego człowieka niż 20 lat temu, kiedy przywiózł pan do Polski ideę bolesnej terapii szokowej. Co się stało z tamtym Jeffreyem Sachsem?
Pewnie wiem trochę więcej o ekonomii i życiu. Ale zmieniłem się mniej, niż pan myśli. Wciąż wyznaję tezę, którą sformułowałem na początku lat 90., że bez względu na to, jaką ścieżkę rozwoju Polska by obrała – amerykańską czy szwedzką – i tak na początku trzeba było zrobić to, co przeprowadził Leszek Balcerowicz. Wychowałem się w rodzinie o silnych demokratycznych tradycjach i zawsze wierzyłem, że lepszy jest model gospodarki mieszanej z dużą rolą państwa. Kiedy doradzałem w Boliwii, Polsce, Rosji, przekonywałem do jak najszybszych reform, ale nigdy nie opowiadałem się za tym, żeby ich efektem była gospodarka całkowicie rynkowa. Lewica krytykowała mnie za promowanie rynku, a prawica za to, że popierałem np. utrzymanie publicznej służby zdrowia. Leszek Balcerowicz był zawsze dużo bardziej wolnorynkowy niż ja.
Kiedy pracował pan w Polsce, tego się raczej nie dało zauważyć.
Bo kiedy reformuje się gospodarkę w 80 proc. zarządzaną przez państwo, trzeba zacząć od reform wolnorynkowych. Pytanie, gdzie wolny rynek powinien się skończyć, przychodzi później. W Polsce chciałem przede wszystkim ułatwić wasz powrót do Europy. To była definicja docelowego modelu. Zniesienie barier hamujących rozwój i separujących Polskę było oczywiste. Prywatyzacja była oczywista. Ale za tym powinien iść program pomocy, wyrównywania szans, spójności społecznej.
(...)
W księgarniach tego nie widać.
Co z księgarń przebija się do opinii publicznej? W mediach pan tego nie znajdzie. W Ameryce, podobnie jak w Polsce, poważna debata – o kształcie społeczeństwa, o gospodarce, o zaczynającej się epoce – wymaga uspołecznienia. To jest trudne. Bo złożone poglądy się nie przebijają. Polacy i Amerykanie mają tu podobnie uproszczone poglądy. Ludzie żyjący w rozwiniętych społeczeństwach kapitalistycznych nie zdają sobie sprawy, jak wielu regulacji i instytucji trzeba, żeby kapitalizm dobrze funkcjonował. Jeżeli nie uporamy się z mitem samoregulującego rynku, będziemy wytwarzali coraz poważniejsze kryzysy. Sama zmiana władzy w Ameryce nie starczy. Potrzebna jest zmiana mentalności

0 / 0 zgłoś naruszenie odpowiedz

Dogonić Niemcy?

Zbynio (gość) 11.01.10, 12:47:49

Doganiamy Niemcy od tysiąca lat i to się nie udało, to jak je dogonić w 20 lat?

0 / 0 zgłoś naruszenie odpowiedz

1 z 2 Następna »

Dodaj komentarz

Rozrywka

Polska

  • Czytaj nas na iPhone oraz iPad
  • Czytaj nas na Androidzie
  • Czytaj nas na pozostałych telefonach
  • Rozrywka NMEkstraklasa LiveZobacz inne aplikacje

Aktualne wydanie:

"Polska", piątek 03.02.2012

Kup e-wydanie

Prenumerata:

Informacje: 22 201 41 01
Zamówienia z Warszawy bezpośrednio u dystrybutorów:
Ruch SA: 22 581-98-06/24
Kolporter SA: 22 355- 04- 71/73/74/77
GLM: 22 649-41-61 lub 22 649-40-80
e-wydania: www.prasa24.pl; www.e-gazety.pl, www.e-kiosk.pl

Zamów prenumeratę

Reklama:

Polskapresse Sp. z o.o. Oddział Biuro Reklamy w Warszawie

Wiktor Pilarczyk tel. 022 201 41 00

ul. Domaniewska 41
02-672 Warszawa
tel. 22 201-41-00
fax 22 201-41-99
e-mail: reklama.warszawa@polskapresse.pl

Zamów reklamę

Kontakt z redakcją:

ul. Domaniewska 41 (budynek Saturn, II piętro)
02-672 Warszawa
tel. 022 201 42, 022 201 42 01
faks 022 201 42 01
redakcja@polskatimes.pl

Napisz do nas

Zapisz się do Newslettera

Reklama

Reklama