Menu Region

Adamek pokazowo pokonał "Pitbulla"

Adamek pokazowo pokonał "Pitbulla"

Data dodania: Ostatnia aktualizacja:

Polska

Rafał Musioł

Prześlij Drukuj
"Góral" w Chicago spisał się znakomicie, udzielając Amerykaninowi lekcji nowoczesnego boksu.
Walka z Garym Gomezem miała być dla Tomasza Adamka swoistym folderem reklamowym. Polski pięściarz miał pokazać taki boks, który pozwoliłby mu na podbicie stawki w rozmowach z telewizją przed planowanym na 24 września pojedynkiem o pas mistrza świata wagi junior ciężkiej IBF ze Steve'em Cunninghamem.

I pod tym względem "Góral" w Chicago spisał się znakomicie, udzielając Amerykaninowi lekcji nowoczesnego boksu. W efekcie Gomez dość szybko pogodził się z rolą worka treningowego i z "Pitbulla" zamienił się w ratlerka cieszącego się z każdej przetrwanej rundy.

Ostatecznie po szóstym starciu, w którym Adamek zaczął boksować bardziej na serio, uznał jednak, że z(a)robił już swoje i jego sekundanci z przykrością poinformowali o złamanej prawej ręce. W ten sposób Gomez po raz pierwszy w karierze przegrał przed czasem, choć nie przez k.o.

Za to Cunningham na pewno ma nad czym myśleć. Adamek wyglądał bowiem na faceta - nawet biorąc pod uwagę bezbarwne tło - którego nic nie jest już w stanie powstrzymać przed wyrwaniem pasa z rąk pogromcy Krzysztofa "Diablo" Włodarczyka.

Swoje zrobili także kolejni dwaj Polacy występujący w gali w Chicago. Kolejne, już 17 zwycięstwo odniósł w wadze ciężkiej Mariusz Wach, choć przeciętny Eric Boos obnażył jego słabe punkty. Nie był jednak w stanie powstrzymać pierwotnej siły "Olbrzyma" i w siódmym starciu tylko decyzja sędziego, który przerwał walkę, uratowała go przed naprawdę ciężkim nokautem.

Powody do zadowolenia ma Piotr Wilczewski, który w kategorii junior półciężkiej potrzebował niespełna dwóch rund, żeby rozprawić się z rutynowanym - 60 walk na koncie - Thomasem Reidem i zaliczyć kolejną 19. wygraną.

Ze zwieszoną głową opuszczał Aragon Ballroom tylko mieszkający w Stanach Andrzej Fonfara, znokautowany w drugiej rundzie walki w wadze średniej przez Derricka Findleya.

Najbardziej prestiżowy pojedynek weekendu odbył się jednak w Hamburgu, gdzie Ukrainiec Władimir Kliczko bronił pasa IBF wagi ciężkiej przed Tonym Thompsonem noszącym dumny przydomek Tygrys, co publiczności w Niemczech kojarzy się jednak tylko z Dariuszem Michalczewskim. Amerykanin, choć buńczucznie i zgodnie z zasadami show, zapowiadał detronizację mistrza, to swoich słów nie był w stanie zamienić w czyny. Najpierw spóźnił się nieco z wyjściem z szatni, potem wyraźnie za wolno śpiewał, a właściwie mruczał hymn, i ten poślizg pozostał mu już do końca pojedynku.

Amerykański pięściarz ma czego żałować, bo Kliczko nie był w najwyższej formie. Może wynikało to z tego, że zmienił tradycyjną taktykę, uderzając już od początku prawą ręką, którą zazwyczaj rezerwował do ciosów litościwie odsyłających wycieńczonych rywali do krainy nieświadomości. A może po prostu miał zły dzień.

W każdym razie stemplował Thompsona monotonnie i pozwalał mu się obijać czołem w zapaśniczych klinczach. Ten skorzystał z okazji i upuścił Ukraińcowi sporo krwi z rozbitego łuku brwiowego, ale kary i tak nie uniknął. W 11. rundzie Kliczko wreszcie energiczniej walnął prawą pięścią i Amerykanin nawet już pewnie nie poczuł, jak tyłem czaszki uderzył w deski ringu.

Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

 

Komentarze

Dodajesz jako: Gość

Ilość znaków do wpisania:

Dodając komentarz, akceptujesz regulamin forum

zaloguj się